A na imię miała właśnie Beata

Siatkarki Trefla Proximy, tyleż nieoczekiwanie, co zasłużenie, uległy dzisiaj Legionovii, 1:3, dopiero po raz drugi w tym roku nie zdobywając w Krakowie żadnego punktu.

To były takie „derby Trefla”, albo – jak nazywa to Beata Mielczarek – „spotkanie koleżeńskie”. – Mój ostatni klub, który po sezonie został przeniesiony: trzy dziewczyny poszły za nim do Krakowa, a my we trójkę, z trenerem, tutaj – wyjaśnia kapitan drużyny z Legionowa.
Jak na niedawne kumpelki, zawodniczki rzadko się nawzajem oszczędzały, a jak na tak dobre znajome – zadziwiająco trudno przychodziło im w pierwszym secie trafienie śladem Justyny Łukasik. Atakami z obejścia, a potem serwisami (2 asy i 2 wymuszenia oddania piłki darmo) środkowa, która przyjechała pod Wawel z Sopotu, zbudowała przewagę gospodyń (22:11), która przełożyła się na finalne 25:16.
Do drugiej partii przyjezdne przystąpiły jednak z początkowym animuszem (w pierwszej odsłonie prowadziły do stanu 7:6). – Na jakiej podstawie wierzyłyśmy jeszcze wtedy w powodzenie? Po prostu chciałyśmy wygrać! A co ma być to będzie – uśmiecha się Beata. Ona i jej partnerki były twardsze w ataku i dokładniejsze w przyjęciu, stale prowadziły 2-3 punktami, a kiedy zrobiło się 16:17, ich opiekun, Piotr Olenderek wziął czas. Po nim poszła śmiertelna seria: obicie bloku przez Mielczarek, błąd podwójnej Zsuzsanny Talas, dwie kontry Małgorzaty Jasek (po obronie i wybloku) oraz as Pauliny Szpak. 16:22, Proxima zaś goniąc zepsuła dwa serwisy, a na koniec także ścięcie. 20:25.

Dziesięciominutowa przerwa nie wybiła ich z rytmu, a miejscowe nieopatrznie musiały w jej trakcie mocno zaciągnąć hamulec ręczny. 0:7, 1:10, 5:15, na prawym skrzydle szalała – wybrana później MVP – Jasek, która jeszcze do ubiegłego roku występowała w II lidze. Ile studentka matematyki Uniwersytetu Warszawskiego znaczy dla swojego zespołu pokazał okres, kiedy się zacięła, bo i reszta legionowianek wówczas zmarkotniała. Różnica kurczyła się bezlitośnie – 7:15, 10:17, 13:17, 16:19 – aż do 19:20, gdy Ewelina Brzezińska posłała zagrywkę w taśmę. Klaudia Alagierska zaaplikowała rywalkom dwa asy, Magdalena Damaske – kiwkę, a Jasek – plasa. 20:25 i zaczęło pachnieć niespodzianką.
– Uff, kamień z serca – uśmiecha się słabo kapitan Legionovii. – Nie potrafię wytłumaczyć, czemu straciłyśmy tak wielką przewagę; chyba każda myślała: „Teraz to już samo pójdzie”.
Jej team zaliczył wprawdzie falstart w czwartej odsłonie (3:0), ale – przy równie głośnym, co nieustającym dopingu swoich kibiców – szybko odwrócił zapis. 6:9, 7:11, po asie Alicji Wójcik 9:14, 10:16. Jeszcze Proxima zbliżyła się na 14:16 i 15:18, lecz każdorazowo, krótką i blokiem, przerywała jej Alagierska. Na finiszu ciężar wzięła na siebie Damaske (18:24), a ostatni cios zadała Jasek. 20:25.

Nie do przecenienia, choć słabo widoczna w statystykach jest rola Beaty. Pokazują wprawdzie, że była zdecydowanie najlepsza na placu w przyjęciu, ale tymi danymi dysponowały również przeciwniczki i starały się omijać ją serwisem. Nie ma natomiast w raporcie tego multum piłek, które podbiła, dograła do siatki, a jak trzeba było, to i sytuacyjnie wystawiła. To tak jakby mieć stale na boisku dwie libero. Ogromny atut, zwłaszcza że ta nominalna, Anna Korabiec, też jest bardzo kompetentna. – No cóż, ja jestem po prostu od czarnej roboty – mówi drobna, niewysoka blondynka, która jednak radzi sobie również na siatce. Jej postawa tym bardziej imponuje, że w poniedziałek skończy 27 lat, do ekstraklasy trafiła dopiero w 2015 r., a rok później zaczęła w niej w miarę regularnie występować.
– Najlepszy mecz w tym sezonie? Nie, wyżej cenię zwycięstwo z BKS, 3:2, kiedy dałam sporo drużynie także w ataku – zwierza się Beata, która jest… narzeczoną szkoleniowca. – Czy to pomaga czy przeszkadza? Nie przynosimy siatkówki do domu, powiemy sobie najwyżej: „było fajnie” albo „było kiepsko”, a potem rozmawiamy o czym innym, więc nie ma to wpływu na nasze życie prywatne. A w hali Piotrek jest dla mnie panem trenerem; tak samo krzyczy na mnie, czy zwraca uwagę. Może bardziej mi ufa, że nawet jeśli dwukrotnie się pomylę, to za trzecim razem przyjmę dokładnie. A zresztą przecież i mnie ściąga z boiska, jak dzisiaj w pierwszym secie.
Na maj narzeczeni zaplanowali ślub. Dzisiejsze trzy punkty mogą przesądzić, że będzie to wesele w Lidze Siatkówki Kobiet. W tej chwili, na pięć kolejek przed końcem sezonu zasadniczego, Legionovia odskoczyła na 8 „oczek” od strefy zagrożonej bezpośrednią degradacją, ma też szansę na uniknięcie miejsca barażowego. – Zrobimy wszystko, żeby się utrzymać, mam nadzieję, że nie będą się za nami ciągnęły te porażki z Toruniem i Dabrową… – wzdycha Beata.
PAWEŁ FLESZAR

TREFL PROXIMA Kraków – LEGIONOVIA 1:3 (25:16, 20:25, 20:25, 20:25)
Sędziowali: Marcin Walerzak i Sławomir Jażdżewski. Widzów: 200.
PROXIMA: Talas 2 pkt, Paszek 4, Clement 7, Pavan 15, Brzezińska 13, Łukasik 16 oraz Kulig (l), Szymańska, Słonecka 4, Budzoń, Woźniak. Trener: Alessandro Chiappini.
LEGIONOVIA: Szpak 2, Mielczarek 6, Wójcik 6, Jasek 23, Damaske 14, Alagierska 14 oraz Adamek (l), Korabiec (l), Grabka, Rasińska 1, Mikołajewska, Bączyńska 3, Pacak 1. Trener: Piotr Olenderek.

Pozostałe wyniki i tabelę Ligi Siatkówki Kobiet można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.