Cud w Czyżynach

Trybuny Tauron Areny płonęły, jak chciał trener polskich piłkarzy ręcznych, ale dach hali zawalił się na głowy jego i podopiecznych – sensacyjnie ulegli Chorwacji, 23:37, wskutek czego pozostaje im mecz o siódme miejsce mistrzostw Europy.

Nieustępliwej postawy skazywanych na niepowodzenie Chorwatów można się było spodziewać widząc otoczkę konfrontacji. Przed wyjściem na boisko odwiedziła ich w szatni prezydent kraju, Kolinda Grabar-Kitarović. Dzień wcześniej ochroniarze głowy państwa wizytowali obiekt, ustalili pięć alternatywnych dróg wiodących do celu. W ostatniej chwili wybrali jedną z nich, skrajem hali treningowej, przez jadalnię centrum prasowego, poza posiłkami serwującą niekiedy spore dawki niezamierzonego komizmu, jak choćby francuski dziennikarz, który zrozumiał, że potrawa z kapusty i mięsa, jaką ma na talerzu, nazywa się big-boss (co zresztą musiało mu się logicznie komponować z jej smakiem).
Prezydent Grabar-Kitarović, której zdjęcia w bikini zrobiły furorę w internecie, tym razem bujne kształty skryła pod podkreślającą jej koloryt niebieską, reprezentacyjną koszulką z numerem 5. A kiedy po ostatnim gwizdku poszła przybijać piątki do ławki swojego zespołu był to już ostatni akcent niezwykłego dnia, w którym przewróciła się cała zakładana jeszcze wczoraj hierarchia.

Najpierw Niemcy pokonali Danię, 25:23, i zakwalifikowali się do półfinału z grupy II (ostatecznie z drugiego miejsca, za Hiszpanią, ale przez pewien czas wydawało się, że mogą zająć pierwsze). Niemal równolegle w naszej grupie Norwegowie w imponującym stylu zwyciężyli Francję, 29:24, zapewniając sobie pierwszą lokatę. Kiedy Polacy i Chorwaci wychodzili na rozgrzewkę, wiadomo było, że gospodarzom da awans nawet porażka 3 bramkami, ich przegrana od 4 do 10 goli premiuje Francuzów, a dopiero olbrzymia – jak na ten poziom – różnica co najmniej 11 punktów pozwoli na wejście do półfinału przybyszom z Bałkanów (o kolejności miała zdecydować „mała tabelka” między tymi trzema drużynami).
Później jednak nic nie układało się po myśli „biało-czerwonych”, odbijających się od Ivana Stevanovicia, który w pierwszej połowie osiągnął w bramce fenomenalną, 47-procentową skuteczność, a po wszystkim został uhonorowany nagrodą dla MVP spotkania. Interweniował z refleksem i chłodną głową, za to na konferencji prasowej był wyraźnie rozstrojony. Drżącą ręką nalewał wodę mineralną do kubeczków. – Niewiarygodny mecz, Norwegia dała nam wielką szansę. Co powiedzieć? Co powiedzieć… – kręcił głową i wzdychał. – To jest sport i w nim cuda się zdarzają.

Grupka dziennikarzy utknęła w przerwie w windzie jadącej z centrum prasowego na trybunę. Udało się z niej wydostać na początku drugiej części, za to polscy zawodnicy sprawiali wrażenie, jakby pozostawali zamknięci w ciasnym, klaustrofobicznym wnętrzu. W ciągu dziewięciu minut z 10:15 zrobiło się 10:23, Chorwaci zaś trafili w tym okresie bodaj wszystkie swoje rzuty (statystyki znajdują się pod tekstem). Niszcząc gospodarzy kontrami wyszli aż na 13:30, a norweski korespondent akurat wysyłał do redakcji relację z triumfu swojej ekipy, zatytułowaną „Magnifique” – jego kraj po raz pierwszy w historii zakwalifikował się do czołowej czwórki mistrzostw Europy. Za jego plecami awansowali tam również Chorwaci.
– Przepraszamy za naszą grę – wykrztusił tylko drugi bramkarz, Piotr Wyszomirski.
– Wszedłem na chwilę, by próbować rozproszyć Chorwatów, wywalczyliśmy wtedy rzut karny, ale tak naprawdę dzisiaj nie udało się nam rozproszyć ich prawie w ogóle – opowiadał o swoich wrażeniach Maciej Gębala.

– Przeciwnicy przewyższali nas w każdym aspekcie. Ale nie uważam, żebyśmy przegrali to w głowach. Przegraliśmy na boisku – przekonuje Michał Jurecki.
– Jedyne, co nie zawiodło, to nasza publiczność – podsumował Rafał Gliński. A słowo „przepraszam” przechodziło przez jego usta, trenera Michaela Bieglera, pozostałych.
Dla nich i fanów to żadna pociecha, ale ten wieczór był jeszcze jednym przykładem na przewrotność, nieprzewidywalność (a więc i – piękno) sportu. Drużyna przez lata (i jeszcze w ostatnich dniach, kiedy we wspaniałym stylu, opisywanym przez nas TUTAJ, pokonała faworytów turnieju) słynąca z charakteru poniosła spektakularną klęskę także w sferze wolicjonalnej, a pozbawiani nadziei Chorwaci rozbili 14 bramkami aktualnych brązowych medalistów mistrzostw świata, przeciwstawiając się ich piętnastotysięcznej, żywiołowej widowni. – Trudno odpowiadać na pytania dotyczące tego meczu. To cud od Jezusa. Dziękuję Jezu! – mówi ich szkoleniowiec, Żeljko Babić. – Chcieliśmy wygrać choć jedną bramką. Dziękuję Jezu.
Jego podopieczni pozostaną w hali w krakowskich Czyżynach, gdzie w piątkowym półfinale zmierzą się z Hiszpanią (rozkład pozostałych spotkań mistrzostw można znaleźć pod spodem). Polacy wyjadą do Wrocławia, aby pojutrze zagrać ze Szwecją. – Rehabilitacja? Ciężko zrehabilitować się siódmym miejscem za utratę medalu – uciął Maciej Gębala i odszedł z pochyloną głową. Jak wszyscy.
PAWEŁ FLESZAR

POLSKA – CHORWACJA 23:37 (10:15)
Sędziowali: Martin Gjeding i Mads Hansen (Dania). Widzów: 15 000.
POLSKA: Szmal 5 obron (na 24 strzały), Wyszomirski 3 (21) – Daszek 4 pkt (na 4 strzały), Bielecki 4 (9), Wiśniewski 3 (3), Krajewski 3 (5), Szyba 3 (9), Gliński 2, Konitz 1 (1), Syprzak 1 (1), Chrapkowski 1 (1), Jurecki 1 (7), Grabarczyk 0 (1), Gębala, Lijewski. Kary: 12 minut. Trener: Michael Biegler.
CHORWACJA: Stevanović 13 obron (na 35 strzałów), Alilović 0 (1) – Strlek 11 pkt (na 11 strzałów), Marić 7 (8), Horvat 5 (6), Slisković 4 (5), Cupić 4 (5), Kopljar 3 (4), Sebetić 2 (3), Duvnjak 1 (6), Karacić 0 (2), Gojun, Kozina, Kovacević. Kary: 10 minut. Trener: Żeljko Babić.

PIĄTEK, 29 STYCZNIA
Kraków, Tauron Arena, półfinały:
g. 18.30: Norwegia – Niemcy
g. 21: Hiszpania – Chorwacja

Wrocław, Hala Stulecia
o 7. miejsce – g. 16: Polska – Szwecja
o 5. miejsce – g. 18.30: Francja – Dania

NIEDZIELA, 31 STYCZNIA
Kraków, Tauron Arena
o 3. miejsce – g. 15
o 1. miejsce – g. 17.30

Komentowanie zablokowane.