A w środę hala zapłonie

Polscy szczypiorniści bez większych kłopotów pokonali reprezentację Białorusi, 32:27. Jeśli wygrają jeszcze z Chorwacją, awansują do czołowej czwórki w Europie.

Na trybunach pozostało parę niebieskich placków, co po części było pokłosiem sobotniej wpadki (opisywaliśmy ją TUTAJ), a chyba i wcześniejszych rachub kibiców, obsadzających „biało-czerwonych” na drugim miejscu w grupie A – sklasyfikowana tam drużyna miała dzisiaj pauzować, co spotkało ostatecznie Francuzów.
Fani, którzy pojawili się w Tauron Arenie, w drugiej połowie, kiedy Sławomir Szmal przy stanie 25:16 sparował dwa strzały w jednej akcji, zaczęli skandować: „Chcemy mistrzostwa, Polacy, chcemy mistrzostwa!”. Sąsiedzi zza wschodniej granicy nie byli mistrzowskim przeciwnikiem, poza tym jednego z ich podstawowych zawodników wykluczyła choroba, a drugi doznał kontuzji w pierwszych sekundach spotkania, ale potrafili twardo stawić opór.
– Przez początkowe dziesięć minut mieliśmy problemy z ich nietypową obroną: 3-3. Zgubiliśmy zbyt dużo piłek, ale potem szło coraz lepiej – analizuje Piotr Chrapkowski, jeden z rodzimych handballistów, którzy z drugiego szeregu przeszli dzisiaj do pierwszego. Do przerwy, wraz Michałem Szybą, Piotrem Grabarczykiem, Michałem Daszkiem wytargali Białorusinów za uszy w obronie i dołożyli aż 9 goli w ataku. Z przodu koncertował Michał Jurecki, trafiając do przerwy sześciokrotnie i asystując partnerom (cacuszkiem było podanie hakiem, spod pasa, do Kamila Syprzaka).
– Przez 45 minut był to bardzo dobry występ – ocenia Michael Biegler, szkoleniowiec „biało-czerwonych”, którzy po upływie trzech kwadransów prowadzili 28:18. Potem obserwatorzy otrzymali lekcję poglądową, jak reprezentacja może wyglądać bez Jureckiego, wyróżnionego zresztą nagrodą MVP. 28:22, 29:22, 29:24, 30:24, 30:26, 32:26, 32:27.

– Zrobiliśmy to, co do nas należało – podsumowuje konfrontację Rafał Gliński. – Różnica bramkowa nie ma znaczenia, najważniejsze są dwa punkty, a pojutrze znowu gramy o wszystko, o nasze marzenia, o półfinał mistrzostw Europy – w naszym domu.
Zarówno trener Białorusi. Jurij Szewcow, jak i jej czołowy strzelec, Borys Puchowski, życzyli Polakom powodzenia. – Mam nadzieję, że skończycie w finale turnieju – stwierdził ten drugi.
Najpierw trzeba awansować do półfinału, do którego droga jest prosta, choć niełatwa. W tej chwili Norwegia ma 7 punktów, a Polska i Francja po sześć. W środę Francuzi zmierzą się z Norwegami, a Polacy z Chorwatami, posiadającymi tylko arytmetyczne szanse. Kiedy dwa zespoły mają taką samą ilość punktów, liczy się mecz bezpośredni, więc zwycięstwo z Chorwacją da nam pewną kwalifikację do czołowej czwórki ME, a przy wygranej Francji z Norwegią – będzie to na dodatek awans z pierwszego miejsca. – Dwa lata temu graliśmy z nimi o wejście, rok temu, teraz znowu. Chorwacja to nasz ulubiony przeciwnik w meczach o wszystko – śmieje się Adam Wiśniewski.
27 stycznia jego zespół przystąpi do konfrontacji o g. 20.30, kiedy już będzie znany wynik spotkania drugiej z par. Nie jest pewny skład: ciągle leczy się Bartosz Jurecki, ze względu na uraz krótko przebywał dzisiaj na parkiecie Krzysztof Lijewski– Mam nadzieję, że w środę wieczorem hala będzie płonąć od dopingu polskich kibiców wspierających nas w walce o półfinał – kończy Biegler.
PAWEŁ FLESZAR

POLSKA – BIAŁORUŚ 32:27 (19:13)
Sędziowali: Duarte Santos i Ricardo Fonseca (Portugalia). Widzów: 14 000.
POLSKA: Szmal 11 obron (na 27 strzałów), Wyszomirski 4 (15) – M. Jurecki 9 pkt (na 11 strzałów), Szyba 6 (9), Daszek 5 (5), Syprzak 3 (5), Bielecki 2 (8), Wiśniewski 2 (3), Grabarczyk 2 (2), Chrapkowski 2 (3), Krajewski 1 (2), Gębala 0 (1), Lijewski, Konitz, Gliński, Łucak. Kary: 4 minuty. Trener: Michael Biegler.
BIAŁORUŚ: Kiszoł 3 (12), Sałdacenka 9 (32) – Szylowicz 6 (9), Puchowski 5 (8), Kulesz 4 (13), Jurynok 4 (5), Karałek 4 (4), Chadkiewicz 3 (7), Baranow 1 (2), Nikulenko 0 (1), Pacykailik 0 (1), Rutenka, Prakapenia, Cytow. Kary: 8 minut. Trener: Jurij Szewcow.

Komentowanie zablokowane.