Błękitni w kolorze blue

Siatkarze Hutnika prezentowali się dzisiaj świetnie, udanie, kiepsko, fatalnie i bardzo dobrze, co razem złożyło się na zwycięstwo nad wyżej notowaną ekipą z Ropczyc, 3:2.

Każdy zwycięski set krakowian miał swojego bohatera, ale żaden nie należał do nich tak bezapelacyjnie jak pierwszy do Kamila Maruszczyka. Już w pierwszym obejściu atakami ze skrzydła i szóstej strefy, a także serwisami dźwignął rezultat z 6:8 na 12:9 i 14:10. Potem poszedł za linię końcową przy 19:17 i bawił się z rywalami jak kot ze złapaną myszą – rozbieg i wyskok „ile fabryka dała”…  Zwolnienie ręki, rywale gorączkowo gonią piłkę na 4. metrze, a potem mają kłopot ze skonstruowaniem akcji. Tak zaliczył asa, umożliwił dwie kontry Pawłowi Golcowi i dwie sobie – z II linii – w tym na 25:17 po wystawie „dyszlem”.
Druga partia należała do Macieja Grota. Po pierwsze dlatego, że kiedy podrażnieni przeciwnicy zerwali się do walki (1:3, 2:5) przerwał im krótką i przydusił serwisem z wyskoku (6:5). Potem przy dosyć wyrównanym wyniku – 9:7, 9:9, 13:11, 16:13, 16:16 – Karol Andrzejewski używał go do mądrego taktycznie ustawienia gry. Forsował ataki przez Maćka, niekiedy na siłę, nie w tempo, bez efektu, ale spowolnił tym nogi środkowych Błękitnych. W decydującej fazie Grot zapunktował blokiem sam, z Golcem i wreszcie z Pawłem Samborskim (22:18), potem dobił na 24:21, a całość zwieńczył Maruszczyk. 25:21.

– Za dobrze nam szło i pewnie musiało się w pewnym momencie skończyć – zastanawiał się później Kamil. – Mieliśmy też farta; przykładowo atakowałem pięć razy z pipe’a ze skaczącymi przeciwnikami, a piłka po ich rękach odbijała się w aut. Sprawozdawcy telewizyjni mówią w takich sytuacjach: „On tak chciał”. Proszę mi uwierzyć, wiem po sobie – zwykle chce się inaczej, a tak po prostu się udaje… Poza tym bazuję na dynamice, a w połowie spotkania trochę mnie przytkało.
W trzeciej odsłonie kilka jego ścięć po prostej podbił Marcin Dobrzyński, „Maro” się zdenerwował, zaczął psuć i zjechał na pewien czas do boksu („Dobrze trener zrobił, że mnie zmienił, ochłonąłem”), a rywal rozkręcał się coraz bardziej, bijąc z prawej flanki. Na drugim skrzydle sekundował mu Paweł Rusin, na środku i za linią końcową wyżywał się Przemysław Bryliński, a cyferki na tablicy świetlnej były nieubłagane – 8:7, 8:13, 9:15, 10:17, 13:18, 13:20, 15:20, 15:22, 17:25.

Miejscowi tak jak wcześniej wszyscy funkcjonowali zgodnie i niemal automatycznie, tak teraz gremialnie się powyłączali, biernie obserwując przejęcie inicjatywy przez gości w czwartym secie – 2;7, 4:10, 6:16, 11:22, 15:22, 15:24 – grając, w przenośni i dosłownie, „z przytupem”. Mateusz Sroka i Bryliński na 6:16 zaprezentowali tzw. ruską krótką, którą można zobaczyć na umieszczonym pod tekstem filmiku z dawnego meczu Przemka, z innym wystawiającym. Dzisiaj Bryliński wchodził z wyraźniejszym, mocniejszym naskokiem.
16:25 i zaczęły się rodzić skojarzenia z sytuacją niemal dokładnie sprzed roku, gdy ropczycka drużyna zgasiła światło w hali na „Suchych Stawach” – wysoko pokonała Wandę Kraków, co stało się ostatnim impulsem do wycofania jej z II ligi. W przypadku Hutnika nie ma takiego zagrożenia, lecz dzisiejsza porażka pogłębiłaby passę przeciętnych – nawet jeśli zwycięskich – występów.
– Najbardziej boli, że nie utrzymaliśmy koncentracji, poziomu, a mogliśmy dzisiaj pokonać na wyjeździe trzeci zespół tabeli – kręcił głową przygnębiony szkoleniowiec Błękitnych, Michał Betleja, kiedy okazało się, że to jednak jego podopieczni, którzy przyjeżdżali tutaj w roli faworyta, przywdzieją na koniec „smutny kolor blue” z piosenki. – Chyba nie dorośliśmy jeszcze do walki o najwyższe stawki, chłopcy są młodzi i za bardzo weszło im do głów, że jako wicelider powinni bić się o I ligę. Robotę na treningach wykonują jak należy, ale na meczach zaczęli się „gotować”.

Tie-break był długo remisowy – 1:1, 3:3, 5:5 – z czterech pierwszych „oczek” dla gości trzy zdobył Dobrzyński, przy 2:2 długo trwało sprawdzanie ustawienia krakowian i konsultacje sędziów (pierwszy zszedł nawet ze słupka), ale zakończyły się utrzymaniem stanu. Zapis na 7:5 zmienił Golec, sytuacyjnym uderzeniem z II linii sygnalizując jednocześnie, że teraz to on aspiruje do miana bohatera. Już nieco wcześniej poderwała się publiczność, a Paweł ścinał dwukrotnie po głębokim skosie i raz po rękach przeciwników – na 9:7 i z 11:10 na 13:10. Maruszczyk po swoim zbiciu przewrócił się, ale jeszcze leżąc zacisnął pięści w geście triumfu, bo zrobiło się 14:11, a przy 14:12 Łukasz Przybyła odebrał dokładnie potężny serwis, po czym Grot zameldował się w kontrze.
– Dobrze się stało, bo w ostatnich tygodniach było trochę marazmu, atmosfera siadła, a teraz powinno nam pójść łatwiej – podsumowuje Kamil.
PAWEŁ FLESZAR

HUTNIK Kraków – BŁĘKITNI Ropczyce 3:2 (25:17, 25:22, 17:25, 16:25, 15:12)
Sędziowali: Piotr Lenart (Będzin) i Justyna Pędrys (Bielsko-Biała). Widzów: 120.
HUTNIK: Andrzejewski, Maruszczyk, Klimczak, Samborski, Golec, Grot oraz Przybyła (l), Dutkiewicz, Księżarek, Góra. Trener: Mirosław Janawa.
BŁĘKITNI: Sroka, P. Rusin, Kusior, Dobrzyński, Kotyla, Bryliński oraz Waszczuk (l), Andreasik, Białorudzki. Trener: Michał Betleja.

RUSKA KRÓTKA

Komentowanie zablokowane.