Bohaterowie stadionów

Bohdan Tomaszewski pamięta jak podekscytowani dorośli powtarzali nazwisko Janusza Kusocińskiego, kiedy ten walczył o złoto na olimpiadzie w Los Angeles w 1932 r., a kilka dni temu sam komentował na żywo występ Agnieszki Radwańskiej w finale Wimbledonu. Jak niezwykły to człowiek i dziennikarz przekonać się można także z tytułowej książki.

„Bohaterowie stadionów” to wspomnienia z letnich igrzysk, gdzie Tomaszewski był korespondentem radia, a potem również telewizji, od Melbourne w 1956 roku, po Moskwę – 34 lat później. Opowieść z romantycznej epoki olimpiad, gdy nie władały nimi jeszcze wirus komercji i obsesja bezpieczeństwa. Niektóre brzmią dzisiaj jak baśnie. W Rzymie 1964 Tomaszewski uczestniczył w defiladzie otwarcia w stroju polskiej reprezentacji pożyczonym od koszykarza (a przepustkę do wioski olimpijskiej podano mu wcześniej przez płot) – bardzo chciał zobaczyć ceremonię, na którą nie miał akredytacji.
W Monachium 1972 przed serią finałową floretu odwiedził w szatni Witolda Woydę, z którym się przyjaźnił, wypalili wspólnie papierosa, potem szermierz wyszedł na planszę i zdobył „złoto” z kompletem zwycięstw, a niedługo triumfował również w konkursie drużynowym, zostając pierwszym w historii Polakiem, który zdobył dwa złote medale na jednych igrzyskach.
A kończąc wątek nikotyny – trudno to sobie wyobrazić w obecnych opresyjnych czasach, lecz wtedy nałogowiec Tomaszewski nawet w samolocie musiał gasić papierosa tylko w przypadku, gdy zdarzyły się turbulencje…

To opowieść o Zbigniewie Pietrzykowskim, który bił się z legendami boksu, Laszlo Pappem i Cassiusem Clayem (póki nie przechrzcił się na Muhammada Ali), o Ewie Kłobukowskiej, która zanim stała się jedną z najtragiczniejszych postaci polskiego sportu, doprowadziła polską sztafetę 4×100 do wygranej w Tokio i tak była rozemocjonowana, że nie chciała oddać sędziemu pałeczki, o Lasse Virenie, którego przewrócono tuż po starcie biegu na 10 kilometrów w Monachium, ale pozbierał się jakoś, odrobił kilkadziesiąt metrów straty, wyprzedził wszystkich i pobił rekord świata.
O naszych bokserach, którzy w Tokio 1964 wychodzili jeden po drugim na ring i jak zaprogramowani zdobyli trzy złote krążki z rzędu. Opowieść o lekkoatletycznych tytanach z intrygującymi bądź komicznymi przezwiskami: „Garbusie”, „Łokietku”, „Białym Aniele”, „Bronku”, „Krzysiu”.

Czytając barwne opisy dziennikarza, który karierę zrobił słowem mówionym, nie można nie zauroczyć się „Czarną gazelą” Wilmą Rudolph, nie podziwiać Józefa Szmidta poprawiającego kilkakrotnie w trakcie konkursu trójskoku rekord świata, współczuć Januszowi Sidle, tracącemu „złoto” w ostatnim rzucie oszczepem.
I kręcić głową z zadziwienia cudowną historią, jak to Chris Brasher został zdyskwalifikowany w Melbourne za przepychanie się na trasie biegu na 3000 m, lecz później decyzję cofnięto, gdyż inni zawodnicy, na czele z głównym poszkodowanym Ernstem Larsenem przekonali sędziów, że potrącał ich niechcący…

Znakiem firmowym liczącego 91 lat Tomaszewskiego był okrzyk: „Szkoda, że państwo tego nie widzą”, którego autorem jest w istocie pierwszy polski legendarny sprawozdawca sportowy, Wojciech Trojanowski. Spotykali się przez lata na zawodach, ale nigdy nad Wisłą – Trojanowski po wojnie pozostał za granicą, pracował w Radiu Wolna Europa i w peerelu uważany był za zdrajcę. Ich losy są miniaturą dziejów Polski i splotły się w metaforę. Trojanowski siedząc w hitlerowskim oflagu na prośbę współwięźniów z baraku opowiadał im o przedwojennych herosach i dramatach (był wysłannikiem na igrzyska w Amsterdamie 1928 i Berlinie 1936). Kiedy Tomaszewski zaczynał audycję – „Tu mikrofony polskiego radia” – przed odbiornikami siedziały miliony ludzi uwięzionych w komunistycznym kraju, dla których był jedynym łącznikiem ze światem wielkich emocji i wzruszeń.
PAWEŁ FLESZAR

Bohdan Tomaszewski, „Bohaterowie stadionów”. Warszawa 1992

Skomentuj

Adres e-mail nie zostanie opublikowany ani wykorzystany. Pola oznaczone gwiazdka sa wymagane.*

Skorzystaj z HTML oraz: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Connect with Facebook

*