Brama ciągle otwarta

W najciekawszej w tym sezonie I-ligowej konfrontacji odbywającej się w Krakowie siatkarze AGH 100RK AZS pokonali Krispol Września, 3:2, pomyślnie inaugurując niezwykle trudną ośmiodniówkę.

Nadużywane często przez amatorskie strony internetowe superlatywy dzisiaj są jak najbardziej na miejscu. Akademicy zaliczyli jedno z dwóch najbardziej prestiżowych zwycięstw w lidze, bo odniesione z zespołem zajmującym najwyższe miejsce w tabeli (szóste – to samo miał Pekpol przed 21 grudnia, kiedy AGH wygrał z nim, 3:2, w Ostrołęce). A biorąc pod uwagę całosezonową postawę i potencjał przeciwnika – dzisiejszy sukces z Krispolem jest chyba najcenniejszy. No i w 1. partii krakowianie zanotowali najwyższą przewagę w sezonie, gromiąc gości 25:12.
Przy stanie 10:4 ich szkoleniowiec, Marek Jankowiak miał już wykorzystane obie przerwy (pierwszą po dwóch asach Michała Dzierwy na 5:2, a po drodze była jeszcze techniczna przy 8:3). Gospodarzom „siedział” serwis; dokładny był Kamil Dembiec, a Jakub Kosiek bilansował wystawy między kolegów, więc „Brawo, Kuba!” trenera AGH 100RK, Wojciecha Kaszy, zupełnie wyparło rutynowe: „Co ty mi tu odprawiasz!?„. Do tego Konrad Mucha i Patryk Akala podążali na zmiany za Marcinem Iglewskim, jak przyciągani przeciwnym biegunem magnesu, przez co niemal zupełnie wyhamowali go w ataku, a na tablicy świeciło się 14:7, 16:8, 20:10.

– Potem popełniliśmy typowy błąd siatkarski; wyszliśmy rozanieleni na drugiego seta – komentuje Kasza. Od 3:6 jego podopieczni jeszcze wyciągnęli na 6:6 i 8:7, a Mucha ciągle kontrolował Iglewskiego. Odtąd jednak prawoskrzydłowy Krispolu zniknął miejscowym z radarów i zaczął obtłukiwać parkiet. – Zajebista! Zajebista gała! – niesztampowo dziękował za rozegranie Łukaszowi Jurkojciowi, który urozmaicił to uderzeniem z drugiej piłki. Za nimi poszli koledzy, wynik brzmiał 8:10, 10:14, 12:18, a kiedy krakowianie zbliżyli się na 17:21 – Łukasz znowu „zamiótł” lewą reką, dołożył asa (18:24), a na finał wypuścił krótką (19:25).
W trzeciej odsłonie przyjezdni dalej robili swoje, a przy stanie 8:12 na parkiecie było już tylko dwóch akademików z wyjściowego składu. Dublerzy podjęli walkę (10:13, 12:14), lecz Iglewski – wspierany na lewej flance przez Łukasza Murdzię i Damiana Dobosza – nie pozwolił na stałe zmniejszyć różnicy (12:16, 13:19, 15:19). Raz przyłożył tak mocno po bloku, że piłka poleciała do sufitu (16:21), za chwilę załatwił setbola (19:24), lecz po krótkiej Tomasza Obuchowicza dwukrotnie się pomylił (22:24). Wątpliwości rozwiał jednak Dobosz.

– Nie wiem, czemu nie udało się wygrać z nimi w czasie, kiedy mieli tylko 35 procent skuteczności w ataku? Chyba dlatego, że są dużo bardziej doświadczeni – zastanawiał się Kosiek. Atutem „Agiehowców” była natomiast umiejętność podnoszenia się z głębokich depresji, w czym pomagał im nieschematycznymi środkami perswazji Kasza („Musiałem wreszcie użyć wulgarnych słów, aby nimi potrząsnąć”).
Odrodzenie po fatalnym okresie w 2. i 3. partii następowało zarówno indywidualnie (choćby Kuby i Konrada Muchy, ale nie tylko), jak zespołowo. Wprawdzie na wstępie czwartej odsłony Adam Szałański szukał uparcie Patryka Łaby, z pozytywnym cyfrowym efektem – 3:0, 4:1, 6:2, 7:5, lecz błędy gospodarzy i ścięcia Iglewskiego z Doboszem odwróciły zapis – 7:10, 9:12 – więc wydawało się, że dobrze zorganizowana drużyna gości niedługo zaksięguje trzy punkty. Postawił im weto Łaba – „czapował”, zbijał, a potem w ferworze walki trącił dłonią antenkę, co – na ogół dzisiaj precyzyjni – sędziowie zinterpretowali jako uderzenie w nią piłką przez Murdzię.
13:13 i tak zaczął się najbardziej frapujący fragment spotkania, bo miejscowi najpierw stoczyli strasznie twardy bój z wściekłymi wrześnianami (14:13, 14:15, 16:15, 17:16, 17:18), a kiedy wyszli na dwupunktowe prowadzenie (błąd wyraźnie zmęczonego Iglewskiego, dobitka Akali i 20:18) – utrzymali je chłodną wymianą punktów – 21:19, 22:21, 23:21, 23:22, 25:22.
Z jeszcze jednego powodu to spotkanie było niecodzienne: zdobycze zaliczyła cała – poza libero – jedenastka krakowian (można je porównać pod tekstem). Jednak na finiszu czwartego seta, a przede wszystkim od stanu 8:10 w tie-breaku do statystyk wpisywali się tylko Dzierwa i Łaba. Ten pierwszy na 9:10 i 14:11 (as), drugi od 9:10 do 12:10 i na 13:11, w ostatniej akcji zaś Iglewski przyłożył w taśmę. 15:12.

– Jadąc tutaj, powiedzieliśmy sobie, że dzisiaj zamkniemy temat naszej gry w play off – opowiada Marek Jankowiak, ostatnio wystawiający do składu na libero Mateusza Iglewskiego zamiast Michała Dębca, któremu dolega kolano, co skutkuje gorszą dyspozycją. – Mecz nie wyszedł tak jak chcieliśmy, nie pierwszy raz zdarzają się nam potężne przestoje, ale liczę, że ósemkę mamy zagwarantowaną – podsumowuje szkoleniowiec wrześnian, mających na trzy kolejki przed końcem osiem „oczek” przewagi nad 9. miejscem.
Ich sponsor, Krispol produkuje bramy garażowe i taka brama do ósemki zamykała się w sobotni wieczór przed akademikami, jednak zdołali na powrót ją uchylić. Zajmują 10. lokatę; w zanadrzu, 22 lutego, mają jeszcze spotkanie z Kęczaninem w Kętach (tak jak do Pekpolu tracą do niego 4 pkt) i z TKS Tychy w Krakowie (8.2), ale wiele będzie zależeć od konfrontacji w Suwałkach, w najbliższą środę, o której napiszemy wkrótce.
PAWEŁ FLESZAR

AGH 100RK AZS Kraków – KRISPOL Września 3:2 (25:12, 19:25, 22:25, 25:22, 15:12)
Sędziowali: Ireneusz Wolszczyniak i Grzegorz Kaczmarczyk (Częstochowa). Widzów: 220.
AGH: Kosiek 2 pkt, Galiński 8, Akala 9, Dzierwa 15, Łaba 25, Mucha 6 oraz Dembiec (l), Ferek 1, Szałański 2, Szumielewicz 2, Smolarczyk 1, Obuchowicz 3. Trener: Wojciech Kasza.
KRISPOL: Jurkojć 5, Murdzia 8, Chwastyniak 7, Marcin Iglewski 21, Dobosz 13, Bielicki 9 oraz Mateusz Iglewski (l), Gajowczyk 2, Kempiński, Rohnka, Narowski. Trener: Marek Jankowiak.

Komentowanie zablokowane.