Chować piłkę, Kuba idzie

W atmosferze oddającej walkę o życie, przy największej widowni w sezonie, koszykarze Wisły Kraków utrzymali się w II lidze, pokonując Politechnikę Częstochowa, 66:46.

Nerwy paraliżowały od początku obie drużyny; zdarzały się niewykorzystane w komplecie osobiste, po dwie straty w jednej akcji (w obie strony), kroki, przejścia linii, a przede wszystkim – mnóstwo pudeł. W efekcie swoistej mimikry ręce trzęsły się nawet niektórym widzom.
Po upływie 7,5 minuty było zaledwie 4:5, odrobinę więcej opanowania wykazywali goście, dzięki czemu wyszli na 4:9. Wspierała ich liczna i bardzo głośna grupa kibiców, między nimi Urszula Jędrys-Szynkiel, żona prowadzącego Politechnikę Dariusza Szynkiela. W połowie lat 90. XX wieku, jako młodziutka, ale efektowna środkowa Kolejarza Katowice, po błyskawicznym rozbiegu wbijała tu piłkę z krótkiej w drugi metr. Odwiedzała tę halę również w następnej dekadzie, będąc siatkarką Dalinu Myślenice. Na ogół przy Reymonta zwyciężała, ale dzisiaj przyszło jej po meczu pocieszać męża, dla którego była to trzecia kolejna porażka w tym miejscu, skutkująca degradacją.

Stało się tak, bo gospodarze zdołali nieco powściągnąć emocje. Najpierw Wojciech Gorgoń wykorzystał wszystkie trzy wolne, ustalając wynik pierwszej kwarty na 7:9, a po dwuminutowej pauzie poszedł jego śladem Jakub Natkaniec (10:9). Bardzo pożyteczni byli rzadziej zwykle występujący Dawid Cepuchowicz, a przede wszystkim – Maciej Gębala. Przytomna dobitka z powietrza, potem lay up na lewą rękę i 2+1, dające prowadzenie 26:19. Do tego zaliczył parę zbiórek, a trzecie swoje przewinienie złapał na nim już w 20. minucie najlepszy „wysoki” przyjezdnych, Przemysław Łaszewski.
– Początek tak wyglądał ze względu na stres, ale też dlatego, że wszyscy postawili na obronę – analizuje Jakub Żaczek, który zaliczył dzisiaj double-double, a w tamtym okresie trafił za trzy z pozycji „zero”. – Cieszę się, że przez cały czas nie brakowało mobilizacji, bo gdy przed tygodniem jechaliśmy do Częstochowy, to chyba już za bardzo myśleliśmy o świętowaniu utrzymania, jakby samo się miało tam wygrać. Kiedy poczułem się pewny powodzenia? Po końcowym gwizdku. Kilka razy w tym sezonie wydawało się, że mamy zwycięstwo, a okazywało się inaczej. Spotkania z Dąbrową Górniczą? To bardzo dobry przykład…

Przypomnieniem dla wiślaków, jak łatwo mogą się wywrócić na prostej drodze, była finalna sekwencja I połowy, gdy bodaj pięciokrotnie ponawiali atak, m.in. „Żaku” uratował piłkę nurkując, tymczasem przeciwnicy zebrali raz, wyrzucili jak na uwolnienie i zdobyli punkty po dwutakcie, równo z syreną (26:21). A po przerwie Tomasz Nogalski i Mateusz Gazarkiewicz zredukowali przewagę do 27:26 i 29:28.
Gospodarze popełnili wówczas cztery straty, jednak wreszcie Piotr Łucka z Natkańcem wcelowali zza łuku, przytomnością wykazali się Gorgoń i Żaczek, co pozwoliło im oderwać się na 34:28 i 39:32, a zejść po trzeciej części z rezultatem 44:35.
Każdy z krakowian miał wkład w dzisiejszy sukces. Cichym bohaterem był Gębala, każdym pojawieniem się na placu dający swojej ekipie coś dobrego. A głośnym – Kamil Czajkowski, który bijąc się zawzięcie uzbierał double-double. Kiedy zaś na początku czwartej odsłony rywale ustawili strefę 3-2, zaaplikował im dwie „trójki” z narożnika, więc musieli ją czym prędzej zwijać, a na tablicy świeciło się 52:39.
Kontry Łucki i Gębali (jedną uwieńczył sam, w innej sprytnie rozprowadził Żaczka) powiększyły różnicę aż do 64:42, jednak o braku wiary częstochowian w odmianę losu i możliwości ku temu można było wnioskować już kilka minut wcześniej, gdy Nogalski zaliczył „niedolota”, mierząc z odległości 6,75 m (zresztą nie wcelowali stąd dzisiaj ani razu na 17 prób).

Wyjątkową postacią dzisiaj, tak jak w całych rozgrywkach, był w teamie „Białej Gwiazdy” Kuba Żaczek. W tym sezonie spędził na parkiecie blisko 900 minut, prawie o 1/3 więcej niż kolejny w tym zestawieniu kolega. W niedzielny wieczór, póki trener Piotr Piecuch nie uznał, że rozstrzygnięcie zapadło, odpoczywał tylko przez 74 sekundy.
Jak trzeba, to trzeba – kwituje pytanie, czy ma zapasowe nogi. Letnie przygotowania zaczynał przy niepełnych obciążeniach, ze względu na przebyte nieco wcześniej operacje kolan. W ostatnich tygodniach był już tak przemęczony, że szkoleniowiec zmniejszył mu obciążenia treningowe. Kuba wytrzymał do końca. Jedna z akcji w czwartej kwarcie pokazała, ile warta jest sama jego obecność: przeciwnik, pod presją jego wyciągniętych rąk, zamiast rzucić sprzed „dziury” – starał się zrobić to z drugiej strony. W konsekwencji uderzył o obręcz od dołu, a Jakub wyłapał „gałę”.
Jako jedyny z wiślaków ma w tym sezonie dwucyfrową średnią punktową, do tego zanotował łącznie ponad dwieście zbiórek. Szczególnie wyróżnia się jednak w innym elemencie – w rankingu sumy bloków zajmuje piąte miejsce wśród 568 sklasyfikowanych polskich II-ligowców. A biorąc pod uwagę jego aktywność na „deskach” i ilość przechwytów (tu też przewodzi drużynie) – lepiej nie bawić się przy nim piłką. – Skąd tyle bloków? Nie wiem, po prostu tak wychodzi – wzrusza ramionami. – Na pewno nie da się tego wyćwiczyć, nie mam też jakichś szczególnych predyspozycji fizycznych. Instynkt? Tak, to może być coś w tym rodzaju.

Utrzymanie Wisły jest tym cenniejsze, że poza gnębiącymi ją w tych rozgrywkach kontuzjami (na dwie ostatnie konfrontacje wypadł jeden ze „starterów”, Michał Chrabota), w ostatnich latach skład został bardzo osłabiony. Kilku starszych koszykarzy poświęciło się pracy zawodowej i/lub życiu prywatnemu, trzech młodszych poszło do I ligi (Jakub Krawczyk i Rafał Zgłobicki do AGH Kraków, a Sebastian Dąbek do Astorii Bydgoszcz).
Jest to pułap, na który bez zadzierania głowy może patrzeć także Żaczek. – Teraz nadszedł czas, żeby o tym pomyśleć. Liczę, że w przyszłym sezonie będą w Krakowie dwa kluby I-ligowe: AGH i R8 Politechnika. Nie wiem jednak, czy udałoby się tam trafić, może trzeba będzie ruszyć gdzieś dalej – zastanawia się. Ewentualny wyjazd „w Polskę” będzie dla niego tym łatwiejszy, że choć ma dopiero 21 lat, to wcześniej zaczął edukację i niedługo będzie bronił pracy licencjackiej na kierunku Informatyka i Ekonometria Akademii Górniczo-Hutniczej.
PAWEŁ FLESZAR

WISŁA Kraków – POLITECHNIKA Częstochowa 66:46 (7:9, 19:12, 18:14, 22:11)
Sędziowali: Maciej Guzik i Michał Cieśla. Widzów: 280.
WISŁA: Żaczek 13 (1×3, 10 zb., 3 bl.), Gębala 9 (10 zb.), Łucka 7 (1×3, 4 zb., 2 prz.), Wojciechowski 3 (6 zb.), Siwak 2 (4 as., 2 prz.) oraz Czajkowski 12 (2×3, 10 zb., 3 prz., 2 bl.), Natkaniec 11 (2×3), Gorgoń 9, Cepuchowicz, Rachelski, Miszkurka. Trener: Piotr Piecuch.
POLITECHNIKA: Nogalski 12 (6 zb., 2 prz.), Łaszewski 6 (8 zb.), Gazarkiewicz 8 (9 zb.), Orlikowski 4, Fomiczow 2 oraz Wydra 7 (4 zb.), Mysłek 3, Szulc 2, Szlufik 2, Majcherek, Guidon. Trener: Dariusz Szynkiel.

Komentowanie zablokowane.