Ciasto po kielecku

Realizacja przepisu na sukces na stadionie aktualnego mistrza Polski wymaga nieco zachodu, ale może przynieść apetyczne efekty. Należy wziąć dwie porcje umiejętności czysto piłkarskich (połowę może skumulować jeden zawodnik, np. ktoś w rodzaju Pawła Sobolewskiego). Do tego pięć porcji determinacji, przyprawionej sowicie ostrymi wejściami. Trzy porcje korzystnych decyzji arbitra (tutaj jakość produktu nie jest gwarantowana, ale biorąc pod uwagę ogólny poziom sędziowania w Polsce – istnieje duże prawdopodobieństwo, że będzie się mylił, a w tym 50% szans, że będzie się mylił na rzecz twojej drużyny, chętniej pokazując kartki przeciwnikowi).
Dwie porcje sprytu i dwie cwaniactwa, z czego jedną dobrze jest zastąpić bezczelnością (przydającą się choćby do gry na czas w końcówce). Dobrze zmiksować i włożyć do rozgrzanego piekarnika (nie mylić z temperaturą powietrza w porze rozgrywania meczu, bo ta im mniejsza – tym lepiej).

Po 90 minutach ciasto powinno już być gotowe, a nadzorujący całość kucharz, może z dumą oznajmić: – Przyjechaliśmy tu grac o całą pulę: jak się walczy, to się zyskuje.
Satysfakcja szkoleniowca Korony Kielce, Leszka Ojrzyńskiego była w pełni uzasadniona. Jego podopieczni – po akcji Sobolewskiego, który wymienił „klepkę” przed polem karnym, wbiegł w nie i strzelił po ziemi do siatki – pokonali w Krakowie Wisłę, 1:0.
 Ta po raz trzeci w lutym kończyła spotkanie w osłabieniu, a po raz drugi wyleciał z boiska Michał Czekaj, dostając drugie „żółtko” w 49. minucie. – Nie sądzę, że to ułatwiło nam zadanie – mówił szkoleniowiec przyjezdnych. – Nawet w przerwie uczulałem chłopaków, że jeśli się zdarzy coś takiego, to nie mogą poluzować, bo Wisła to klasowa drużyna i w takich sytuacjach potrafi sobie radzić.

Dzisiaj osłabienie o tyle nie zaszkodziło miejscowym, że secydującej o zapłonie iskry brakowało im w trakcie całej konfrontacji. – Staraliśmy się grać piłką i przez większość czasu była ona przy naszych nogach – przekonywał później ich kapitan, Cezary Wilk. – Z perspektywy boiska wyglądało, że kontrolujemy przebieg wydarzeń; do 30.-20. metra przed bramką przeciwników wszystko było w porządku, ale ostatecznie brakło okazji strzeleckich.
Po obu stronach było parę strzałów niecelnych, zblokowanych, słabych. Dwa z nich wyłapał Siergiej Pareiko. Poza golem Sobolewskiego, najlepsze sposobności miał Dudu Biton, jednak jego główkę z 5 metrów w 64. minucie oraz uderzenie z wolnego z 18 metrów dziewiętnaście minut później – odbił ładnymi paradami Zbigniew Małkowski.

To był drugi z rzędu mecz, w którym Wisła nie wykorzystała potknięć zespołów z czołówki T-Mobile Ekstraklasy, ale obrona mistrzostwa staje się iluzoryczna nie tylko ze względu na nie malejące straty punktowe… – Nie znajduję słów, jakimi mógłbym wyrazić swoje rozczarowanie – zwierzał się trener Białej Gwiazdy, Kazimierz Moskal. – Dzisiaj straciliśmy więcej niż trzy punkty. Nie szukam usprawiedliwień, nie chcę słuchać o zmęczeniu po Lidze Europy – nie ma takiego wytłumaczenia. Ciągle jednak wierzę w swój zespół, wierzę, że zacznie zwyciężać.
PAWEŁ FLESZAR

WISŁA Kraków – KORONA Kielce 0:1 (0:0)
Bramka: Paweł Sobolewski 59. Sędziował: Szymon Marciniak (Płock). Żółte kartki: Wilk, Czekaj, Jovanović – Korzym, Malarczyk, Lisowski. Czerwona: Czekaj (49., druga żółta). Widzów: 13 550.
WISŁA: Pareiko – M. Jovanović (70 Genkow), Jaliens, Czekaj, Lamey – Wilk, Jirsak (82 Nunez) – Melikson, Garguła, Kirm (52 Bunoza) – Biton. Trener: Kazimierz Moskal.
KORONA: Małkowski – Golański, Malarczyk, Stano, Lisowski – Kiełb (69 Lech), Vuković, V. Jovanović, Sobolewski – Korzym (79 Gołębiewski), Jamróz (46 Kuzera). Trener: Leszek Ojrzyński.

Pozostałe wyniki i tabelę T-Mobile Ekstraklasy można znaleźć TUTAJ

Skomentuj