Bo fantazja jest od tego, aby bawić się

Hutnik Kraków w dobrym stylu pokonał MCKiS Jaworzno, 3:0, zluzował go na trzecim miejscu w tabeli II ligi siatkarzy i na dwie kolejki przed końcem sezonu zasadniczego zachowuje szanse na zajęcie pozycji wicelidera.

Początkowo zanosiło się jednak na indywidualny popis Mariusza Syguły, rozgrywającego wielu klubów, m.in. Wandy Kraków, który wiązał nogi miejscowym blokującym. A jego koledzy, bijąc „na pojedynczym” nakręcali wynik – 1:3, 2;5, 4:7, 7:8, 8:12, 11:14, 11:16. Dopiero Kamil Maruszczyk, wchodząc z rezerwy w pole za linią końcową, pełną garścią sypnął mu piasku w tryby. Nie zaliczył asa, ale odrzucił rywali od siatki i zmusił Sygułę do zwolnienia gry, co wykorzystali blokujący Rafał Sokołowski i Mateusz Kowalski oraz kontrujący Krzysztof Ferek. 15:16, a po flotach Piotrach Adamskiego (as plus blok Leszka Klimczaka) gospodarze zyskali punkt przewagi przy własnym podaniu – 19:18, 21:20, 23:22, 24:23. Sokołowski dołożył do tego drugi, serwisowym „farfoclem” po taśmie – 25:23.
I odtąd krakowianie za pomocą zagrywki kontrolowali przebieg wydarzeń, równoważąc nią także własne błędy. – Wreszcie dobrze zaprezentowaliśmy się przeciwko drużynie z czołowej czwórki, bo dotąd ciągle im ulegaliśmy – podkreśla Maruszczyk, który od wspomnianej zmiany został już w składzie, notując udany występ, a przede wszystkim – pierwszy od dawna tak długi. – Idąc dzisiaj do hali zastawiałem się nawet, kiedy tu ostatnio zagrałem i wyszło mi, że 13 grudnia. Przyplątały się kontuzje kciuka, dolegliwości achillesa. Czułem się jak poza sezonem – zwierza się.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Drugim dublerem, który mocno wsparł w sobotnie popołudnie kolegów, był Kamil Kołek. Zameldował się na placu przy stanie 3:4 w drugiej partii, a został w niej zatrzymany tylko raz (przy 20:20). Po dwóch asach Patryka Stącela goście wyszli na 5:7, lecz Kowalski uprawiał swoją trójpolówkę (plas po prostej, mocno po przekątnej, krótka kiwka), a kiedy – ciągle przy serwisie Adamskiego – z Kołkiem i Klimczakiem postawili ścianę nad siatką, zrobiło się 12:9.
Wtedy po raz pierwszy pojawił się na parkiecie niezwykle doświadczony były reprezentant Polski, Bartłomiej Soroka, a „Słoniu” od razu sprawdził skrótem jego możliwości gimnastyczne. 36-latek poradził sobie „szczupakiem”, ale później prawie nie był obsługiwany przez rozgrywającego. – Ma naderwany przyczep mięśnia w nodze, nie powinien wystąpić, wszedł dwa razy na własną prośbę, żeby trochę uspokoić sytuację w tyłach. Strasznie się męczymy bez niego, już od czterech spotkań. Przegraliśmy z Błękitnymi Ropczyce, ledwo uratowaliśmy się w Krośnie – mówi zgaszonym głosem szkoleniowiec MCKiS, Mariusz Łoziński.
Miejscowi przeważali, po nietypowym ścięciu Maruszczyka z piątej strefy było 13:10, po dobitce Kowalskiego 18:15, ale potem seria błędów, trudne podania Marcina Mizery, dobitka Karola Borończyka odwróciły wynik na 20:21. „Maro” przerwał przeciwnikom tamtym momencie, ukąsił ich też po chwili, co razem z jego wspólnym z Sokołowskim blokiem oraz asem Klimczaka na Soroce w sumie złożyło się na rezultat 24:22. Później, z półobrotem w powietrzu, skoczył do piłki świetnie obronionej przez Radosława Szymczaka i próbował uderzać ją z linii bocznej, będąc dwa metry od siatki. Trafił w górną taśmę. W następnej akcji sędziowie odgwizdali rywalom jej dotknięcie (Syguła długo dyskutował z nimi na ten temat), więc miejscowi mogli zmieniać strony z kolejnym 25:23.
Nie ćwiczysz tego na treningach i może dlatego się nie udało – Szymczak żartobliwie pocieszał Kamila.
– Głupota. Nie wiem, czemu to zrobiłem. Już taki jestem, zadziałał impuls – kręcił później głową skrzydłowy, którego nielimitowany ładunek fantazji to wznosi wysoko, to przygniata.

Zresztą większość Hutników ma jej pod dostatkiem i właśnie z jej pomocą przełamali w trzeciej odsłonie przyjezdnych. Znowu podjęli oni twardą walkę, błyszczeli w obronie, w wyjściowej szóstce odnaleźli się Borończyk i Krzysztof Fitrzyk, a zapis się wahał – 0:1, 2:1, 5:4, 5:6, 7:6, 7:8, 8:10, 11:10, 12:13. Wtedy Kowalski wyskoczył z szóstej strefy do piłki podbitej „dyszlem” zza boku boiska i kiwnął tuż za potrójny, wiszący blok.
Jaworznianie starali jeszcze się sprzeciwiać, as Borończyka wyrównał na 15:15, a Władysława Olszowskiego – zmniejszył różnicę do 21:18, ale w „Hucie” płonął ogień. Adamski zafundował taką „glebę” próbującemu dobijać Marcinowi Wyspiańskiemu, że ten dwukrotnie dotknął piłki. Potem pogonił wystawą Kowalskiego na skrzydle, lecz „Lewy” uratował się trafiając oburącz w linię końcową. Mateusz brylował przy siatce („czapa”, dobitka, obicie rąk), wtórował mu Sokołowski (krótka i serwis), na tablicy świeciło się 19:15, 21:16, 22:18, 24:19, 24:21 i 25:21.

Hutnik ma jeszcze dwa trudne spotkania – z Contimaksem Bochnia na wyjeździe i obecnym wiceliderem, MKS Andrychów, u siebie – jednak znacznie zwiększył szanse na kwalifikację do czołowej czwórki po sezonie zasadniczym, a jego możliwości sięgają nawet drugiej lokaty.
– To była nasza mała porażka, że w pewnym momencie musieliśmy oglądać się za plecy, kto nas przegania, zamiast patrzeć do góry – uważa Kamil Maruszczyk. – Cieszę się, że pokazaliśmy dzisiaj, przede wszystkim sobie, że kiedy mocniej popracujemy, zmobilizujemy się, to możemy wygrywać z silnymi drużynami.
Jaworznianom pozostali łatwiejsi rywale – Wisłok Strzyżów i Płomień Sosnowiec – oraz stare ambicje: wyjścia z grupy. – Ciągle mam nadzieję na trzecie miejsce i play off z MKS Andrychów, bo z nimi gra się nam zdecydowanie lepiej, pokonaliśmy ich dotąd dwukrotnie – wyjawia Mariusz Łoziński.
PAWEŁ FLESZAR

HUTNIK Kraków – MCKiS Jaworzno 3:0 (25:23, 25:23, 25:21)
Sędziowali: Jarosław Kaczor i Maciej Hojka (Wrocław). Widzów: 110.
HUTNIK: Adamski, Kowalski, Klimczak, Ferek, Golec, Sokołowski oraz Szymczak (l), Maruszczyk, Kołek. Trener: Jerzy Piwowar.
MCKiS: Syguła, Mizera, Lipiarz, Stącel, Wyspiański, Olszowski oraz Warchoł (l), Borończyk, Gruszowski, Soroka, Fitrzyk. Trener: Mariusz Łoziński.

Komentowanie zablokowane.