Być liderem

Nostalgia za peerelem jest klinicznym przypadkiem masochizmu, ale do paru rzeczy trudno nie wracać pamięcią. Choćby kolarskiego Wyścigu Pokoju, nieodparcie kojarzącego się z rozbuchaną w maju wiosną, fanfarami muzycznego sygnału przywołującego do odbiornika, relacjami z helikoptera. I pięciokrotnym zwycięzcą imprezy, Ryszardem Szurkowskim – „cudownym dzieckiem dwóch pedałów”.

Miał go tak nazwać w momencie szczególnej ekscytacji legendarny sprawozdawca radiowo-telewizyjny, Bogdan Tomaszewski (można o nim więcej przeczytać TUTAJ). W rankingu lapsusów komentatorskich ten tekst nie jest jednak faworytem, konkurencję ma olbrzymią, choćby: „Szewińska nie jest już tak świeża w kroku jak dawniej„, „Henryk Wardach to stary wyjadacz parkietów„, „Swietłana Fomina jest bardzo doświadczona i dużo daje„, „Wszystko w rękach konia„, „Ten rok był pełen wyrzeczeń dla Renaty Mauer… w kwietniu wyszła za mąż„.
Za to jego bohater to bezapelacyjnie najlepszy polski kolarz w historii, trzykrotny mistrz świata i dwukrotny wicemistrz olimpijski, dominator polskich szos lat 70.
Miał tylko tego samego pecha, co fantastyczni polscy piłkarze tamtego okresu, czy nieco wcześniejsi bokserzy. System komunistyczny zazdrośnie strzegł ich talentów, nie mogli spróbować się w sporcie zawodowym (czy zachodnioeuropejskiej piłce), zyskując światowy rozgłos i dolarowe majątki.

O tym, co Szurkowski mógłby zdziałać w zawodowym peletonie świadczy jeden z jego nielicznych startów w wyścigu „open”: Paryż – Nicea. Na sześciu etapach plasował się w pierwszej dziesiątce wśród „profi”, raz był drugi, a na finiszu minimalnie wyprzedził go jedynie rowerowy geniusz, Eddy Merckx, pięciokrotny triumfator Tour de France i Giro d’Italia, czterokrotny mistrz świata, zwycięzca 525 z 1800 wyścigów w jakich wystartował.
Inną legitymacją Szurkowskiego są ciekawe zawodowe kariery kolarzy, których „zgrzał” w ich amatorskich czasach.

Człowiek, który tak cenił prywatność, że na ulicy na pytanie: „Przepraszam, czy to pan Szurkowski„, na ogół odpowiadał: „Nie„, w biograficznej książce zawarł nie tylko opisy rywalizacji, ale i sporo faktów z życia. W 1979 r. pomógł mu ją napisać doskonały dziennikarz Krzysztof Wyrzykowski, jednak drukiem, pt. „Być liderem”, ukazała się dopiero cztery lata później. PRL…
Jest tutaj kurz ulicy w ustach, deszcz i spiekota. Opowieści zza kulis – o taktyce kolarskiego peletonu; doraźnych sojuszach, cichych układach, poważnych przymierzach, „spółdzielniach”. Trochę anegdot. W Barcelonie, gdzie Szurkowski zdobył dubeltowe złoto mistrzostw świata, na kolację zaprosił go – i innego rodzimego giganta, Stanisława Szozdę – Eddy Merckx. Polacy zamówili „to samo co gospodarz”, dostali talerze owoców morza, na których połowa zawartości jeszcze się ruszała, a później kelner ich ignorował, bo uznał, że nie są głodni, skoro oddali prawie nietknięte przysmaki.

Jest tu trochę fragmentów niedopowiedzianych (jak to z tym dopingiem bywało…), ale i sporo podanych bez owijania w bawełnę. O tym, jak dopiero w wieku 28 lat zdawał maturę, o szorstkiej przyjaźni z Szozdą – plotkowano o konflikcie między nimi, ale też pomagali sobie przy najcenniejszych zwycięstwach, jest smutne wspomnienie współtwórcy sukcesów polskich cyklistów – trenera Henryka Łasaka – który zginął tragicznie w drodze z Krakowa do Zakopanego, na niesławnym „zakręcie śmierci” w Skomielnej Białej.

Ale jest również historia na wskroś optymistyczna: o kolarskim samouku i jego trudnej edukacji (nawet jak za zaoszczędzone pieniądze kupił sobie quasi-wyścigowy rower, to nie potrafił napompować opon, bo nie wiedział co to wentyle…). Chłopcu, który jeździł całymi dniami, bo to uwielbiał, ale do pierwszego w życiu klubu trafił dopiero jako dorosły, służąc w wojsku. Chłopcu coraz częściej ścigającemu się z wyczynowcami, przewracającemu się na każdym zakręcie (sugestywnie opowiada, jak leżał z głową wbitą w miękkie pobocze, a po nogach na jezdni przejeżdżali rywale), ale zawsze wsiadającemu z powrotem na rower, by gonić stawkę. Chłopcu, który poza samozaparciem miał tak ogromny talent, że w ciągu kilku lat tę stawkę przegonił – najpierw w Polsce, potem na świecie. I nigdy nie zapomniał pierwszego w życiu zwycięstwa, za które dostał dorodne, pachnące jabłko.
PAWEŁ FLESZAR

Ryszard Szurkowski, Krzysztof Wyrzykowski, „Być liderem”. Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1983

Skomentuj