Bohaterowie akademickiej kreskówki

Koszykarze AZS AGH Alstom podejmowali wicelidera drugoligowej tabeli, UMKS Kielce i odnieśli zwycięstwo bardzo cenne, gdyż duże znaczenie mają również jego rozmiary, 69:62.
Ustalili je Tomasz Józefiak i Damian Kalinowski, uciekając z kontrą w nerwowej końcówce. „Józek” jednak zamiast rzucać samemu – odbił piłkę o tablicę, a nadbiegający kolega włożył ją do kosza. – Gdyby to zmarnowali, to nie wiem, co bym im zrobił – kręcił głową trener gospodarzy, Wojciech Bychawski. Ale irytacja mieszała się chyba ze świadomością, że jak się ma młodą drużynę, to trzeba nosić bagaż jej fantazji, a także z zadowoleniem: – Obrona długimi okresami była świetna – cieszył się. – Zatrzymać tak ofensywny zespół jak UMKS na 24 punktach do przerwy to jest autentyczne osiągnięcie!

Do gry w tyłach przez kilkanaście minut dokładali całkiem niezły atak: Grzegorz Dudzik dwukrotnie bezczelnie, tuż sprzed twarzy rywalowi, odpalił celnie za trzy, z dystansu i spod tablicy punktował Kalinowski, sytuacyjnie trafił Józefiak, a Tomasz Zych – z osobistych. Kiedy na początku drugiej kwarty po raz drugi dopisał się do statystyk Bartłomiej Podworski, a potem Michał Borówka w pierwszym kontakcie z piłką zameldował się z dystansu – było aż 25:13.
Jeszcze Zych sfinalizował wjazd z kielczaninem wiszącym mu na ramionach – 27:17 – ale odtąd miejscowi notowali już tylko pudła i straty (błąd połowy), a w szeregach przyjezdnych zaczęli zmniejszać różnicę dwaj „mali”, Paweł Bacik i Hubert Makuch. I tak dociągnęli do 27:24 w przerwie, a mogło być mniej, gdyby Bacik wykorzystał dwa wolne w końcówce.

Historia powtarzała się w drugiej połowie dwukrotnie. „Agiehowcy” wystartowali z przytupem (penetracja Dudzika, akcja 2+1 Podworskiego) – 32:24, a Józefiak i Zych zaświecili na tablicy rezultat 39:28. Zaraz jednak ostudziły ich dwie „trójki” Jakuba Lewandowskiego i jedna Jakuba Dryjańskiego, a Makuch z Wojciechem Miernikiem wprawili w konsternację, zdobywając pierwsze dzisiaj prowadzenie dla gości – 42:41. Pozostało jednak ostatnim, bo Kalinowski po raz drugiw krótkim czasie trafił w ostatnich sekundach akcji, na 45:42 podwyższył „Józek”, a potem z kolegami skrępowali przeciwników na 24 sekundy.
W czwartej kwarcie trwała wymiana kos za kosz i błąd za błąd (na ogół w stosunku 1 do 1). – Dla mnie Tomek Zych był rewelacyjny. Mogą mówić, że jestem w nim zakochany, ale to jest człowiek, który znajdzie każdą dziurę w obronie – charakteryzował później Bychawski, a w tamtym momencie zdarzył się przekonywujący dowód na jego twierdzenie. Najpierw „zatańczył” pod tablicą Kalinowski (56:51), a zaraz Zych obrotem z lewej ręki na prawą tak zaskoczył rywali, że egzekucji dokonywał sam i z bliska.
I tu doszło do trzeciego czytania scenariusza. Ciągnięci przez Zycha miejscowi odskoczyli na 62:53, lecz Alexander Machowski dwoma strzałami z daleka, Makuch z półdystansu, a Bacik z osobistych wyrównali (62:62) na 1:17 minuty przed ostatnią syreną. Na tym musieli poprzestać: Zych wcelował trzy na cztery wolne, Tomasz Orlicki dwa na dwa, po tym jak zebrał i wykozłował bardzo ważną piłkę, przy czym został sfaulowany. A w finale zabawiła się opisana na wstępie para.

– Dawniej Andrej Urlep w Śląsku Wrocław wpuszczał na parkiet cztery gwiazdy i Wilczka, który był „murzynem” do czarnej roboty. Z zachowaniem proporcji, „Józek” jest takim „murzynem” u nas, ma to coś – przekonuje szkoleniowiec krakowian.
Skoro o ciężkiej pracy mowa, to pod nieobecność kontuzjowanego Kamila Kameckiego, Kalinowski przebywał na parkiecie ponad 38 minut (krócej, ale równie ambitnie asystował mu Bartek Podworski). – Mogę mówić, tylko mnie lekkie skurcze w łydkach łapią – Damian odpowiadał na pytanie, czy nie brakuje mu tchu. – W Piotrcovii zdarzało mi się grać nawet pełne czterdzieści minut. Tutaj jesteśmy dobrze przygotowani fizycznie, więc nie było to problemem.
Przód koszulki miał jaskrawoczerwony. – To moja krew, ale nie wiem jeszcze gdzie jest rana, chyba pod spodem – zastanawiał się Kalinowski, który w ubiegłym sezonie nosił dłuższe włosy, więc Michał Szewczyk ochrzcił go „Shaggy’m”. Przyjęło się i odtąd nosi przydomek jednej z postaci kreskówki o Scooby-Doo.
Sądzi, że dzisiejszy sukces może być kluczowy dla drugiego miejsca w tabeli po sezonie zasadniczym. Akademicy pokonali wyżej UMKS niż ulegli mu w Kielcach (74:78), dzięki czemu wyprzedzą ich przy równej ilości punktów. Ale… w końcowej tabeli, bo w trakcie rozgrywek decyduje stosunek koszy. – Mamy w większości ciężkie mecze, i u siebie i na wyjazdach, więc nie rozpędzajmy się z prognozami – przestrzega Wojciech Bychawski. – Chodzi między innymi o to, by nie spartaczyć dzisiejszego zwycięstwa i mieć z niego zysk na przyszłość.
PAWEŁ FLESZAR

AZS AGH ALSTOM Kraków – UMKS Kielce 69:62 (21:11, 6:13, 18:18, 24:20)
Sędziowali: Marcin Gandor i Krzysztof Kustra. Widzów: 160.
AGH: Kalinowski 19 (1×3, 7 zb.), Zych 15 (9 as., 6 zb), Józefiak 9 (1×3, 4 zb., 2 as., 2 prz.) Dudzik 8 (2×3, 8 zb.), Podworski 7 (9 zb.) oraz Orlicki 7 (1×3, 4 zb.), Borówka 2, Dziura 2 (6 zb.), Warmuz 0, Urban 0. Trener: Wojciech Bychawski.
UMKS: Dryjański 15 (1×3), Machowski 10 (1×3, 12 zb., 4 as., 3 bl.), Bacik 6, Fąfara 3 (6 zb., 2 prz., 2 as.), Osiakowski 0 oraz Miernik 14 (4 zb.), Makuch 8 (4 as.), Lewandowski 6 (2×3), Walczyk 0. Trener: Rafał Gil.

Pozostałe wyniki i tabelę grupy C II ligi koszykarzy można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.