A idźże, idźże z Ligą Europy

Debiutancka pucharowa przygoda piłkarzy Cracovii skończyła się na dwumeczu z macedońską Shkendiją Tetovo. Dzisiaj w Krakowie rezultat brzmiał 1:2.

Rywalizację w pierwszej rundzie Ligi Europy ustawiła jednak ubiegłotygodniowa konfrontacja w Skopje, gdzie Shkendija pokonała „Pasy” 2:0. Dzisiaj goście przez ponad dwadzieścia minut pokazywali, że nie był to przypadek: bardzo dobrze zorganizowanym pressingiem na swojej połowie nie pozwolili miejscowym na przeprowadzenie konkretnej akcji, a sami składnie kontrowali – nawet jeśli nie tworzyli pozycji strzeleckiej, to czuć było stałe zagrożenie. W 13. minucie ulotne wrażenia przeobraziły się w twardą rzeczywistość, bo Blagoja Todorovski wybiegł bardzo szybko prawą stroną i od linii bocznej, jakieś 40 metrów przed końcową, wrzucił długą piłkę w pole karne. A tam dobrze przyjął ją i kopnął celnie po ziemi Besart Ibraimi.
– Analizując pierwszy mecz, nastawialiśmy się na uzyskanie korzystnego wyniku w ciągu początkowych 15 minut. Uważaliśmy, że potem trener Cracovii będzie chciał zaryzykować – opowiada szkoleniowiec gości, Bruno Akrapović.
Przy stanie 0:1 losy były praktycznie rozstrzygnięte, wszak krakowianie aby awansować musieliby odtąd zdobyć cztery gole i nie stracić żadnego. Realny był za to honorowy remis, jednak przy 1:1 w doliczonym czasie Fernan Hasani najpierw sprawiał wrażenie, jakby czekał na gwizdek, a po chwili raptownie przemierzył boisko wszerz, wymienił „klepkę” z partnerem i odnalazł się w roli egzekutora przed bramką.

Niezależnie, czy był to efekt zmiany taktyki przez ekipę z Tetova, czy wzrostu determinacji gospodarzy – ci drudzy po kiepskim początku coraz częściej mieli inicjatywę. Sygnał do naporu dał w 24. minucie świetną, acz nieznacznie spudłowaną, półprzewrotką Luis Deleu, pełniący dzisiaj funkcję lewego obrońcy. Przed przerwą nastąpiła jeszcze sekwencja trzech strzałów krakowian z prawej strony pola karnego, lecz Anton Karaczanakow uderzył w boczną siatkę, a Tomasowi Vestenickiemu i Jakubowi Wójcickiemu stanął na drodze Kostadin Zahov.
W drugiej części dobre pozycje mieli Marcin Budziński i Sebastian Steblecki, jednak nie udało się ich wykorzystać, a generalnie ich zespół zbyt rzadko znajdował sposób na przepchanie się przez ciżbę przeciwników.
– Brakło wszystkiego po trochu: farta, umiejętności piłkarskich. Gdyby skuteczność była lepsza, to kto wie, jakby się to wszystko potoczyło – zastanawia się opiekun Cracovii, Jacek Zieliński. – Dostaliśmy małą lekcję, bolesną lekcję. Będzie się nam odbijała czkawką, bo media i kibice nas skrytykują, ale podniesiemy się psychicznie.
Przyjezdni zresztą kontrolowali przebieg wydarzeń, zaliczyli kilka niebezpiecznych kontr, a w praktyce to tylko oni trafiali w dwumeczu. Wszak 68. minucie Mateusz Cetnarski ostro dośrodkował z boku, sprzed pola karnego, a piłka po rykoszecie od Ibraimiego wpadła do siatki.

Przed sezonem klub z ul. Kałuży zaprezentował pomysłową i dowcipną akcję promocyjną opartą na krakowskiej gwarze. Fundamentem jest regionalizm robiący od dawna karierę w żartach w mediach społecznościowych („Wychodzę na pole, chodzę na Cracovię”), a dalej już idą wszystkie „…dźże”. Żal tylko, że zręczny koncept popsuły nieco niefortunna godzina rozpoczęcia meczu, który częściowo pokrył się z półfinałem mistrzostw Europy, a i sam wygląd rewanżu.
– Fajnie było zobaczyć inne warunki. Szkoda, że tak się to skończyło – zwierzał się powracający po kilkumiesięcznej kontuzji Damian Dąbrowski, pytany o refleksje z występu w Lidze Europy. – Naszym celem na najbliższy sezon powinno być wywalczenie sobie znowu prawa gry w europejskich pucharach.
Jego słowa mieszały się z hałasem produkowanym przez wiwatujących Macedończyków (choć w znacznej mierze klup jest albański) w stojącym w pobliżu autokarze. Oni po raz pierwszy w historii, za piątym podejściem, przeszli do następnej rundy. Teraz zmierzą się z Nefczi Baku.
Natomiast Cracovia realizację celu, o którym mówił Dąbrowski, zacznie w przyszłą niedzielę 17 lipca, o g. 18. W ekstraklasowej inauguracji podejmie wicemistrza Polski, Piasta Gliwice.
PAWEŁ FLESZAR

CRACOVIA – SHKENDIJA Tetovo 1:2 (0:1)
Bramki: Cetnarski 68 – Ibraimi 13, Hasani 90. Sędziował: Gunnar Jarl Jonsson (Islandia). Żółte kartki: Steblecki, Budziński – Radeski, Vujcić, Cuculi. Widzów: 7122.
CRACOVIA: Sandomierski – Wójcicki, Polczak, Wołąkiewicz, Deleu – Covilo, Dąbrowski (46. Cetnarski) – Vestenicky (46. Wdowiak), Budziński, Karaczanakow (50. Steblecki) – Jendrisek. Trener: Jacek Zieliński.
SHKENDIJA: Zahov – Todorovski, Beitulai, Cuculi, Demiri – Alimi (71. Polozhani), Vujcić – Radeski (83. Taipi), Hasani, Stenio Junior – Ibraimi (88. Juffo). Trener: Bruno Akrapović.

Komentowanie zablokowane.