Cierpliwość jest blisko cierpienia

Zważywszy okoliczności, porażki piłkarzy Wisły Kraków z Legią Warszawa, 0:2, można się było spodziewać, ale po meczu okazała się niezasłużona.

Zmiana szkoleniowca, kiepska passa w lidze, przegrane dotkliwe i prestiżowe, bardzo poważne osłabienia personalne. To mocne powody, żeby przed wizytą wicelidera punkty spisać na straty. Na spotkanie z Legią nie mógł wyjść kontuzjowany Paweł Brożek, przez co zabrakło w ogóle wysuniętego napastnika (Maciej Jankowski, mimo chęci, nie jest stworzony do tej roli). Problemy zdrowotne wykluczyły też Łukasza Burligę, a za czerwoną kartkę pauzował Maciej Sadlok, więc na lewej obronie musiał wystąpić pomocnik Tomasz Cywka. Poza rezerwowym bramkarzem, Michałem Miśkiewiczem na ławce usiedli sami nastolatkowie, a jeden szybko musiał się z niej podnieść, gdyż urazu doznał Boban Jović. Zastępujący go przez 70 minut Jakub Bartosz bez kompleksów włączał się do akcji ofensywnych, zasłużył na pozytywne recenzje, choć trener się przed nimi powstrzymał. – To młody zawodnik, więc nie ocenię go publicznie, bo mi na nim zależy – przewrotnie mówi Marcin Broniszewski.

Jego podopieczni od pierwszego gwizdka mieli inicjatywę, choć tworzyli każdorazowo po pół okazji (Rafael Crivellaro, który ostatnio w podstawowym składzie wystąpił jeszcze w najbardziej upalne dni lata, Jankowski, przewrotka Wilde-Donalda Guerriera).
Po upływie pół godziny pierwszą konkretną akcję skonstruowali goście, ale dryblujący od lewej strony do środka Ondrej Duda kopnął obok słupka. Później jeszcze dwukrotnie pudłowali jego koledzy, raz wiślacy, aż tuż przed przerwą Tomasz Brzyski przymierzył z wolnego, ale Radosław Cierzniak obronił paradą.
Prowadzący stołeczny zespół, Stanisław Czerczesow nie owija w bawełnę. – Gra od początku nam się nie układała. Więcej tu było walki, niż sztuki piłkarskiej – analizuje. – Zostaliśmy nagrodzeni za to, że wykazaliśmy się cierpliwością.
Ta ostatnia kwestia po rosyjsku, fonetycznie brzmiała: „my datierpieli da kanca„, co tłumacz przełożył najpierw (później się poprawił): „docierpieliśmy do końca„. Klasyczny freudowski błąd, bo właśnie słowo cierpienie najlepiej opisywało postawę faworyzowanych gości. Pierwszy jakikolwiek strzał w drugiej połowie oddali oni dopiero w 76. minucie, a kontry często marnowali już w zalążku, niecelnym podaniem.
Krakowianie kontrolowali sytuację w środku pola, w razie konieczności reagowała obrona dowodzona przez Arkadiusza Głowackiego, zaliczającego występ nr 400 w barwach „Białej Gwiazdy”. Nie mieli może „setek”, ale czynili sporo zamieszania przed bramką przyjezdnych, wyjaśnianego najczęściej przez Duszana Kuciaka. Odbił on m.in. uderzenie Krzysztofa Mączyńskiego i złapał kolejną przewrotkę – Rafała Boguskiego.

W 85. minucie kopnął (trudno stwierdzić, czy próbował zdobyć gola czy podawać) Arkadiusz Piech, piłka po rykoszecie trafiła pod nogi Nemanji Nikolicia, który z bliska trafił do siatki – już po raz dwudziesty w tym sezonie. W finale zagotowało się na przedpolu u Kuciaka, który wprawdzie zrazu minął się z futbolówką, ale szybko naprawił swój błąd. Złapał ją i wybił do partnerów, a Nikolić i Aleksandar Prijović od połowy biegli samotnie na Cierzniaka. Pokonał go ten drugi.
Jeśli można mówić dużymi literami, to tak właśnie zrobił na konferencji prasowej Broniszewski: – Na pewno się nie poddamy! Na pewno ta drużyna będzie walczyła z takim poświęceniem jak dzisiaj, albo i większym!
PAWEŁ FLESZAR

WISŁA Kraków – LEGIA Warszawa 0:2 (0:0)
Bramki: Nikolić 85, Prijović 90. Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork). Żółte kartki: Guerrier – Brzyski, Pazdan. Widzów: 20 100.
WISŁA: Cierzniak – Jović (20. Bartosz), Głowacki, Guzmics, Cywka – Mączyński, Uryga – Boguski, Crivellaro, Guerrier (87. Marszalik) – Jankowski. Trener: Marcin Broniszewski.
LEGIA: Kuciak – Bereszyński, Lewczuk, Pazdan, Brzyski – Vranjes (77. Piech), Jodłowiec – Duda (58. Guilherme), Trickovski, Kucharczyk (82. Prijović) – Nikolić. Trener: Stanisław Czerczesow.

Pozostałe wyniki i tabelę piłkarskiej ekstraklasy można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.