Basketball never stops

Każdy z krakowskich sympatyków koszyków powinien zauważyć początek sezonu II-ligowego, bo w pierwszej kolejce zaplanowano ekscytująco zapowiadające się derby, w których AZS AGH Alstom podejmie Wisłę.

Szkoleniowiec gospodarzy na początku rozmowy przekonuje, że to „Biała Gwiazda” jest faworytem sobotniego meczu. Są bardzo dobrze przygotowani, pokonali nas w sparingach, na tym etapie wyciągnięto z nich maksa – wylicza argumenty na poparcie tej tezy. Mocno ryzykownej, wszak to jego podopieczni byli w ubiegłym roku w czołówce, a rywale w dolnych rejonach tabeli, wprawdzie wzmocnili się nieco, lecz atutem akademików ciągle jest doświadczenie liderów i stabilny skład. – Nie będziemy leżeć i czekać, aż nas skopią. Ale też wynik zależy od tego, czy będziemy pamiętać i wierzyć, że potrafimy grac dobry basket – tonuje poprzednią wypowiedź Wojciech Bychawski. – Powtarzam jednak, że nie przegraliśmy z nimi specjalnie dwóch sparingów, bo ja głupi nie jestem. A przynajmniej tak mi się wydaje. Byli od nas wtedy lepsi, zarówno w swojej hali, jak w naszej. Są trudni do ogarnięcia, młodzi i wybiegani.
– Miło słyszeć, że Wojtek uważa nas za faworyta, trudno mi z tym dyskutować. Nie przywiązywałbym jednak zbyt wielkiej wagi do tych sparingów – zastrzega prowadzący Wisłę, Łukasz Kasperzec. – Obie drużyny grały praktycznie bez taktyki. Może więc jesteśmy lepsi bez taktyki, ale teraz już ona dojdzie. Dopiero ten mecz, a tak naprawdę – cały sezon – pokaże, co w rzeczywistości prezentujemy my i oni.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Hale obu zespołów dzieli kilkaset metrów, ale na tym dystansie mieści się całkiem sporo podtekstów i ambicji. Niektóre wynikają z obecnych personaliów. W składzie AGH jest w tej chwili czterech zawodników ze stażem w Wiśle, w tym Tomasz Orlicki, który wygrał dla niej derby jesienią 2012 roku. Przy Reymonta ćwiczy z kolei dwóch byłych „Agiehowców”. Olaf Bloda przybył tam z Piastowskiej kilka tygodni temu, troszkę wcześniej w przeciwną stronę podążył Daniel Kubala.
– Dojdą w tym spotkaniu „tak zwane emocje” – kiwa głową Bychawski. – Generalnie, nasza postawa w dużym stopniu zależy od umiejętności radzenia sobie ze stresem. Wystarczy popatrzeć jak egzekwujemy osobiste na zajęciach i niektórych meczach. Bartek Podworski na treningu co drugą kontrę kończy wsadem. Alan Nowakowicz wczoraj wbiegł wzdłuż linii końcowej i tak zapakował, że przechyliła się konstrukcja kosza i wszyscy spod niej uciekali. Czekam na podobne zdecydowanie obu w lidze.
Dodaje, że formę swojej ekipy ocenia w tej chwili na 80% maksymalnej. Ze względu na system rozgrywek (brak klasycznego play off, kontynuacja rywalizacji ligowej z czołową piątką równoległej grupy A) wraz z trenerem przygotowania motorycznego Piotrem Bielem trochę zmienili sposób przygotowań. Później niż zwykle zaczęli „schodzić” z dużych obciążeń, przez co koszykarze mają jeszcze rezerwy. Nawet obecny stan pozwolił im jednak w miniony weekend na efektowny triumf w turnieju w Częstochowie. Z kolei „Biała Gwiazda” rozbiła w tym samym czasie rezerwy MKS Dąbrowa Górnicza, aplikując im 30 punktów różnicy.

Bychawski i Kasperzec mierzyli się już na parkiecie, kiedy jeden był grającym trenerem AGH Alstom, a drugi grającym trenerem Siemaszki Piekary. Trzecioligowa rywalizacja w sezonie 2010/11 była bardzo zacięta, zespoły dzieliły się zwycięstwami, ale obydwa awansowały do wyższej klasy. – Nie ma sensu nas porównywać jako zawodników, bo ja tylko biegałem za piłką, a on był świetnym koszykarzem od początku do końca kariery. Nawet kiedy był już słabszy fizycznie, to grał jeszcze inteligentniej – ocenia Bychawski. Dodaje, że łączy ich pasja do tej dyscypliny, o takich jak oni Amerykanie mawiają „Basketball never stops” („Koszykówka bez przerwy”). – Bij albo zabij, albo koszykówka albo nic – dorzuca ze śmiechem. – Rozmawiamy też o baskecie, Łukasz ma bardzo fajne, ciekawe podejście.
Obaj mają mnóstwo zajęć. Kasperzec, w antrakcie bardzo długiego ciągu treningów z różnymi grupami, musiał również w czwartek wypełnić mnóstwo dokumentów zgłoszeniowych do KOZKosz. Zwierzał się, że w nawale obowiązków nie za bardzo jest w stanie zebrać dzisiaj myśli. – Ale mimo braku czasu obaj jeszcze w wolnych gramy w KNBA – zaznacza. – Niedawno wystąpiliśmy nawet w jednej drużynie, bo jako krakowska reprezentacja pojechaliśmy do Tarnowa.
Po „cywilnemu” staną naprzeciwko siebie w sobotę, 4 października, o g. 15.30.
PAWEŁ FLESZAR

Komentowanie zablokowane.