Charakter ostatniej minuty

– Więcej niż trzy punkty i tak by nam nie dali – cieszył się trener Wisły, Michał Probierz z niewysokiego zwycięstwa przy Reymonta z GKS Bełchatów. Krakowianie musieli ciężko walczyć o 2:1, a poza skutecznością brakowało im równej dyspozycji przez całe spotkanie.

Tuż po pierwszym gwizdku ciepło wspominany i tak samo przyjęty na krakowskim stadionie Kamil Kosowski przeprowadził rajd lewą stronę – rwany, ale nagrodzony rzutem rożnym. „Kosa” pecyzyjnie zacentrował z rogu, Maciej Szmatiuk, stojąc bokiem do bramki siedem metrów od niej, kopnął z woleja stosunkowo lekko, ale trafił tuż przy słupku. W 1. minucie było 0:1, a po trzech następnych mogło być 0:2 – Miroslav Bożok przeszedł pasem środkowym, podał na lewo do Tomasza Wróbla, a ten po krótkim biegu z 25 metrów przyłożył w poprzeczkę. – Co można było zrobić w tamtym momencie? Wziąć się w garść i powtarzać, że przecież zostało prawie 90 minut na odrobienie strat – zwierzał się po meczu Łukasz Garguła. – I tak się stało!

Już w ósmej minucie Ivica Iliev zakręcił Alanem Stulinem, ten go podciął, a sędzia podyktował karnego. Maor Melikson zwiódł bramkarza gwałtownym zatrzymaniem przy rozbiegu, a kiedy ten już leżał spokojnie posłał futbolówkę w lewy róg. W wielu innych sytuacjach to jednak Adam Stachowiak był górą, broniąc cztery strzały najlepszego na boisku Izraelczyka i po jednym Arkadiusza Głowackiego (główką pod porzeczkę) oraz Romella Quioto (z sześciu metrów, po dośrodkowaniu Meliksona), dla którego był to pierwszy kontakt z piłką po wejściu. Gospodarze reklamowali też dwa rzuty karne; pierwszego po bardzo podobnym faulu Stulina na Ilievie (Serb był tak ekspresyjny w protestach, że dostał żółtą kartkę), a drugiego – mniej ewidentnego – w drugiej połowie, po centrze Genkova i domniemanej ręce.

Bełchatowianie zresztą nie ukontentowali się początkowym powodzeniem, bo kilka razy groźnie kontrowali, najbardziej obiecująco wyglądał rajd w 56. minucie Mateusza Maka, który przebiegł kilkadziesiąt metrów, od lewej flanki ?złamał? akcję do środka, uderzył po ziemi, a piłka po rykoszecie spadła na poprzeczkę. – Wiele negatywnych wydarzeń dotykało nasz klub w przerwie letniej, ale pracowaliśmy solidnie i dzisiaj przyjechaliśmy tu, żeby coś zdobyć – przekonywał później szkoleniowiec GKS, Kamil Kiereś, nawiązując do wycofania się głównego sponsora, PGE. – Teraz jesteśmy wściekli i załamani; nie obchodzi nas, że przegraliśmy na Wiśle – wracamy bez punktów, choć mogliśmy mieć przynajmniej jeden.

Miał rację o tyle, że w kilku innych sytuacjach miejscowi strzelali niecelnie, a okresami nie byli także w stanie forsować tempa. Wreszcie, w ostatniej minucie (a właściwie w doliczonym czasie, w zamian za przerwę na uzupełnienie płynów) arbiter po faulu podyktował rzut wolny w odległości 20 metrów od bramki Stachowiaka. Melikson podbiegł do piłki dynamicznie jak do potężnego uderzenia i… posłał w „szesnastkę” miękką wrzutkę, wprost na nogę Genkowa, który z dziesięciu metrów, z powietrza, trafił do siatki. – Uff, ale emocje! Świetna atmosfera stworzona przez kibiców, zwycięstwo w takich okolicznościach; nie mogłem mieć lepszego debiutu w polskiej ekstraklasie – mówił uradowany duński defensor „Białej Gwiazdy”, Jan Frederiksen.
Zadowolenie z rezultatu wyraźnie wpłynęło na oceny Probierza, który bardzo chwalił wiślaków, narzekając tylko na skuteczność. Jedna z kwestii jest za to ewidentna. – Moja drużyna pokazała charakter, którego brakowało jej czasami w ubiegłym sezonie, kiedy nie potrafiła odwrócić losów po początkowym niepowodzeniu. Teraz jest w stanie narzucić swoje warunki, walczyć i wierzyć do samego końca – puentował trener krakowian.
PAWEŁ FLESZAR

WISŁA Kraków – GKS Bełchatów 2:1 (1:1)
Bramki: Melikson 8 k, Genkow 90 – Szmatiuk 1. Sędziował: Robert Małek (Zabrze). Żółte kartki: Iliev, Głowacki – Wacławczyk, Szmatiuk, González, Buzała. Widzów: 15 047.
WISŁA: Pareiko – Jaliens, Głowacki, Bunoza, Frederiksen – Iliev, Garguła (86. Boguski), Wilk (72. Sobolewski), Melikson – Sikorski (60. Quioto), Genkow. Trener: Michał Probierz.
GKS: Stachowiak – González, Szmatiuk, Wilusz, Stulin (46. Sawala) – Baran (90. Giel), Wacławczyk, Bożok – Wróbel, Kosowski (42. Mak) – Buzała. Trener: Kamil Kiereś.

Pozostałe wyniki i tabelę T-Mobile Ekstraklasy można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.