Creed: Narodziny legendy

Ganianie kurczaków jako element bokserskiej zaprawy powraca w niezłym stylu i z dobrymi efektami. Rocky Balboa znowu jest trenerem i znowu walczy, choć nie na pięści.

Siódma część zapoczątkowanego 40 lat temu cyklu o Rockym po raz pierwszy rezygnuje z umieszczenia jego imienia w nazwie. Bohaterem jest syn pamiętanego z odcinków I-IV Apollo Creeda, o imieniu również zaczerpniętym z mitologii – Adonis. Jest, jak to się ładnie mówi: „dzieckiem miłości” i jak określa się brzydziej: „pogrobowcem”. Apollo miał bowiem romans z jego matką, a chłopiec urodził się już po jego śmierci z rąk Ivana Drago. Później umiera również biologiczna matka Adonisa, a pod opiekę bierze go żona Creeda, wdowa.
I tak zaczyna się film, w którym niezwykle oryginalne jest zastosowanie przeciwieństwa tyleż niemiłosiernie wykorzystywanego, co prawdziwego mitu o awansie społecznym poprzez sport.
Chyba każdy widział jakąś jego odmianę: kolorowe dziecko, zwykle z rozbitej rodziny, często wielodzietnej, czasem patologicznej. A jeśli nawet nie jest patologiczna, to przestępczość, alkohol, narkotyki są wszędzie wokół niej. Chłopak dzięki grze w kosza, baseball, boksowi, itp. wyrywa się z bagna, robi karierę, zarabia duże pieniądze. A potem, czy to w życiu, czy w literaturze bądź filmie, następują rozmaite wariacje jego dalszych losów.
Bohater „Creeda” pokonuje drogę w odwrotnym kierunku. Wychowuje się w domu wielkości połowy bloku w getcie, kończy studia, pracuje w korporacji. Wprawdzie w weekendy wyrywa się niekiedy do Meksyku, aby tam brać udział w amatorskich pojedynkach, ale otoczenie traktuje to jak fanaberię, chęć odreagowania stresów. Dostaje awans w pracy, lecz rzuca wszystko i jedzie przez całe Stany, do Filadelfii. Trenuje w zapyziałym klubie w czarnej dzielnicy, gdzie ulubioną rozrywką wysiadujących na ulicy chłopaków jest jazda motocyklem na tylnym kole.

A tam tresuje go stary dobry Rocky („Wszystko co miałem, przeminęło, a ja wciąż tu jestem”), były rywal Apolla. Nie każe podopiecznemu pić obrzydliwych koktajli z surowych jajek, które sam łykał, nie ma okładania pięściami tusz wieprzowych w chłodni, za to jest chwytanie uciekających kur w kojcu. I dobre rady w stylu: – Kobiety osłabiają nogi.
Plus wiele zwyczajnych ludzkich, za to poważnych problemów. To film chyba bardziej obyczajowy, niż sportowy, a podtytuły polskiego wydania: „Narodziny legendy”, czy „Walcz o swoje dziedzictwo”, mogą nieco wprowadzać błąd.
Nazwisko ojca jest dla Adonisa obciążeniem, nie chce go używać. A co zabawne, grający głównego bohatera aktor nazywa się Michael Jordan. Dla odróżnienia dodaje sobie inicjał drugiego imienia.

Co by się jednak nie działo wcześniej, to w finale jest znowu dramatyczna walka i poruszający motyw muzyczny. Wynik możecie sprawdzić oglądając film. A jeśli obejrzycie go w całości, być może zgodzicie się z konkluzją, że seria o Rockym odżyła jak bokser po nokaucie po przeciętnej „piątce” i fatalnej „szóstce”. Wprawdzie trochę jej brakuje klimatu części I-IV, za to jest dobrym powodem, by je sobie odświeżyć. Albo zaznajomić się z nimi po raz pierwszy.
To nie jest zwykły film także dlatego, że jeden z ulubionych celów szyderców z kapituły antynagrody „Złotych Malin” (w ciągu trzech dekad 21 razy nominowany, dziesięciokrotnie „uhonorowany”), Sylwester Stallone otrzymał za rolę drugoplanową w „Creedzie”drugie najbardziej prestiżowe wyróżnienie celuloidowego świata – Złotego Globa. A nominowany był również do Oscara. Poprzednio otarł się o nie… 39 lat temu, po pierwszym „Rockym” – dostał nominacje do Oscara i Złotego Globa za rolę pierwszoplanową i za własnoręcznie napisany scenariusz. I ta klamra pięknie komponuje się z wykreowanym przez niego cyklem, będącym pochwałą determinacji, ambicji i nieustępliwości w walce z przeciwieństwami. Nie tylko na ringu.
„Krok za krokiem, cios za ciosem, runda za rundą”.
PAWEŁ FLESZAR

CREED: NARODZINY LEGENDY. Tytuł oryginalny: Creed. Produkcja: USA. Rok: 2015. Reżyseria: Ryan Coogler. Scenariusz: Ryan Coogler, Aaron Covington. Zdjęcia: Maryse Alberti. Muzyka: Ludwig Goransson. Obsada: Michael B. Jordan, Sylvester Stallone, Tessa Thompson, Phylicia Rashad, Andre Ward, Tony Bellew, Ritchie Coster, Jacob „Stitch” Duran, Graham McTavish.
* stopka na podstawie filmweb.pl

Komentowanie zablokowane.