140 tysięcy powodów do dumy

Siatkarki Karpat – jako pierwszy z ośmiu zespołów walczących w dwóch półfinałach – zagwarantowały sobie udział w turnieju finałowym o awans do I ligi. Losy pozostałych trzech premiowanych miejsc rozstrzygną się jutro.

Jeden z dwóch półfinałów odbywa się w Krośnie, a „Karpatki” są wyjątkowo niegościnne, bo w piątek pokonały 3:0 Zawiszę, a dzisiaj na dzień dobry zmiotły z parkietu Politechnikę Warszawa. Taktycznym serwisem na przyjmującą w linii ataku i szczelnym blokiem na prawej flance eksploatowały kopalnię punktów – 4:1, 6:2, 11;3, 14;5, 19:7. Potem przerzuciły się na inne złoże, zagrywając skróty w środek pola. 21:9, 24:10. Monotonię ubarwiały: sprytna kiwka Agnieszki Dziadosz wystawiającej sytuacyjnie, uderzenie Katarzyny Nadziałek z drugiej piłki (powtórzyła to jeszcze kilkakrotnie w trakcie meczu, a po zakończeniu została uhonorowana nagrodą dla najlepszej jego zawodniczki), czy asy. Jednym z nich zamknęła seta Iwona Grzegorczyk (25:11).
– Nie lubię, gdy zwyciężamy zbyt gładko, bo potem gra się załamuje, zaczyna się „wymyślanie czegoś innego”. W sezonie nie raz się to zdarzało – komentował później trener gospodyń, Dominik Stanisławczyk, który w drugiej partii przeżył to znowu. Rywalki poprawiły przyjęcie i podania, Agnieszka Oyibo gubiła blok, częściej wypuszczając krótką i przyspieszając na skrzydła, a przy wyrównanym wyniku – 2:2, 4:5, 6:8, 7:11, 11:11 – krośnianki się myliły. Natomiast stołecznym wychodziło coraz więcej, nawet takie sztuki jak przebicie pięścią Moniki Scecewicz, po paradzie, wzdłuż linii bocznej poleciało na drugą stronę siatki. Było 12:15, 13:18, 16:18 (as Grzegorczyk), 17:21 (as Beaty Mielczarek). Ostatnie ciosy zadały Magdalena Sibiga, Małgorzata Zaciek i Scecewicz. 20:25.

Na starcie trzeciej odsłony wynik z 5:1 zmienił się na… 4:7 – pierwszy punkt sędziowie słusznie przyznali warszawiankom, weryfikując swoją poprzednią decyzję, a następne były owocem „czap” po serwisach Scecewicz i mądrze atakującej – z wykorzystaniem rąk krośnianek – Mielczarek. Miejscowe wyrównały na 10:10 przy sporym udziale Joanny Bedy, której dwa asy zmieniły też rezultat na 18:17. Karpaty przy potężnym wsparciu kibiców (byli tym głośniejsi, im pupilkom gorzej szło) nie dały już sobie wyrwać inicjatywy, a ekipa gości popełniła kilka błędów – 21:18, 23:19, 25:21.
W trudnym momencie weszła też wtedy – po pięciu miesiącach przerwy – Alicja Wilk. Po egzaminach językowych wyjechała na początku roku na studia w University of Pacific w USA. Niedawno wróciła na kilka tygodni do kraju i zgodziła się pomóc koleżankom. Poza kalifornijską opalenizną (w ostatnim okresie na uczelni trenowała głównie plażówkę) przywiozła też stare nawyki rasowej środkowej: blokami, dobitkami i atakami wprowadziła drużynę w czwartą partię. Gospodynie znowu zaczęły pracować jak maszyna oparta na solidnej podstawie (libero Sylwia Bielecka) – 4:1, 8:3, 10:5, 13:7, 15:8, 18:11, 24:11 (Aleksandra Witkoś ukoronowała serię zagrywek asem) i 25:12, kiedy Joanna Paluch podsumowała kolejnym atakiem świetną passę na skrzydle.

Karpaty już w tamtej chwili, bez względu na trzy pozostałe konfrontacje turniejowe, zapewniły sobie awans do finałów. – Żeby jeszcze udało się wejść do I ligi! Wszyscy by zobaczyli, że można to zrobić z budżetem 140 tysięcy złotych, a nie dwa-trzy razy większym, jak miewali i miewają inni – podkreślał z dumą Zbigniew Sobolewski, który wiele lat strawił na budowaniu żeńskiej siatkówki w klubie, a po rundzie zasadniczej zrezygnował z funkcji wiceprezesa.
Nawet jeśli we wspomnianym budżecie nie są uwzględnione pewne bezgotówkowe elementy, to i tak krośnianki są jedną z najgorzej uposażonych ekip II-ligowej czołówki. Plasują się w niej czwarty sezon z rzędu, pokazując, że nie zawsze poziom da się przeliczyć na pieniądze. Dzisiaj zaszły wyżej niż kiedykolwiek w historii.
I to nie dzięki słabszej formie innych, ale naszej bardzo dobrej grze. Ten turniej naprawdę nam wyszedł – cieszy się Stanisławczyk, który do Krosna przyjechał cztery lata temu po studiach, przez dwa lata był asystentem grającej trenerki Marzeny Solskiej (to ona w 2008 r. zdobyła awans do II ligi), a drugi rok prowadzi drużynę samodzielnie. – Liczyłem niedawno, że ćwiczymy już w tym sezonie ponad dziewięć miesięcy – opowiada. – Zostało jeszcze dwa tygodnie do turnieju finałowego, to będzie w sumie dziesięć miesięcy, ale musimy zmusić się jeszcze do wysiłku, dobrze to przepracować. Olbrzymią zaletą tych dziewczyn jest to, że one chcą pracować.

Wkrótce na parkiet wyszły Zawisza Sulechów i PLKS Pszczyna. Te drugie mogły podzielić wrażenia krośnianek, lecz warunek (zwycięstwo) okazał się niemożliwy do spełnienia. Stanowcze weto postawiły bowiem: Izabela Placek, która przez cztery lata była rozgrywającą PLKS, ale dzisiaj na ogół wiązała byłym koleżankom nogi przy siatce, pewna w serwisie i przyjęciu Magdalena Banecka oraz bezlitosna egzekutorka Marta Wellna.
Pszczynianki na domiar złego miały niezbywalne problemy z przyjęciem, więc wynik rozwijał się korzystnie dla Zawiszy – 5:1, 8:7, 10:7, 10:9, 15:9, 17:10, 19:12, 21:13, 23:14, 25:15 w pierwszej odsłonie i 2:2, 4:2, 8:6, 8:9, 12:10, 15:12, 17:13, 19:14, 19:16, 21:16, 22:17, 25:20 w drugiej. W drugiej połowie drugiego seta Kamila Ganszczyk – później wybrana MVP meczu – agresywnym blokiem dusiła rywalki jak koty.
W piątek PLKS, ulegając Politechnice 0:2 ,odwrócił losy konfrontacji i dzisiaj jego zawodniczki próbowały zrealizować ponownie ten scenariusz. Poprawiły odbiór, postawiły ścianę na siatce (zwłaszcza Agata Turbak i Katarzyna Madejska), od 1:5 i 3:6 wyszły na 7:6, 10:8, 13:10, 16:12. Po drugiej stronie jednak dobrą zmianę na rozegraniu dała Anna Wodrowska, Banecka zachowała zimną krew przy kilku niełatwych piłkach (w tym obronie niemal z trybun), a przy podaniach Wellny przekręciły licznik na 18:16, i dalej – 20:18, 22:20.
Rywalki nie mogły ich dogonić, bo zbliżając się na 1 punkt zwykle popełniały błąd, kiedy „kupiły” auta Joanny Kocemby zrobiło się 24:21, a po przebiciu na zewnątrz antenki – 25:22.

Jutro najpierw zmierzą się Karpaty z PLKS, potem Politechnika z sulechowiankami. Teoretycznie jeszcze każde rozstrzygnięcie jest możliwe, lecz największe szanse na kwalifikację do finałów (nawet z 1. miejsca) ma Zawisza.
Drugi turniej odbywa się w Częstochowie, gdzie po wczorajszej porażce – 1:3 z Piastem Szczecin – odżył dzisiaj Developres. Rzeszowianki pokonały 3:0 LSW Warszawa, ale zadanie ciągle mają utrudnione, bo występują bez swojej podstawowej dotąd libero, kontuzjowanej Pauliny Peret. Komplet zwycięstw notuje Politechnika Częstochowa (3:2 z LSW i 3:1 z Piastem), jednak jutrzejsze mecze mogą jeszcze przewrócić klasyfikację. Politechnika zmierzy się z Developresem, a Piast z LSW.
Turniej finałowy odbędzie się od 31 maja do 2 czerwca.
PAWEŁ FLESZAR

PWSZ KARPATY Krosno – IMTECH POLITECHNIKA Warszawa 3:1 (25:11, 20:25, 25:21, 25:12)
Sędziowali: Gabriela Ferenczak i Bogusław Pierucki (Kraków). Widzów: 250.
KARPATY: Nadziałek, Paluch, Dziadosz, Grzegorczyk, Beda, Perlińska oraz Bielecka (l), Witkoś, Wilk. Trener: Dominik Stanisławczyk.
POLITECHNIKA: Oyibo, Sibiga, Scecewicz, Zaciek, Mielczarek, Gurtowska oraz Semeniuk (l), Snopkiewicz (l), Bronisz, Szerszeńska, Doktorska. Trener: Robert Strzałkowski.

ZAWISZA Sulechów – PLKS Pszczyna 3:0 (25:15, 25:20, 25:22)
Sędziowali: Pierucki i Ferenczak. Widzów: 70.
ZAWISZA: Placek, Szymon, Ciechnowska, Kocemba, Banecka, Ganszczyk oraz Rzepnikowska (l), Kucharska, Wodrowska. Trener: Marek Mierzwiński.
PLKS: Filip, Mitręga, Pyrek, Szczygioł, Bartlak, Turbak oraz Kędzia (l), Boroń, Strządała, Madejska. Trener: Jarosław Bodys.

Komentowanie zablokowane.