Chwyt wysoki, chwyt niski

Licznik ekstraklasowych meczów bez porażki zatrzymał się dla piłkarzy Cracovii na dziewiątce, po tym jak dzisiaj zaskakująco ulegli na własnym stadionie Zagłębiu Lubin, 1:2.

Zwiastunem takiego rozstrzygnięcia była już pierwsza połowa, kiedy ściśle krytym gospodarzom nie wychodziła gra wieloma podaniami na niewielkim obszarze. A jeśli kamera dobrze zarejestrowała kilka ich kontrataków, to trener Jacek Zieliński będzie mógł im dobitnie i na przykładach wytłumaczyć, jak nie należy rozwiązywać takich sytuacji. Na dodatek chwilami niezbyt zdecydowanie interweniowali w defensywie, przez co to rywale łatwiej przedostawali się pod ich bramkę (choć z takim samym, bliskim zeru, efektem).
– Nie mam do nich pretensji o zaangażowanie, ale o to, że brakowało dokładnego podania, strzału, chłodnej głowy – ocenia opiekun „Pasów”.
Ostrzeżenie przyszło w 42. minucie, kiedy po rajdzie Filipa Starzyńskiego lewym skrzydłem, Łukasz Janoszka na środku przedłużył podanie na wolne pole, ale Krzysztof Piątek musiał gonić je wślizgiem, więc strzelił nieprecyzyjnie. Wkrótce jednak Adrian Rakowski wrzucił piłkę w „szesnastkę”, obrońcy pozwolili Piątkowi ją przyjąć i obrócić się, aż Piotr Polczak go podciął. Starzyński kopnął z karnego mocno i po ziemi, w inny róg, niż rzucił się Grzegorz Sandomierski.

Po przerwie Boubacar Dialiba zmienił bezproduktywnego dzisiaj Marcina Budzińskiego i rozruszał nieco atak. Wreszcie sprint wzdłuż linii pola karnego uwieńczył mierzonym uderzeniem lewą nogą tuż przy słupku.
Wydawało się, że wyrównanie będzie tylko wstępem do szturmu krakowian po 3 punkty, ale sprawy nie ułożyły się po ich myśli. – W pierwszej połowie zaczęliśmy wysokim kryciem, a w drugiej, korzystając z tego, że boisko się zepsuło, zeszliśmy do niskiego pressingu – wyjaśnia swoją taktykę szkoleniowiec gości, Piotr Stokowiec. – Rzadko nie mieliśmy kontroli nad meczem.
Cracovia, uchwycona teraz nisko, próbowała sforsować zasieki Zagłębia dośrodkowaniami, ale były one lekkie i czytelne – mogły przynieść skutek tylko, gdy pomylili się obrońcy, czyli rzadko. Jeśli już tak się zdarzyło, to okazje miał Erik Jendrisek, jednak z bliska strzelił w bramkarza, a w innych przypadkach przeszkodzili mu obrońcy. Poza tym pudłowali w dobrych pozycjach Jakub Wójcicki (z 8 metrów z boku bramki) i Dariusz Zjawiński (głową, nieznacznie obok „spojenia”).

Miejscowym nie ułatwiał zadania fakt, że od 63. minuty znowu prowadzili lubinianie. Defensorzy nie niepokoili Janoszki, więc z 18 metrów uderzył lewą nogą przy bliższym słupku, pod dłonią Sandomierskiego. Pół godziny później okazało się, że był to gol zwycięski, przełamujący serię 9 spotkań „Craxy” bez przegranej. I może w tej chwili niepowodzenie nie skomplikowało jeszcze jej sytuacji w tabeli, ale może odbić się dłuższej perspektywie, bo czeka ją bardzo trudna seria: dwóch wyjazdów – do Chorzowa i Poznania – oraz konfrontacja u siebie z Legią Warszawa, 12 marca.
– Przykra porażka – kwituje Zielińśki. – Czy zasłużyliśmy na nią, to mało ważne, bo liczą się elementy wymierne. Uważam, że nie graliśmy dużo inaczej, niż wcześniej, po prostu to Zagłębie było lepsze w defensywie. O co miałem pretensje do sędziego? W grzecznych słowach zwróciłem mu uwagę, że był dzisiaj niekonsekwentny i takie same sytuacje interpretował różnie.
PAWEŁ FLESZAR

CRACOVIA – ZAGŁĘBIE Lubin 1:2 (0:1)
Bramki: Dialiba 54 – Starzyński 45 k, Janoszka 63. Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa). Żółte kartki: Kapustka, Deleu, Zjawiński – Todorovski, Tosik, Woźniak, Kubicki. Widzów: 8605.
CRACOVIA: Sandomierski – Deleu, Wołąkiewicz, Polczak, Zejdler – D. Dąbrowski, Cetnarski – Wójcicki (73. Karaczanakow), Budziński (46. Diabang), Kapustka (72. Zjawiński), Jendrisek. Trener: Jacek Zieliński.
ZAGŁĘBIE: Polacek – Todorovski, Guldan, M. Dąbrowski, Tosik – Kubicki – Janoszka (75. Janus), Rakowski (59. Ł. Piątek), Woźniak – Starzyński – K. Piątek (85. Papadopulos). Trener: Piotr Stokowiec.

Pozostałe wyniki i tabelę piłkarskiej ekstraklasy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.