AGH Galeco Wisła w nowym nurcie

– Cel się nie zmienia, ciągle jest nim awans do I ligi. A po turnieju w Katowicach wierzę, że realne jest jego spełnienie – przekonywał dzisiaj Tomasz Piotrowski, zastępca kierownika sekcji siatkówki, przedstawiając nowego trenera II-ligowej drużyny AGH Galeco Wisły, Marcina Wojtowicza. Jak mówi Piotrowski – wchodzący w skład trzyosobowego zarządu sekcji z ramienia Galeco, gdzie jest szefem marketingu – zatrudnienie Wojtowicza w zastępstwie za przebywającego na zwolnieniu lekarskim Lesława Kędrynę, nastąpiło w środę, 4 stycznia, a jego kontrakt trwa do końca sezonu. Jest w nim jednak zapisana opcja przedłużenia na kolejne trzy lata. – Będzie to uzależnione od paru czynników, ale osiągnięcie awansu nie jest warunkiem – wyjaśnia Piotrowski, potwierdzając, że wprawdzie umowę Wojtowicz zawarł formalnie z klubem, lecz jej gwarantem finansowym jest i będzie Galeco.
To zmiana, bo dotąd szkoleniowca dla drużyny ligowej zapewniała Wisła, a jak się wydaje – jest jedną z przesłanek poważniejszych przesunięć. Używając nomenklatury siatkarskiej: Galeco staje się pierwszym rozgrywającym w sprawach ligowego zespołu.

Symbolicznie, to Piotrowski wziął na siebie ciężar dzisiejszej konferencji. Drugiego z członków zarządu, przedstawiciela Wisły (ale mocno związanego z władzami Galeco, które namówił w ubiegłym roku na powrót do sponsorowania klubu) Szymona Łątki nie było na niej.
Z kolei kierownik sekcji Kazimierz Godlewski siedział po przeciwległej do stołu „prezydialnego” stronie sali, tłumacząc się chorobą. Do działania w Wiśle nakłonił go Kędryna, z którym w latach 60. grali w krakowskim Wawelu. Godlewski dołączył do władz sekcji pod koniec lipca 2009 r., kilkanaście dni już po uzgodnieniu zasad wspierania drużyny siatkarek przez Akademię Górniczo-Hutniczą (te zasady w znaczącej mierze funkcjonują zresztą do dzisiaj). W zarządzie sekcji reprezentuje on uczelnię, której notabene długo był pracownikiem – najpierw naukowym, potem administracyjnym.

Próbowaliśmy wyjaśnić niektóre kwestie związane z zatrudnieniem nowego szkoleniowca. Na pytanie, czy doradził go im Ryszard Litwin – kiedyś długo związany z Wisłą jako trener i menedżer (wówczas Galeco po raz pierwszy związało się z siatkarkami Wisły), a od ponad 4 lat z Muszynianką, gdzie współpracował z Wojtowiczem – Piotrowski odparł, że to Łątka zasugerował nazwisko nowego szkoleniowca. Kandydatów było trzech, a rozmowy toczyły się już przed Świętami. – Nie wiem dokładnie, od kiedy trener Kędryna jest na zwolnieniu, ale wiedzieliśmy wcześniej o jego kłopotach ze zdrowiem i szukaliśmy ewentualnego następcy – twierdzi przedstawiciel Galeco. – Z tej trójki wybraliśmy Marcina Wojtowicza, którego poprosiliśmy o przesłanie CV. W późniejszych rozmowach przekonał nas swoim podejściem, potencjałem; uznaliśmy, że jego młody wiek pomoże mu nawiązać dobry kontakt z zespołem.
Mniej konkretna była odpowiedź na pytanie, czy to prawda, że Lesław Kędryna (pracujący w klubie za tak niskie stawki, że – biorąc pod uwagę jego pozycję zawodową – niemal na wpół społecznie) wnioskował jesienią o podwyżkę, której mu odmówiono. – Nie potwierdzam, ani nie zaprzeczam – skwitował Piotrowski. – Budżet na sezon był zresztą wtedy zamknięty.

Ściągnięty do siatkówki

Efekt ostatnich zmian jest jedną z bardziej intrygujących zagadek siatkówki w regionie (a może nawet w Polsce, biorąc pod uwagę wiślackie plany). Firmę i trenera na którego postawiła, łączą podobne cechy – w świecie wielkiej siatkówki, w którym chcieliby zaistnieć w przyjętych rolach są „młodzi i na dorobku” (wcześniej Galeco ograniczało się do roli sponsora, czy to w Wiśle – siatkarskiej i piłkarskiej – czy w Muszyniance).
Wojtowicz samodzielnie na szczeblu krajowym pracował przez jeden sezon – w Sparcie Warszawa. Rozgrywki I-ligowe zakończyły się zresztą sukcesem jego tworzonej w niecodziennych okolicznościach drużyny. Końcem lipca 2010 r. Sparta odkupiła miejsce w I lidze od Budowlanych Toruń, do juniorskiego trzonu aż do listopada były przymierzane nowe zawodniczki, zespół przegrał 13 meczów z rzędu, ale w następnych dziewięciu – od stycznia  2011- zdobył 14 punktów i zajął dziewiąte miejsce, gwarantujące utrzymanie. Mniej jednoznaczny był już wynik prowadzonych przez niego juniorek, które w finale mistrzostw Polski w marcu 2011 uległy równorzędnemu Pałacowi Bydgoszcz i nie udało im się przenieść na wyższą kategorię wiekową trzech złotych medali zdobytych w kadetkach w latach 2008-2010.

Poza kilkoma rolami asystenckimi (statystyka w Muszyniance Fakro lub II trenera w dwóch reprezentacjach: juniorek i kadetek) oraz jednego ze szkoleniowców w sosnowieckiej SMS, zawodowe życie Wojtowicza było związane z grupami młodzieżowymi Muszynianki, do której trafił w 2003 r., akurat gdy klub wywalczył awans do ekstraklasy. Wcześniej grał w piłkę ręczną w III-ligowym HKS Sucha Beskidzka i II-ligowym AZS AWF Kraków, a w siatkówkę w amatorskiej drużynie MOS Sucha Beskidzka. Ukończył krakowską Akademię Wychowania Fizycznego, zdobywając uprawnienia trenerskie z obu dyscyplin. W Muszynie został najpierw szkoleniowcem grup naborowych i nauczycielem WF w szkole. Przez 7 lat, do zlikwidowania szkolenia młodzieży w Muszyniance, pracował z zespołami we wszystkich kategoriach wiekowych. – Cieszę się z tego, że Marcin został trenerem siatkarskim, bo widzę w tym i naszą zasługę. Gdybyśmy go nie ściągnęli do nas i do tej dyscypliny to być może dzisiaj zajmowałby się piłką ręczną – mówi Bogdan Serwiński, współtwórca i trener Muszynianki, długo też jej prezes.
Z Muszynianki powyżej III ligi przebiły się dwie zawodniczki występujące w 8. drużynie grupy IV drugiej ligi, Patrii Sędziszów. Anna Myjak jest podstawową środkową, wychowanką Wojtowicza. Prowadził on przez część kariery też Paulinę Pyrć, która ma bardzo ciekawą zaletę – dzięki talentowi manualnemu i zdolności do kontrolowania piłki, psuje znikomą (biorąc pod uwagę drugoligowe realia) ilość ataków. W Patrii częściej jest jednak rezerwową.

Ostatnie roszady mają jeszcze jeden aspekt. Czy to w krakowskim środowisku sportowym, czy – krajowym – siatkarskim, czy nawet w samym klubie przy Reymonta, zdarzają się problemy, sprawy, w których rozstrzygającą rolę odgrywają kontakty nieformalne, albo umiejętność dobrze pojętego lobbingu. Dość powszechnie znany i lubiany w wymienionych wyżej kręgach Lesław Kędryna miał spore możliwości w tych kwestiach. Osoby, które w tej chwili pozostały w sekcji nie mogą się z nim pod tym względem nawet porównywać. Rodzi się pytanie, czy „nowi rozgrywający” będą umieli sobie bez tego poradzić, albo czy zechcą te możliwości wykorzystać.  

W oczekiwaniu na pędzącą kulę

Wojtowicz wejście ma wymarzone: po dwóch treningach z nim drużyna triumfowała na noworocznym turnieju w Katowicach, pokonując trzech liderów pozostałych grup II ligi: miejscowego Sokoła, Zawiszę Sulechów i Budowlanych Toruń (co ciekawe, trenerem tamtego zespołu jest Mariusz Soja, który z Wojtowiczem spotkał się w grupach młodzieżowych Muszynianki).
Trudno określić wpływ nowego trenera na katowickie rezultaty, jak i przecenić ich sportowe znaczenie. Wszak we wrześniu, pod wodzą Kedryny, zespół odnosił podobne zwycięstwa w meczach towarzyskich: z I-ligową Silesią Volley Mysłowice, beniaminkiem słowackiej ekstraklasy, Oktanem Keżmarok i dwukrotnie ze wspomnianym Sokołem. Anegdotycznie można dodać, że rok temu, też podczas imprezy w stolicy Górnego Śląska, wiślaczki pokonały towarzysko Gaudię Trzebnica, a później odpadły w półfinale play off grupy IV, podczas gdy trzebniczanki wywalczyły awans do I ligi…

Katowicki sukces ma jednak bezsporne znaczenie propagandowe i psychologiczne: doda pewności siebie zawodniczkom znękanym ostatnimi niepowodzeniami, a wokół szkoleniowca zbuduje aurę zwycięskości. Powinny ją podtrzymać niezbyt wymagające spotkania, jakie pozostały do końca rundy zasadniczej, a poważna próba nadejdzie za 2 miesiące. 10 marca zacznie się półfinał play off, w którym AGH Galeco Wisła zmierzy się z najprawdopodobniej z Karpatami Krosno.
Innym wyzwaniem, z jakim zespół musi się zmierzyć, jest utrzymanie gotowości bojowej w lidze, której terminarz od najbliższej soboty aż do maja będzie poszatkowany ciągłymi przerwami. – Mam wstępny plan, na pewno zechcemy zagrać trochę sparingów z  przeciwnikami, do których nie trzeba bardzo daleko jechać – wyjaśnia Wojtowicz. – Jest to jednak elastyczne, zobaczymy jak dziewczyny będą reagować na obciążenia; czasami lepszym rozwiązaniem może być po prostu odpoczynek.

Nowy trener również uważa, że awans już w tym sezonie jest realny. Wtedy wrócą czerwcowe deklaracje działaczy, dotyczące starań o kolejną promocję, do ekstraklasy, w ciągu roku-dwóch. – To również się nie zmienia – potwierdza Piotrowski. Pytany o perspektywy sfinansowania takiego przedsięwzięcia (może to wymagać trzykrotności obecnego budżetu, czego obecni sponsorzy raczej nie udźwigną), mówi o pozyskaniu kolejnych mecenasów. – Powinny nam sprzyjać spore kontakty biznesowe, jakie ma właściciel Galeco, Szczepan Buryło. Ponadto chcemy stworzyć z drużyny produkt marketingowy. Zdaję sobie sprawę, że w tej chwili go nie ma – nie ukrywa Piotrowski (na konferencji było czterech dziennikarzy – także z „Dziennika Polskiego”, wislalive.pl i s-w-o.pl). – Wierzę jednak, że jeżeli kula zacznie się toczyć, nabierze rozpędu, o zespole będzie coraz głośniej i pojawią się reklamodawcy.
PAWEŁ FLESZAR

O pierwszym meczu ligowym pod wodzą nowego trenera można przeczytać TUTAJ.

Skomentuj

Adres e-mail nie zostanie opublikowany ani wykorzystany. Pola oznaczone gwiazdka sa wymagane.*

Skorzystaj z HTML oraz: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Connect with Facebook

*