1. w nocy do Nowosybirska

Siatkarze Asseco Resovii szybko – bo w dwóch meczach i krótkim drugim – awansowali do czołowej czwórki Plus Ligi. – Jestem zadowolony, że zaoszczędzili siły na środę – mówił trener rzeszowian, Andrzej Kowal po dzisiejszym 3:0 z Czarnymi Radom.

Jego podopieczni zachowywali się, jakby każda chwila sobotniego popołudnia była im cenna: napadli na rywali serwisem, w pierwszym secie redukując ich do 10% perfekcyjnego przyjęcia i zaliczając pięć asów. – Zagrywka stworzyła zupełnie inne warunki niż w Radomiu, wywołała presję, która bardzo wpłynęła na poziom Czarnych – Kowal porównuje ze środową, dużo cięższą, przeprawą na wyjeździe, którą Resovia rozstrzygnęła na swoją korzyść dopiero po tie-breaku.
Dzisiaj ostre podania sprawiły, że Lukas Kampa kompletnie nie mógł zgubić na siatce gospodarzy, którzy dotykali większości ataków przeciwników. Symptomatyczna była sytuacja, kiedy Russel Holmes zrobił wyblok lewą ręką odwiedzioną daleko w bok, a w ponowieniu zgasił pipe’a soczystą „glebą”.
Na domiar złego, przy stanie 9:4, lądując niefortunnie na nodze kolegi, skręcił kostkę Miko Oivanen i już nie pojawił się na parkiecie. W tym okresie miejscowi mieli na koncie 5 punktowych bloków, a sami zbijali przy zupełnie innym komforcie, stwarzanym przez Fabiana Drzyzgę, między porozrzucanymi rękami gości. Z tego Jochen Schoeps skończył wszystkie pięć ataków, a w całym spotkaniu 16 z 21, po czym odebrał tort od cukierni „Monika” jako nagrodę dla MVP konfrontacji.
Cyfrowy zapis ich dominacji w pierwszym secie brzmiał – 4:1, 6:2, 10:4, 10:6, 13:6, 14:7, 14:10, 17:10, 20:11, 23:12, 25:13.

W drugiej partii oba zespoły zrazu okładały się z krótkiej, rzeszowianie szarpnęli od 9:8; blok na zastępującym Oivanena Bartłomieju Bołądziu zaświecił na tablicy 13:9, as Rafała Buszka – 15:10, a krótka Piotra Nowakowskiego – 16:11. Już nieco wcześniej strącał sytuacyjną piłkę z II piętra, potem zameldował się jeszcze raz środkiem, a w kolejnej akcji zatrzymał Dirka Westphala. 21:15, Robert Prygiel bierze czas, po nim niemiecki skrzydłowy szuka drogi nad Drzyzgą, lecz tam również nadziewa się na zakaz wjazdu. 22:15, Nowakowski kasuje Bołądzia, 24:16 i 25:16 po uderzeniu Buszka.
Kiedy miejscowi po zmianie stron zaczęli od dwóch bloków, a jeden poprzedzili sekwencją obronną w wykonaniu Nikołaja Penczewa i Krzysztofa Ignaczaka, wydawało się, że i trzecia odsłona nie dociągnie do trzydziestu minut. Niedługo jednak Daniel Pliński (niemiłosiernie „wybuczywany” przez lokalnych kibiców) skoczył do przechodzącej piłki, do niego skoczył Nowakowski, jednak „Plina” w powietrzu wystawił do Westphala, który przylał na „czystej” siatce. Wśród przyjezdnych zapaliło to ogień do walki, resoviacy sporo psuli, więc rezultat błyskał niezdecydowaniem – 3:3, 5:7, 7:9, 11:9, 13:11, 13:14, 16:15, 16:18 (as Kampy i czas Kowala), 18:18.
Trzy wybloki w tej samej akcji i finalna „gleba” Buszka obwieściły, że wicemistrzowie Polski wracają na utarte tory. Po chwili było 21:19, a nawet 22:19, lecz ta decyzja została zmieniona na 21:20, wskutek przejścia linii przez Penczewa. Za to korzystny dla Bułgara był challenge przy stanie 23:20, kiedy zbijał z szóstej strefy i powtórka pokazała, że trafił jednak w boisko. Drzyzga uwieńczył udany występ wirtuozerskim wypuszczeniem kolegi na krótką jedną ręką.

– Pierwsza runda była ogromnym ryzykiem dla drużyn z czołówki, dobrze, że teraz rywalizujemy już do trzech zwycięstw – kiwa głową Andrzej Kowal, którego team w przyszłą niedzielę podejmie w pierwszej konfrontacji półfinałowej Jastrzębski Węgiel lub Cuprum Lubin.
Wcześniej jednak rzeszowian czeka wyzwanie nietuzinkowe i to na wszystkich płaszczyznach: sportowej, logistycznej, mentalnej, nawet fizjologicznej. W poniedziałek lecą do Moskwy, a stamtąd, o 1 w nocy z poniedziałku na wtorek lokalnego czasu – do Nowosybirska. Wylądują na Syberii we wtorek o 8. rano, gdy w Polsce (i dla ich organizmów) będzie wówczas 3. w nocy. Szkoleniowiec opowiada, że przede wszystkim nie da im spać… – Pójdziemy gdzieś na spacer, resztę dnia wypełnimy zajęciami, posiłkami, wieczorem zaplanowaliśmy trening. Chodzi o to, aby byli wymęczeni i przespali dobrze noc przedmeczową, skoro kłaść się będą, kiedy u nas jest późne popołudnie – wyjaśnia.
A w środę o g. 19 (o 14 polskiego czasu) zmierzą się w pierwszej konfrontacji o awans do turnieju finałowego Ligi Mistrzów (rewanż zaplanowano na 11 marca w Rzeszowie) z tamtejszym Lokomotiwem, który jednak powinien nazywać się „Rakieta”. – Bardzo ofensywny zespół. Przypomina nas, tyle że w podkręconej wersji – opisuje obrazowo statystyk Asseco Resovii, Michał Mieszko Gogol. – Nie możemy jednak przestraszyć się, że to Rosjanie, bardzo atletyczni, którzy rzadko toczą wyrównane spotkania, na ogół wygrywają wysoko.
Charakteryzuje, że u przeciwników tylko znany u nas Lukas Divis grywa „z blokiem”, pozostali starają się uderzać z maksymalną siłą na maksymalnym zasięgu. Wyróżnia mierzącego 207 cm kubańskiego skrzydłowego Oriola Camejo, który – według jego szacunków – w ostatnich ośmiu meczach został zatrzymany łącznie zaledwie 5-6 razy.
– Jeśli przeciwstawimy im inny styl, niż obowiązuje w Superlidze, może przyniesie to dobry efekt – ma nadzieję Kowal.
– Kluczem do wszystkiego powinien być flot, bo nikt tak nie serwuje, więc mogą mieć problemy z przyjęciem. Trudno powiedzieć, jak asekurują kiwki, bo tam prawie się nie kiwa. Zauważyłem jednak, że przy nielicznych „tipach”, choćby wymuszonych, powstawało duże zamieszanie. Coś będziemy próbowali wymyślić – uzupełnia Gogol. – Będzie niesamowicie ciężko, ale też dla takich meczów się trenuje i gra, na nie się czeka. Ja osobiście nie mogę się już doczekać.
PAWEŁ FLESZAR

ASSECO RESOVIA Rzeszów – CERRAD CZARNI Radom 3:0 (25:13, 25:16, 25:21)
Sędziowali: Piotr Król i Andrzej Kuchna (Katowice). Widzów: 4500.
RESOVIA: Drzyzga 1 pkt, Penczew 8, Holmes 9, Schoeps 19, Buszek 12, Nowakowski 11 oraz Ignaczak (l). Trener: Andrzej Kowal.
CZARNI: Kampa 2, Żaliński 7, Ratajczak 2, Oivanen, Westphal 5, Pliński 7 oraz Kowalski (l), Bołądź 5, Wachnik 2, Ostrowski 1. Trener: Robert Prygiel.

Komentowanie zablokowane.