Bilans niemocy

W spotkaniu drużyn, które niedawno zmieniły trenerów Wisła zremisowała z Lechem 0:0. Wynik pozostał taki sam przez ponad 90 minut, choć już w 18. sekundzie mógł go zmienić Mateusz Możdżeń. Po dośrodkowaniu Luisa Henriqueza uderzył głową, po koźle, z 6 metrów, jednak piłkę z napisem „0-1” błyskawiczną paradą obronił Siergiej Pareiko.
Pomocnik Lecha spiął klamrą pierwszą połowę, bo w 45. minucie, strzelał z kolei z powietrza nogą, z 11 metrów, jednak niezbyt dobrze trafił w futbolówkę odegraną przez Artjomsa Rudnevsa, a estoński golkiper pewnie ją złapał. I aby już wszystkie ważne momenty meczu toczyły się wokół Możdżenia: w 64. minucie złapał drugą żółtą kartkę i wyleciał z boiska.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Gospodarze zastosowali system 4-4-2, a ustawiony w ataku Ivica Iliev szukał często także pozycji na prawym skrzydle, skąd schodził do środka. Stwarzał największe zagrożenie, ale bez wymiernego efektu. Pierwszy celny strzał oddał Dudu Biton, w 33.minucie. Generalnie jednak poczynania wislaków w ofensywie były niemrawe, a już Andraż Kirm – zupełnie zagubiony za plecami Ilieva.
Druga połowa zaczęła się od niecelnych uderzeń z dystansu Gervasio Nuneza i Dragana Paljicia, a po godzinie Michał Probierz zmienił ustawienie na stosowane w ostatnim okresie najczęściej; z Maorem Meliksonem i Ilievem flankującymi środkowego napastnika: Bitona. Jako wysunięty pomocnik wyszedł Łukasz Garguła i on był autorem niebezpiecznych wrzutek. Podobnie jak w przypadku kilku innych, pomysłowo skonstruowanych akcji – zabrakło wykończenia; a to nie sięgał piłki Biton, a to szybsi byli poznaniacy, a najczęściej na posterunku stał Krzysztof Kotorowski (największy wysiłek wymusił na nim kopnięciem z 20 metrów Junior Diaz).

Goście bronili się umiejętnie, ale najbardziej poniżyli krakowian tym, że w osłabieniu stworzyli dogodniejsza okazję niż ci w przewadze. W 74. minucie po rzucie rożnym główkował Manuel Arboleda, a do rykoszetu dopadł Marcin Kikut i stojąc sześć metrów od bramki mógł wybierać miejsce do ulokowania futbolówki. Mierzył chyba w okienko, uderzył w trybuny.
Jedyny zysk jaki gospodarze wynieśli z tej konfrontacji, to zachowanie korzystnego bilansu z Lechem (w Poznaniu, we wrześniu, było 1:0 dla Wisły). Jeśli zdobędą taką samą ilość punktów co „Kolejorz”, to wyprzedzą go w końcowej tabeli, jednak przy takiej grze będzie to decydowało góra o 5.-6. miejscu…
PAWEŁ FLESZAR

WISŁA Kraków – LECH Poznań 0:0
Sędziował: Robert Małek (Zabrze). Żółte kartki: Możdżeń, Arboleda, Rudnevs. Czerwona: Możdżeń (64., za drugą żółtą). Widzów: 21 046.
WISŁA: Pareiko – Jovanović, Chávez, Jaliens, Díaz – Kirm (60. Melikson), Wilk, Núnez (79. Jirsák), Paljić (60. Garguła) – Iliev, Biton. Trener: Michał Probierz.
LECH: Kotorowski – Kikut, Wołąkiewicz (46. Arboleda), Kamiński, Henríquez – Możdżeń, 21. Dimitrije Injac, Murawski, Štilić (71. Đurđević), Ubiparip (61. Kriwiec) – Rudnevs. Trener: Mariusz Rumak.

Pozostałe wyniki i tabelę T-Mobile Ekstraklasy można znaleźć TUTAJ

Skomentuj