Agnieszka pewnie będzie smutna

BKS Bielsko-Biała prowadził w Rzeszowie 2:1 w setach, a potem 5:2 w tie-breaku, ale siatkarki Developresu wyrwały zwycięstwo. Ekipa gości złożyła po meczu oficjalny protest.

Walka na boisku skończyła się dopiero o g. 22.20, ale nie był to koniec nerwów, bo BKS chciał zgłosić do wyjaśnienia sprawę czerwonej kartki, jaką dostała w czwartej partii Dominika Sobolska. Protest może być jednak złożony zaraz po spotkaniu, tylko po uiszczeniu gotówką opłaty 500 zł. Trudno się oprzeć wrażeniu, że ten wymóg ma działać zniechęcająco. Dla bielszczanek mógł być przeszkodą nie do przejścia, bo rzeczy, a więc i portfele, zostawiły w hotelu, a kierownik drużyny, Mariola Wojtowicz dysponowała tylko klubową kartą kredytową. Kapitan BKS, Aleksandra Jagieło uparła się jednak i po kilkunastu minutach uzbierała potrzebną kwotę.
Pretensji do decyzji sędziowskich było dzisiaj wiele, także z drugiej strony, ale paradoksalnie największe kontrowersje dotyczyły części wygranej przez gospodynie 25:15. Najpierw arbiter odgwizdał dotknięcie siatki Jagieło, która tłumaczy, że dotknęła jej, ale już po tym, jak uderzona przez nią piłka upadła na boisko. Kolejny jej atak, na 20:12 już został uznany, ale wtedy właśnie „asa kier” zobaczyła Sobolska i zrobiło się 21:12.
– Wyniku to pewnie nie zmieni, ale uważam, że nie można machnąć na to ręką – przekonuje Jagieło. – W którymś momencie cierpliwość się kończy…

A zapowiadało się, że niedzielny wieczór upłynie bezstresowo, bo od startu rzeszowianki były lepsze w długich wymianach, a krótkie akcje kończyły pomyłki przyjezdnych. Rezultat brzmiał 10:2, 14:7, potem 14:10, ale zaraz 21:13 i 25:17. Popis dawała Helene Rousseaux, impregnowana na jakiekolwiek zapędy taktyczne przeciwniczek. Co z tego, że serwowały na nią, gdy była w linii ataku i czekały we dwójkę, licząc, że dostanie zwrotną wystawę, skoro przyjmowała dokładnie, a potem zahaczała ścięciem o zewnętrzną krawędź bloku.
Wówczas jednak bielszczanki wysłały sygnał, że ci, którzy nie zjedli kolacji przed meczem, nie mają co liczyć na posiłek o racjonalnej porze. Wyszły na drugiego seta uśmiechnięte, jakby nic się nie stało i poczynały sobie z animuszem. – Zamierzałyśmy zrobić to dzisiaj od początku, ale za szybko popełniałyśmy błędy – opowiada Jagieło.
Zresztą zespół kierowany przez 19-letnią rozgrywającą, która regularnie trzepie drugie piłki lewą ręką, sporo wystaw jeszcze zaniża, ale co rusz pokazuje duże możliwości, musi być nieobliczalny. I bardzo przyjemnie Julię Nowicką i jej partnerki się ogląda. Zapalały na tablicy 1:3, 3:6, 6:10, 8:12, 14:15, 16:19, 20:22. Z prawej flanki skutecznie zbijała Katarzyna Konieczna, z wdziękiem czarnego źrebaka poruszała się na środku Nia Grant. Miejscowe wyrównywały na 13:13, 15:15, 19:19, 22:22, ale po serii: Grant (krótka), Emilia Mucha (wejście z 6. strefy), Adela Helić (aut) – nie było już odwołania.

Ola Jagieło to jedna z najsympatyczniejszych zawodniczek, jakie występowały i występują w rodzimych ligach. Wywiad, który można przeczytać TUTAJ, dobrze to chyba pokazuje. Na pewno natomiast jest najbardziej utytułowaną siatkarką w polskiej ekstraklasie w XXI wieku. Ośmiokrotnie zdobyła mistrzostwo kraju, ogółem ma w szufladzie 11 medali, a przecież z 18 seniorskich sezonów trzy spędziła we Włoszech, a jeden poświęciła na urlop macierzyński. W wieku 37 lat wróciła do klubu, w którym startowała do wielkiej kariery. Jak prawie wszędzie dotychczas, jest tam kapitanem. Dzisiaj więcej mówiła o tym, co zrobiła źle, ale trzecią odsłonę to ona wygrała. Trzema blokami z rzędu (dwa na Helić, jeden na próbującej obejścia Monice Ptak) odwróciła zapis na 11:13, w taki sam sposób zamknęła go na 20:25. We właściwym miejscu, w odpowiednim momencie była również kilkakrotnie wcześniej.
Zarówno ona, jak i Sobolska w publicznych wypowiedziach żałowały, że nie udało im się dobić Developresu w czwartej partii, jednak trudno sobie wyobrazić taki obrót sytuacji, bo od 2:2 Rousseaux, Helić, Ptak i Jelena Blagojević były niepowstrzymane i nadmuchiwały przewagę do 7:2, 13:6, 16:8, 20:11, 24:12.
Za to można było sobie wyświetlić finalne zwycięstwo BKS w tie-breaku, kiedy po sążnistej „czapie” Koniecznej na Rousseaux, pudle Helić i asie Grant zrobiło się 2:5. Kto jednak miał takie przeczucia, powinien przestać im ufać, bo Anna Kaczmar rozmontowała serwisami przyjęcie drużyny gości (8:5), odzyskała precyzję Helić, Magdalena Hawryła zaś szalała w bloku (sześć w całej konfrontacji), a podsumowała swoją postawę dwoma asami, ustalającymi rezultat na 15:9.
Duży tort – nagrodę dla MVP spotkania – odebrała Blagojević. W pewnym momencie zachowywała się, jakby ją diabeł opętał i dwie łatwe piłki wyrzuciła w trybuny, ale sama się wyegzorcyzmowała i do najlepszego na placu przyjęcia dołożyła 17 punktów zdobytych atakiem przy wysokiej skuteczności, 53%.

W lutym Agnieszka Jagieło skończy 6 lat. Niedawno spytała mamę żałośliwym głosikiem: „Czy ty nie możesz znaleźć sobie takiej pracy, żebyś w popołudnia i weekendy była w domu?”. Kibicuje jednak Oli w bielskiej hali Pod Dębowcem, albo podczas sporych fragmentów transmisji telewizyjnych (jest bardzo aktywna i na całą nie starcza jej koncentracji), żywiołowo cieszy się z triumfów, czy ze statuetki MVP, jaką otrzymała za mecz z KSZO, a po porażkach zdarzyło jej się nawet płakać. Teraz prawdopodobnie będzie smutna, ale raczej nie powinna smucić się jej mama; wszak punkt zdobyty w hali faworyta, który właśnie awansował do drugiej rundy Ligi Mistrzyń, jest cenny.
No dobra, pewnie jutro będziemy się z niego cieszyć, a w tej chwili jesteśmy złe, że nie mamy dwóch, albo i trzech – mówi Aleksandra. – Mam nadzieję, że dzisiejsze doświadczenia przyniosą efekt już w najbliższych meczach i w dalszej przyszłości. Mamy ciekawy, perspektywiczny skład. Projekt jest taki, by w ciągu trzech lat walczył on o medale.
– Wspólnie z panią? To byłaby piękna klamra – stanąć na podium w miejscu, gdzie zajęła pani trzecią lokatę w debiutanckich rozgrywkach 1999/2000.
– Byłoby super, ale nie ma co planować, bo w moim wieku każdy sezon jest darem od Pana Boga. Jestem zadowolona, że jeszcze mogę tu być.
PAWEŁ FLESZAR

DEVELOPRES SKYRES Rzeszów – BKS PROFI CREDIT Bielsko-Biała 3:2 (25:17, 22:25, 20:25, 25:15, 15:9)
Sędziowali: Bartłomiej Adamczyk (Kielce) i Adam Mituta (Oświęcim). Widzów: 400.
DEVELOPRES: Kaczmar 4 pkt, Rousseaux 23, Hawryła 9, Helić 20, Blagojević 17, Żabińska 3 oraz Sawicka (l), Gajewska, Andruszko 1, Żak, Ptak 3, Kaczorowska. Trener: Lorenzo Micelli.
BKS: Nowicka 7, Różański 10, Grant 9, Konieczna 23, Jagieło 13, Sobolska 4 oraz Lemańczyk (l), Pleśnierowicz, Mucha 2, Świrad 1. Trener: Tore Aleksandersen.

Pozostałe wyniki i tabelę Ligi Siatkówki Kobiet można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.