90 minut frajdy

Reportaż ukazał się w „Gazecie Krakowskiej” w październiku 2007 r.

Nie ma recepty, jak hobby i przyjemność przemienić w wysokie zarobki, ale są interesujące przykłady. Jednym z nich jest Maciej Kusina, współzałożyciel niezwykle popularnego portalu internetowego.

– Jak to możliwe, że strona robiona domowym sposobem przez dwóch studentów przebija nasz serwis, który wymaga milionowych nakładów i pracy armii ludzi?! – dziennikarz „Gazety Wyborczej” kręcił z podziwem głową. W rankingach portali sportowych, tworzonych przez Megapanel PBI/Gemius, „90minut.pl” regularnie plasuje się za czterema potęgami internetowymi: Interią, Wirtualną Polską, Onetem i Gazetą, a wtedy wyprzedził firmę Agory.
Maciej Kusina i Paweł Mogielnicki, na polską skalę, są urzeczywistnieniem amerykańskiego mitu self-made-man’ów. W swoje dzieło zainwestowali wiedzę i pasję, a obecnie mają co miesiąc ponad milion unikalnych użytkowników (takich, co odwiedzili stronę przynajmniej raz), szesnaście milionów odsłon i duże dochody z reklam.

Nauka na rzęchu

Maciek właściwie nigdy nie odszedł daleko od dziecięcych rozrywek. W szkole podstawowej zbierał prasowe wycinki dotyczące rozgrywek piłkarskich. Wklejał je do zeszytów, kolorował tabelki, sumował oceny przyznawane zawodnikom przez gazety, podliczał czas gry, zdobyte gole, żółte i czerwone kartki. Dzisiaj taka baza statystyczna polskich lig jest jednym z atutów „90minut.pl”, nie można jej znaleźć nigdzie poza tym portalem.
– Jak każdy przemądrzały dzieciak, miałem hopla na punkcie zbierania wszelkich informacji – wspomina. – Opisy krajów świata, mapki, flagi, ludność, stolice. Mama była zadowolona, bo byłem grzeczny i spokojny, choć oczywiście ganiałem też za piłką po podwórku.

Paweł Mogielnicki po szkole średniej wybrał informatykę na Uniwesytecie Warszawskim, Maciek jest dowodem, że instytucjonalna edukacja nie jest niezbędna. Informatyki nie uczył się w liceum, nie mógł zetknąć się z nią też podczas studiów politologicznych na Uniwersytecie Jagiellońskim. – Do wszystkiego doszedłem metodą prób i błędów – opowiada. – Miałem komputer z odzysku, strasznego rzęcha zresztą, internet przez modem. Pisałem programy, od razu mogłem sprawdzać, czy funkcjonują. Pomógł mi też opublikowany w internecie kurs języka html Pawła Widmera. To taki znany typ – Maciek raz po raz wplata do opowieści określenia z gwary młodzieżowej. – Tłumaczył wszystko dokładnie, na przykładach.

Po co się wnerwiać?

Przyjaciele i wspólnicy są fanami zwaśnionych od lat klubów. Kusina – Wisły Kraków, Mogielnicki – Legii Warszawa. Swoje antypatie kanalizują jednak w e-mailowych szyderstwach, bądź częstochowskich rymach wysyłanych sms-ami. „Piotrek Dubiela to kawał jest przyjaciela” – napisał Maciek do Pawła, gdy Legia przegrała z Pogonią Szczecin, a wspomniany Dubiela zdobył zwycięską bramkę. „Gol Sebka Kęski przyczyną waszej klęski” – przeczytał w telefonie komórkowym następnego dnia, kiedy Wisła została upokorzona przez Polonię Warszawa.

Konfrontacje ukochanych drużyn są dla nich zresztą okazją do spotkania na żywo (na co dzień komunikują się za pomocą elektroniki) i obgadania najważniejszych spraw. – Tylko po zakończeniu, nie odzywamy się do siebie, machamy rączkami i rozchodzimy się w przeciwne strony – śmieje się Kusina. – Po co się wnerwiać nawzajem, robić sobie przykrość? Zazwyczaj myślimy w ten sam sposób, zgadzamy się we wszystkim. Przez siedem lat nie było żadnej poważniejszej scysji.

Nagroda za idealizm

Zresztą mecz Wisły i Legii jesienią 2000 roku (Maciek: „3:3, najciekawszy za mojej świadomości„) był początkiem współpracy. Wcześniej Paweł miał prymitywną stronę o futbolu – „mogiel.net” – gdzie materiały były wklejone jeden pod drugim (- I nieśmiertelna kręcąca się piłeczka; jedyny element grafiki – uśmiecha się z nostalgią Kusina). Korespondowali ze sobą, byli członkami internetowej listy dyskusyjnej. Dzień przed wspomnianym meczem spotkali się po raz pierwszy „w realu”, na przyjęciu u wspólnej koleżanki. Postanowili porwać się na dzieło monumentalne: przygotowanie pełnej statystycznej historii polskiego futbolu. – Nigdzie czegoś takiego nie było, nawet w okręgowych związkach piłki nożnej trzymają wszystko w zeszytach – tłumaczy Maciek. – Tamtego dnia skończyło się na pomyśle: poświęciliśmy się piciu alkoholu i podrywaniu dziewczyn.

Następne dwa lata upłynęły na mniej przyjemnych zajęciach: mozolnym zbieraniu dokumentacji. Wreszcie umieścili ją na założonej przez siebie stronie internetowej: „90minut.pl”. – Chcieliśmy podzielić się tym z ludźmi. Nawet nie marzyliśmy o żadnych zyskach – przekonuje Maciek. – Wydaje mi się, że jest to powód obecnego sukcesu: dostaliśmy go w nagrodę za bezinteresowną pracę. I nigdy się nie reklamowaliśmy, zrobiła to „szeptana propaganda” kibiców.
Portal wystartował o godzinie 0.01 1 stycznia 2001 roku, dzięki specjalnie przygotowanemu programowi. Przy niepełnej świadomości autorów, bo obaj wybrali się na imprezy sylwestrowe. – „Mogiel” napisał dobry skrypt, więc nie miał prawa nie odpalić – śmieje się Maciek.

Awaria sprzątaczki

Czasy pionierskie były partyzanckimi. Za serwer służył komputer ukryty pod biurkiem w Instytucie Matematyki i Informatyki Uniwersytetu Warszawskiego, podpięty do sieci uczelnianej. – Żeby nie kłuł w oczy – wyjaśnia Kusina. – Nawet nie wiem, czy do końca było to legalne. Zdarzały się jednak awarie. Sprzątaczka odpięła wszystkie kable i nagle serwer przestawał działać. Następnego dnia „Mogiel” musiał jechać na uczelnię i utykać cichaczem wtyczki do gniazdek.

Poza statystyką oferowali aktualne informacje i wyniki rozgrywek. – Okazało się, że ludzie na to się rzucają, klikali jak wariaci – opowiada Kusina. – I to nas „zabijało”, bo komputer cały czas się blokował. Zrozumieliśmy, że jeśli chcemy utrzymać nasz portal w tym kształcie, musimy całkowicie się mu poświęcić, zarabiać na jego rozwój i na siebie. Już wcześniej mieliśmy propozycje reklam, ale odrzucaliśmy je, bo skoro funkcjonowaliśmy na Uniwersytecie za darmo, nie wypadało nam kosić hajsu. Wtedy podpisaliśmy kontrakt z brokerem, wykupiliśmy dostęp do profesjonalnego serwera.

Dopiszcie mnie do bazy

Współpracowników rekrutowali wśród ludzi, którzy… wytykali im błędy. – Wiedzieliśmy, że ktoś taki zna się na rzeczy, skoro potrafił znaleźć drobne i nieliczne uchybienia, a poza tym jest pasjonatem – tłumaczy Maciek.
Dzisiaj kolegium redakcyjne liczy 15 osób, pracujących w we własnych domach, w całej Polsce. Najmłodszy jest 13-letni gimnazjalista Patryk („Niesamowicie bystry, nowinki łapie szybciej niż wielu dorosłych„), najstarszym 45-letni Andrzej Potocki, były poseł na Sejm z ramienia Unii Wolności (- Ideowiec: w polityce i historii futbolu – charakteryzuje Maciek).
Pomaga im kilkuset wolontariuszy, dzięki którym w niedzielę wieczorem udostępniają kibicom kompendium wiedzy na temat rozgrywek piłkarskich. – W poniedziałek dokładamy rezultaty rywalizacji stuprocentowych amatorów; nawet z takiej C-klasy, w której obaj moglibyśmy wystąpić już w tej chwili, bez treningu – żartuje Kusina.

Kilka razy plany układali plany rozgrywek dla Polskiego Związki Piłki Nożnej. – Kiedyś zadzwoniłem do jednego z klubów – wspomina bohater tekstu. – Sekretarka mnie nie kojarzyła, odpowiedziała, że nie ma jeszcze informacji, o które pytam, bo nie opublikował ich portal „90minut.pl”. Olbrzymią frajdę sprawiają też maile i sms-y od rzeszy trenerów, działaczy i zawodników. Najlepsze są takie: „Proszę, dopiszcie mnie do swojej bazy piłkarzy”.

Autorytet wie lepiej

Pojawiło się kilka propozycji odkupienia „90minut” za milionowe kwoty. Pewien biznesmen oferował im poza tym czteroletnie, gwarantowane kontrakty menedżerskie na prowadzenie portalu, już dla niego. Nie zgodzili się. – Nie sprzedaje się ukochanego dziecka? To niezupełnie tak: możemy to zrobić, ale za sumę, która pozwoli nam na stworzenie czegoś nowego. Pomysłów mamy sporo, tylko brakuje czasu, by się nimi zająć – twierdzi Maciek. – Nie wyobrażam sobie też słuchania cudzych poleceń.

Trzy lata temu mieli zbudować stronę internetową, promującą największą gazetę sportową w Polsce – „Przegląd Sportowy”. Przygotowali dla niej również bardzo popularne wydawnictwa, „Skarby Kibica”. Współpraca skończyła się koszmarną awanturą. – Nie uznajecie żadnych autorytetów! – usłyszeli od naczelnego „PS”.
– Po prostu staramy się być perfekcyjni i nie tolerujemy dyletantów – tłumaczy Maciek. – Wtedy siedziałem nocami nad tablicami transkrypcyjnymi z obcych języków na polski, a redaktor z „PS” pozmieniał nazwiska piłkarzy, bo uważał, że wie lepiej, jak powinny brzmieć.

Wagoniki w pracy

Od tamtej pory Maciej żartuje z mamą, że jest źle wychowany. – Nie umiałbym sobie radzić w brutalnych konfrontacjach, atmosferze kopania dołków, załatwiania, podlizywania się, o których słyszę od znajomych dziennikarzy, czy kolegów pracujących w firmach z innych branż – zwierza się. Kiedyś zrobił w rok dwie klasy szkoły podstawowej, ale dzisiaj – w wieku 27 lat – sporo brakuje mu do skończenia studiów. Równie odległy od tytułu magistra jest o rok starszy Paweł.

– To jeden z minusów naszego zajęcia: nie pozostawia za dużo miejsca na nic innego, nie ma rozgraniczenie między czasem wolnym a pracą. Właściwie zawsze, kiedy siedzę za komputerem robię coś dla „90minut” – opowiada Kusina. – Mimo to jestem bardzo zadowolony. Gdyby portal nie wypalił, byłbym jak ci ludzie, którzy tyrają od 8 do 16, a po powrocie wyciągają kolejkę z szafy, układają szyny i wagony, bo całe życie marzyli, żeby być maszynistami pociągu. Ja mogę realizować swoje hobby w pracy i jeszcze mam z tego niezłe pieniądze.
PAWEŁ FLESZAR

WŁADCA ŚWIATA I DZIECI NEOSTRADY
Zrobili karierę dzięki postępowi technicznemu, ale kiedyś może on pożreć także ich. – Na pewno będą zmiany – sądzi Maciej Kusina. – W tej chwili każdy – jest nawet na nich takie określenie „dzieci neostrady” – może wpisywać co chce, bzdury. Panuje potworny chaos informacyjny. Kiedyś osiągnie takie natężenie, że powstanie zamknięty „internet2”, którego projekt już istnieje. Kto będzie weryfikował dostęp do niego? Może „Wielki google”? Google przejmie kiedyś władzę nad światem. Nie śmiej się, to nie jest śmieszne. Przecież ludzie coraz częściej szukają informacji wpisując hasła w tę wyszukiwarkę, a jeśli czegoś w niej nie ma, to jakby nie istniało. Już teraz sprzedają się za ciężkie pieniądze w Chinach, a w zamian zablokowali wszelkie hasła tyczące praw człowieka, demokracji, opozycji. Tak jakby nie funkcjonowały one tam nawet w sferze pojęć. A co będzie, jeśli zaczną filtrować wyniki wyszukiwania na całym świecie?…

Skomentuj

Adres e-mail nie zostanie opublikowany ani wykorzystany. Pola oznaczone gwiazdka sa wymagane.*

Skorzystaj z HTML oraz: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Connect with Facebook

*