Blacha z ogierem w skoku

Artykuł ukazał się w „Magazynie Sportowym” dodatku do „PS” z 14 kwietnia 2006 r.

Kupić Ferrari 355F1 to największe marzenie każdego miłośnika motoryzacji, a rozbić je dokumentnie dwa dni później – jego najczarniejszy sen. I ścierpieć jeszcze fakt, że nie otrzyma się za nie żadnego ubezpieczenia? Do tego trzeba mieć niefrasobliwość i pogodę ducha Marka Penksy.

Słowacki piłkarz Wisły trzyma dłoń pod twoją. Reagując na jego ruch masz zacisnąć palce, zanim zabierze ci leżącą na ręce monetę. Jeśli go kiedyś spotkasz – spróbuj, bo nie udało się to jeszcze nikomu.
Wyższa szkoła jazdy – obaj macie na dłoniach monety i Marek Penksa je zamienia, a ty odruchowo zaciskasz palce na tej podłożonej. Tak błyskawicznie atakuje tylko grzechotnik. – Widziałem to w filmie „Bloodsport” – opowiada. – Zacząłem trenować, a potem oszukiwałem wszystkich. Ale zawsze na malutkie stawki. Niedawno nasz drugi trener, Cristi Pojar nie mógł uwierzyć, że przegra. Ja miałem pięć euro, a on jedno. Zamknął rękę i zaczął się śmiać, bo myślał, że nie zdążyłem. Kazałem mu otworzyć i zobaczył, że został z piątką w dłoni. No, identycznie jak na filmie!

W przywołanym „Krwawym sporcie” Jean Claude Van Damme ratuje w ten sposób amerykańską dziennikarkę z rąk obleśnego karateki. Penksa dzięki swojemu kunsztowi sam uniknął w Budapeszcie aresztu. – Złapała mnie policja, bo przejechałem na czerwonym świetle, a nie miałem przy sobie żadnych dokumentów – wspomina. – Długo się targowaliśmy, pokazywałem im umieszczoną na autobusie reklamę Ferencvarosu z moim zdjęciem. Wreszcie zaproponowałem, że zagramy w monety i jak przegram, pojadę grzecznie na komisariat i jeszcze wszystkim postawię kolację. Po chwili byłem wolny.

Choinka maskująca

Wygląda jak sympatyczny urwis – niektórzy nazywają go Rumcajs, inni Frodo – i urwisem był w przeszłości. – Żebyś tylko widział, jak z bratem kradłem choinkę na święta – opowiada z ożywieniem. – Wycięliśmy już drzewko, kiedy przyszli leśni strażnicy. Brat uciekł, a ja nie zdążyłem i przez dwie czy trzy godziny leżałem bez ruchu, kryjąc się za gałęziami. Brat przyjechał po mnie, gdy zrobiło się ciemno i wróciliśmy do domu. Z choinką.

Dawniej byłem tym, no, jak to się u was mówi? – zakreśla w powietrzu kółeczko obok głowy.
– Świrusem?
O właśnie, świrusem! Miałem świra na punkcie szybkich samochodów. Już jako dzieciak marzyłem, żeby mieć coś takiego. W sportowych autach wszystko mnie fascynowało: moc, wygląd.
Jako nastolatek zaczął zarabiać w zawodowych klubach i mógł urzeczywistnić swoje pasje. Nadał nowe znaczenie twierdzeniu, że samochód nie jest dobrą lokata kapitału… – Kupiłem Ferrari 355F1, ale był piątek i nie zdążyłem załatwić ubezpieczenia – wspomina. – W sobotę też, bo wszystko było zamknięte, a w niedzielę nie mogłem już wytrzymać i na próbnych, niebieskich tablicach pojechałem nim na trening.

Marek, pokaż, jakie ma przyspieszenie – prosili koledzy. Betonowy słup się nie przewrócił, kierowca też ocalał, ale wspaniały wóz poszedł do kasacji. Na dodatek, nie miał polisy AC i nie dostał ani grosza z ubezpieczenia. – Nie pisz, ile to kosztowało – prosi. – Straciłem dużo pieniędzy, ale zyskałem trochę rozumu.

Słupy rosną znienacka

Z piętnastu samochodów, jakie posiadał, rozbił jeszcze luksusowe Audi A8 na ulicach rodzinnej Bańskiej Bystrzycy („Było ślisko i nie wyhamowałem„). Dostało się też Oplowi żony. – Mieszkaliśmy wtedy w Dunajvaros, pojechaliśmy na zakupy do tego samego supermarketu co zwykle – opowiada. – Cofałem i uderzyłem w lampę, ale słowo daję, że nigdy w tym miejscu nie stała! Sylvia nawet bardzo się nie złościła. Śmiała się tylko, że nie zauważyłem takiego dużego słupa, który w dodatku był tam już od miesiąca.

Szalał na punkcie Formuły 1. Przed osławionym 355F1 miał Ferrari 348. Obok w garażu stał Mercedes. Kiedy wyścig wygrał Michael Schumacher, Marek przyjeżdżał do klubu Ferrari, a po zwycięstwach Miki Hakkinena demonstrował pojazdem przywiązanie do teamu Mercedesa. Schumacherowi przez trzy lata z rzędu kibicował na Hungaroringu. – Znajomy załatwił mi akredytację dziennikarską i miałem nawet wstęp do boksu Ferrair. Michaela widziałem prawie na odległość ręki! – opowiada z przejęciem 33-letni Słowak. – A żebyś słyszał ten huk silników! Aż zęby mnie od tego bolały. Ale powiem ci, że niewiele jest przyjemniejszych uczuć.

Teść musi przegrać

Dawniej oglądał nawet wyścigi rozpoczynające się w środku nocy (teść nastawiał budzik), dzisija sporadycznie siada przed telewizorem. – Schumacher miał słabszy sezon, a bez niego jakoś mniej to wszystko emocjonuje – tłumaczy. – Kibicować, kibicuję, ale pieniędzy już na ekstrawaganckie samochody nie wydaję, bo muszę trochę odłożyć.
Jeździ terenowym Dodge. – Przeżyłem już wszystko i samochód jest dla mnie tylko środkiem transportu.

Po dawnych fascynacjach została mu tylko wykonana z białego złota, noszona na piersi, blacha z symbolem Ferrari – ogierem w skoku. Z teściem pograją czasem w Formułę na Play Station. Kiedy starszy pan prowadzi, Marek przeszkadza mu, trącając w łokieć. – Teść już dobrze wie, że ja zawsze muszę wygrać – Penksa uśmiecha się szelmowsko.
PAWEŁ FLESZAR

Skomentuj

Adres e-mail nie zostanie opublikowany ani wykorzystany. Pola oznaczone gwiazdka sa wymagane.*

Skorzystaj z HTML oraz: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Connect with Facebook

*