Cynowy jubileusz Iwony i Kingi

Na inaugurację półfinału w I lidze siatkarek Solna Wieliczka uległa wyśmienicie dysponowanej Wiśle Warszawa, 0:3. Drugi mecz odbędzie się w przyszłą sobotę w stolicy.

W trakcie odbywającej się w hali „Solne Miasto” konfrontacji na zewnątrz rozszalała się pierwsza wiosenna burza, ale już trochę wcześniej podobną moc prezentowały wiślaczki. Ile ponowień miejscowych, tyle ich wybloków i obron, a w pierwszej dogodnej sytuacji – kończąca kontra. Najczęściej z wykorzystaniem Kingi Hatali, na ogół bijącej z całej siły na pełnym zasięgu, ale nie stroniącej od plasu, czy nawet zupełnego „balonika”. Według wyliczeń ich statystyka, Jakuba Kulikowskiego, w pierwszej partii przyjezdne zdobyły własnymi zagraniami 20 punktów (ponadto 5 po błędach przeciwniczek), z czego 7 zapisała sobie Kinga.
Było 0:5, po jej asie – 3:12, po asie znakomicie kierującej grą Eleny Nowgorodczenko – 6:19, dalej 8:23, 11:23 i 11:25. Jak dobrze była zbilansowana u stołecznych defensywa z ofensywą świadczy m.in. fakt, że wieliczankom udało się wtedy skończyć tylko pięć z 30 ataków (w tym 3 należało do Karoliny Sowisz). W ich szeregach zabrakło uskarżającej się na kontuzję kolana Judyty Gawlak.
– Wysoka forma? Mam nadzieję, że będzie jeszcze wyższa – mówi Hatala. – Jesteśmy już w takim momencie sezonu, że musimy grać najlepiej, jak to możliwe. Od sierpnia wiemy, po co się spotkałyśmy w takim gronie i ciągle jest nam to dodatkowo powtarzane. Ale droga jeszcze przed nami długa.

Na początku drugiej odsłony rytm złapały przyjmujące Solnej, najpierw Magdalena Tyrańska, potem Angelika Szostok. 4:3, 7:4. – Bardzo trudno było dzisiaj zgubić blok Wisły – przytakuje wielicka rozgrywająca, Iwona Urbanik. – W tamtym okresie miałam lepsze przyjęcie, mogłam „powiesić” środkową i dać lepszą wystawę na lewe. Generalnie, aby podjąć walkę w rewanżu, musimy odważniej serwować i atakować.
Przy stanie 9:8 dwukrotnie uderzyła jednak Joanna Sobczak, gospodynie zaczęły się gubić, a zza linii końcowej dręczyła je Nowgorodczenko. 9:16, 12:17, 12:19, 14:20, 14:24, 15:25.
Popis Eleny, panującej nad tempem akcji i kreującej zdobycze kolejnych koleżanek, trwał również w trzeciej odsłonie. Solna zdołała jeszcze odrobić straty z 0:3 do 4:3, po asie Marty Świerczyńskiej prowadziła 6:5, a po „czapie” na Karolinie Ciaszkiewicz-Lach – 7:5. Fantastycznie broniła jednak Magdalena Saad, która na koniec otrzymała nagrodę dla MVP. Niezależnie, czy brała cios ze skrzydła, czy krótką bitą do linii bocznej, czy skrót, do którego biegła przez połowę placu, czy asekurowała na 1. metrze – często następował po tym „łomot” na siatce i zmiana wyniku (7:8, 9:14, 11:14, 12:18, 14:21). Natomiast w dwóch ostatnich wymianach to Hatala podbiła piłki, a Nowgorodczenko poszukała w szóstej strefie Ciaszkiewicz-Lach, której jedno ścięcie znalazło drogę w boisko, a po drugim pomyliły się rywalki. 16:25.

Rywalizacja w półfinale toczy się do dwóch zwycięstw. Drugi (podobnie jak ewentualny trzeci) mecz odbędzie się w Warszawie. Został zaplanowany na 25 marca. Dla Urbanik i Hatali będzie to „cynowy jubileusz” pewnego wspólnego przeżycia. – Co to było? Jakiś awans, tak? – uśmiecha się Iwona słysząc podchwytliwe pytanie.
Obie już skwapliwiej kiwają głowami na wiadomość, że w barwach młodziutkiej drużyny rezerw Wisły Kraków, której „Iwcia” (wtedy Kuskowska) była kapitanem, 25.3.2007 awansowały do II ligi, a Kinga została wybrana najlepszą zawodniczką.
Z dzisiejszej perspektywy może nie robi to wrażenia, ale wtedy poziom sportowy na tym pułapie był znacznie wyższy i dużo większa konkurencyjność. A ta nastoletnia ekipa już w lidze centralnej wygrała jedenaście razy z rzędu, nie ponosząc porażki do końca 2007 roku. – Pamiętam ten turniej, bo kosztował mnie bardzo, bardzo dużo energii – zwierza się Urbanik. – Nie wiedziałyśmy, czego można się spodziewać, uważałam, że trzeba wyjść ponad swoje możliwości.
Tamten marzec był bodaj najowocniejszym miesiącem w historii sekcji młodzieżowej Wisły. Bywały większe jednostkowe sukcesy, ale trudno byłoby znaleźć taką sekwencję wpasowaną w jeden element kalendarza.
W pierwszy weekend zajęły pierwsze miejsce w turnieju półfinałowym o awans do II ligi seniorek, co dało im prawo organizacji finału.
W drugi weekend (dokładnie trwało to 5 dni) wystąpiły w turnieju finałowym mistrzostw Polski juniorek. Były bliskie 7. lokaty, zajęły ósmą – w kategorii wiekowej, gdzie wiodącym rocznikiem był 1988, a w ich kadrze były tylko trzy dziewczyny z 1989 (Kinga, Iwona i Izabela Grot, później z powodzeniem występująca w lidze NCAA w USA), reszta z 1990, a nawet 1991.
W trzeci weekend (też wieńczący pięciodniówkę) właśnie wiślaczki urodzone w 1990 r. i młodsze zdobyły wicemistrzostwo Polski kadetek. Srebrne medale odbierały akurat 10 lat temu. W zespole były m.in. Izabela Lemańczyk (Śliwa), dzisiaj libero ekstraklasowego MKS Dąbrowa Górnicza, Paulina Stojek, która w barwach Politechniki Gliwice niedawno walczyła z Solną w ćwierćfinale I ligi oraz Gabriela Ponikowska, podstawowa środkowa innego półfinalisty, Proximy Kraków, a wtedy niespełna 14-letnia wszechstronna dublerka.
W czwarty weekend odbył się wspomniany finał o II ligę, w którym – w składzie uzupełnionym o kilka studentek AGH – triumfowały trzykrotnie po 3:0, tylko w dwóch z dziewięciu setów pozwalając przeciwniczkom dojść do 20 pkt.
Na co dzień trenował je i prowadził we wszystkich rozgrywkach Lesław Kędryna, pomagała mu Ewa Musiał.
– Pamiętam, że w kwietniu w „Przeglądzie Sportowym” ukazał się artykuł z informacją, że niektóre z nas zagrały w 96 meczach w sezonie – mówi Urbanik.
– To ja go napisałem, ale nie pamiętam, że właśnie tyle naliczyliśmy z trenerem.
– Na pewno 96, bo strasznie się dziwiłyśmy, że tak dużo tego było. Nawet niekoniecznie się to odczuwało.
– W takim razie kadetki, które w maju wystąpiły w ogólnopolskiej olimpiadzie młodzieży, osiągnęły ponad „setkę”.

Przypomnienie tej historii ma sens głębszy, niż tylko odświeżenie sentymentów. Po tej dwójce i paru ich koleżankach widać jak bardzo zahartował je młodzieżowy czas poważnych obciążeń, fizycznych i psychicznych, starcia często ze starszymi przeciwnikami i wygrywanie z nimi. Stał się zaczynem ich późniejszych karier, w których Kinga i Iwona prawie w każdym sezonie walczą o jakieś stawki, często – tak jak obecnie – o awans. Po trzy promocje już zdobyły, w tym jeszcze jedną wspólnie (w Eliteskach UEK, w 2010 r.).
– To rzeczywiście dobre przygotowanie, o ile się młodego organizmu nie przeciąży – uważa Hatala i dodaje ze śmiechem: – Teraz to już nam nie grozi, bo jesteśmy stare i zaprawione w bojach.
Obie są dowodem, że uprawiając wyczynowo sport można wiele osiągnąć również poza nim. Iwona zawsze grała w Krakowie i okolicach, na niewielkim terenie zmieniała miejsce zamieszkania. – Tak się życie ułożyło… – mówi. Uzyskała tytuły magistra i inżyniera na Wydziale Odlewnictwa Akademii Górniczo-Hutniczej, prowadzi własny biznes.
Kinga marzyła o medycynie, nawet w tym celu poprawiała maturę z biologii (choć w jej przypadku słowo „poprawka” jest mylące – windowała bardzo dobrą ocenę na jeszcze lepszą), ale I-ligowy reżim treningowy był nie do pogodzenia z reżimem naukowym, jaki niesie ze sobą ten kierunek. Za to niemal w każdym mieście, gdzie się znalazła, zdobywała jakiś dyplom: w Krakowie – licencjat z chemii, w Poznaniu – magisterium z chemii, w Ostrowcu Św. – magisterium z zarządzania. W Warszawie zaczęła robić trzeci fakultet – „Żywienie i wspomaganie dietetyczne w sporcie” na tamtejszej Akademii Wychowania Fizycznego.
– Na pewno ta wiedza przydaje mi się już w tej chwili, a poza tym ma trochę wspólnego z medycyną. Może właśnie temu poświęcę się w przyszłości – zdradza.
PAWEŁ FLESZAR

SOLNA Wieliczka – WISŁA Warszawa 0:3 (11:25, 15:25, 16:25)
Sędziowali: Grzegorz Skowroński (Sosnowiec) i Michał Gruszczyński (Opole). Widzów: 550.
SOLNA: Urbanik 1 pkt, Szostok 6, Świerczyńska 3, Ząbek 6, Tyrańska 6, Sowisz 5 oraz Olipra (l), Wieczorek, Antosiewicz, Szymoniak 1, Kawa. Trener: Katarzyna Wąsowska.
WISŁA: Nowgorodczenko 4, Sobczak 14, Gorzewska 7, Hatala 14, Ciaszkiewicz-Lach 11, Łaziuk 5 oraz Saad (l). Trener: Mirosław Zawieracz.

Komentowanie zablokowane.