3300 kalorii na nową kompozycję

Nim upłynęło pół roku od poważnej operacji kolana, Patryk Łaba wznowił normalne treningi i wystąpił w meczu Krispol Ligi. – Nikt nie mówił, że coś takiego jest możliwe – mówi przyjmujący, który wrócił na parkiet w roli kapitana AGH AZS Kraków, jaką pełnił w minionym sezonie.

Stało się to w środę 19 listopada, czyli dokładnie na dzień przed „półrocznicą” zabiegu rekonstrukcji więzadeł kolana. Wejście podczas konfrontacji z liderem zaplecza ekstraklasy, Camperem Wyszków, było na razie głównie symboliczne: na zagrywkę, przed którą koncentrował się długo, ale trafił w taśmę (relację z meczu można przeczytać TUTAJ). Na nodze ma specjalny, nietypowy stabilizator. – Taki mi poradzono, mniej ogranicza niż tamten, klasyczny – wyjaśnia.
Tydzień temu otrzymał konieczne orzeczenie lekarza sportowego i zaczął ćwiczyć przy pełnych obciążeniach. – Brakuje mi jeszcze dynamiki – zaznacza. – Liczę, że właściwą dyspozycję fizyczną osiągnę gdzieś w połowie grudnia. Nadrabiam też pewne rzeczy, których nie przeszedłem w lecie. Robię też siłownię, jak w okresie przygotowawczym.
To i tak ekspresowe tempo przy tak poważnej kontuzji. – Jestem pozytywnie zaskoczony, jak moje ciało szybko się regeneruje; wszyscy dokoła też się dziwią – mówi .

To nagroda za wręcz fanatyczne respektowanie wszelkich wskazówek medycznych. Podczas rehabilitacji opracowano mu dietę na 3300 kalorii dziennie („Z lekkim deficytem”). Skrupulatnie ważył elementy każdego posiłku, aby co do grama wyznaczyć właściwą ilość węglowodanów, białek i tłuszczy.
– Teraz już tego nie robię, bo nie mam na to czasu, ale utrzymuję wyznaczone wcześniej zasady – mówi. – Efekty widzę wyraźnie: zmieniła się na korzyść kompozycja mojego ciała, mam tylko 8% tkanki tłuszczowej, schudłem 6 kilo.
On akurat zawsze był wzorem profesjonalizmu i tytanem przygotowania fizycznego, co budziło wręcz kpinki kolegów. – No, ale tkanki tłuszczowej w czasie najmocniejszych treningów siłowych na pewno miałem więcej – twierdzi. – Zresztą najważniejsze jest to, że mniej ważę i dzięki temu odciążyłem kolano.

Jest szansa, że wróci do gry lepszy niż przed kontuzją. Opowiada, iż wspomniana „nowa kompozycja ciała” sprawiła, że inaczej spisuje się w przyjęciu zagrywki. – Nawet koledzy z boku zauważyli, że lepiej się poruszam, ja też tak czuję. Teraz kwestia, żeby to dokładnie wyćwiczyć. Przyszła nowa maszyna do serwisu, więc pewnie częściej popracujemy nad przyjęciem, może będziemy mieli jakieś treningi przedpołudniowe – 23-letni skrzydłowy uśmiecha się z nadzieją.
Ma czas na dodatkowe treningi, bo skończył już zajęcia na siódmym semestrze inżynierii mechanicznej Akademii Górniczo-Hutniczej, pisze pracę inżynierską. – W styczniu będę się bronił. A co potem? Pewnie pójdę na studia magisterskie.
PAWEŁ FLESZAR

Komentowanie zablokowane.