Córka odchowana, dom stoi, dzieje się

Koszykarze najnowszego tworu na sportowej mapie Krakowa, KK Uniwersytet Rolniczy, pokonali klub, z którego ich zespół wypączkował, Regis Wieliczka, 95:57.

III-ligowy Klub Koszykarski Uniwersytetu Rolniczego korzysta z nowoczesnej hali uczelni, gdzie pracownikiem dydaktycznym jest prowadzący drużynę, Marek Paulisch, wcześniej pełniący tę rolę w Wieliczce. Finansowany jest jednak niezależnie, przez sponsorów, z których głównym jest Małgorzata Palmowska, niegdyś wiceprezes Regisu. Do KK UR przeniosło się też sześciu zawodników, których rodzice zresztą współzakładali nowy klub i zasiadają w jego władzach.
– Mecz ambicjonalny? To trochę za dużo powiedziane. Jak dla mnie, po prostu z dodatkowym smaczkiem. W końcu sześć fajnych lat w Wieliczce spędziłem – uśmiecha się Paulisch. – Bardziej bałem się o reakcje chłopaków, że się spalą i cały tydzień tłumaczyłem im, jak powinni podejść do tego spotkania.

Byli koszykarze Regisu zachowali chłodne głowy. Jeszcze do stanu 8:6 trwała w miarę wyrównana walka, ale po „trójkach” Bartosza Szczytyńskiego i Michała Szewczyka oraz wjazdach, szarżującego jak młody nosorożec, Filipa Całki zrobiło się 21:6.
– Byliśmy dobrze przygotowani; mieliśmy wideo z ich konfrontacji w Tarnowie – opowiada trener. – Prezentowali tam taktykę, którą jeszcze ja układałem i teraz też jej nie zmienili. W efekcie ich ruchy ofensywne znamy chyba nawet lepiej od nich, więc nie było trudno ich zatrzymać.
Drugą i trzecią kwartę udanymi sekwencjami manewrów pod tablicą zaczynał Mateusz Nowacki. Najpierw zaświecił się wynik 32:12, potem 52:25, a kiedy pociągnęli Szczytyński (dystans) i Tomasz Palmowski (pod „dziurą”), zostały rozwiane wszelkie wątpliwości – 64:35.
Gospodarzom próbował odgryzać się leworęczny Jan Klimczyk, równie odważnie poczynający sobie na zewnątrz, co wewnątrz łuku. – Cieszę się, że może tu zdobywać doświadczenie, podobnie jak inny wyróżniający się dzisiaj junior, Albert Mordarski – mówi szkoleniowiec Regisu, Maciej Dubiel. – Miał występować u nas wychowanek Kamil Kolber, jednak zrezygnował. Odbudowujemy drużynę po ubytkach, przyszło paru starszych, moim życzeniem byłby jeszcze jeden wysoki, ale nie wiem, czy coś z tego wyjdzie.
Jego podopieczni nie załamali się niepowodzeniem, dzięki czemu w czwartej odsłonie różnica nawet nieco się zmniejszyła, mimo że widowiskowymi penetracjami popisywał się Mateusz Skubiński, produkt wylęgarni talentów Zastalu Zielona Góra.

Klasą dla siebie był w niedzielne popołudnie Michał Szewczyk. Gdyby nawet ktoś z obecnych w hali przy Alei 29 Listopada nie wiedział, kto zacz, 32-letni rozgrywający przedstawił się już w inauguracyjnej akcji. Zebrał piłkę pod swoim koszem, przekozłował boisko, w pierwszym kroku dwutaktu zrobił zwód podania, w drugim kroku – zwód rzutowy, wyskoczył i rzucił kozłem do kolegi na idealną pozycję. Rządząc na parkiecie pokazał jeszcze kilka podobnych sztuk. Najbłyskotliwszą ze Skubińskim, który wręczył mu piłkę z ręki, obciął się na zasłonie wbiegając w „trumnę”, a tam mógł spokojnym alley-oop’em finalizować idealne podanie „Szewca”.
– No i znowu mnie oszukałeś.
– Czemu?!
– W maju, po zdobyciu awansu do II ligi z Politechniką, po raz kolejny mówiłeś, że kończysz karierę. Ale akurat tego najwyraźniej nie potrafisz.
– No widzisz, reaktywacja! – śmieje się Michał. – Tylko nie pamiętam, która. Młoda odchowana, ma dwa lata, dom stoi, prawie skończony, dzieje się. Powstała tu ciekawa ekipa, Marek Paulisch jest trenerem, więc postanowiłem spróbować jeszcze raz.
– Dlaczego nie zostałeś w II lidze, w „Polibudzie”?
– Pięć razy w tygodniu nie dałbym rady uczestniczyć w zajęciach. Poza tym, na dobrą sprawę, nie dostałem od nich informacji zwrotnej, że naprawdę mnie chcą – wyjaśnia Szewczyk, pracujący na co dzień w korporacji finansowej State Street.
Dużo trudniej niż przejęcie kontroli nad wydarzeniami na parkiecie przychodzi mu wymienienie zespołów, które reprezentował. Po skrupulatnej wyliczance i uzupełnieniu o Siemaszkę Piekary, która początkowo wyleciała mu z głowy, okazuje się, że ma w CV wszystkie aktualnie istniejące w Krakowie kluby, plus jeden dawno pogrzebany – AZS AWF ggmedia.pl. Wywalczył dwa awanse do II ligi, z Unią Tarnów był blisko promocji na zaplecze ekstraklasy, a w Siemaszce dodatkowo prowadził team kobiecy. – Póki serce pozwoli żal rezygnować z basketu – kwituje.

W UR też póki co jest wpisywany do protokołu jako trener, bo Paulisch ma na razie karę i wskazówek udziela zza barierki. O celach mówi ostrożnie. Latem ćwiczył u niego center/silny skrzydłowy z Wisły, Mateusz Piotrowski, jednak zerwał więzadła. Natomiast przymierzany również Kamil Kamecki ostatecznie znalazł się w R8 Basket Politechnice.
– Z nimi obydwoma, nawet z samym Mateuszem, na pewno bylibyśmy poważnym kandydatem do awansu. Tamta kontuzja to olbrzymia strata – ubolewa Marek Paulisch. – Dlatego w tej chwili chcemy po prostu sprawdzić, jak daleko uda się nam dopchać, powalczyć w fazie centralnej. Druga liga jest oczywiście w dalszych planach, ale żeby kiedyś ją osiągnąć musimy – jako nowy klub – wyrobić sobie dobrą opinię. I to jest jeszcze jeden nasz zamiar na ten sezon.
PAWEŁ FLESZAR

KK UNIWERSYTET ROLNICZY Kraków – UKS REGIS Wieliczka 95:57 (23:10, 21:15, 28:13, 23:19)
Sędziowali: Arkadiusz Wojna i Jakub Heród. Widzów: 50.
UR: Palmowski 19, M. Nowacki 17, Szczytyński 10 (2×3), Szewczyk 8, Całka 4 praz Skubiński 18 (1×3), Kot 8, Lisowski 7, Wieczorek 2, J. Nowacki 2. Trener: Marek Paulisch.
REGIS: Klimczyk 14 (1×3), Kapuściński 14, Markowski 7, Kurek 4, Wolski oraz Mordarski 9, Marcinowski 6, Cygan 3 (1×3), Kupczyk, Wójcik, B. Dubiel, Ćwierz. Trener: Maciej Dubiel.

Pozostałe wyniki i tabelę III koszykarzy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.