Czerwona gorączka wiślaków

Piłkarze „Białej Gwiazdy” wywożą z Kielc jeden punkt, mimo że prowadzili z Koroną przez ponad godzinę, a gola na 1:1 dali sobie strzelić w ostatniej minucie doliczonego czasu.
Mieli wtedy przewagę liczebną, ale ich uwagę zaabsorbował biegnący z piłka środkowym korytarzem Pavol Stano. Tymczasem Maciej Korzym ściął od prawej strony, dostał od niego podanie i lewą nogą kopnął do siatki obok Siergieja Pareiki.

Bardzo długo wydawało się, że powodzenie przyniesie wiślakom strategia jaką zastosowali przeciwko zawsze twardo, a często ostro interweniującym gospodarzom. Odpowiedzieli taką samą walką (komicznie wyglądały protesty trenera „scyzoryków”, Leszka Ojrzanowskiego, reklamującego w pewnym momencie, że to już piąty faul z rzędu na jego podopiecznym…), a w tej sytuacji znowu zaczęły się liczyć umiejętności czysto piłkarskie.
Pokazali je już w 9. minucie, kiedy po akcja Rafała Boguskiego z Łukaszem Gargułą – Cwetan Genkow znalazł się sam na sam ze Zbigniewem Małkowskim. Bramkarz podążał za wbiegającym napastnikiem, ale zostawił lewą nogę, w którą tamten trafił.

Miejscowi nie zaprezentowali nic poza na ogół bezproduktywnymi wrzutkami w pole karne (wyjątkiem był niecelny strzał Artura Lenartowskiego – z półobrotu, po aucie). I niedługo wiślacy pokazali im, jak się wykonuje ten element. W 26. minucie Daniel Sikorski wycofał do Garguły, który miękko dośrodkował, a Genkow – wyprzedzając Pawła Golańskiego – ładnie uderzył głową w długi róg. 0:1.
Kolejne próby Bułgara i Sikorskiego łapał już Małkowski, rywale zaś mieli… okazję bez okazji, bo po główce Stano stojący w polu bramkowym Grzegorz Lech nie trafił z powietrza w – dosyć przypadkowo spadającą przed nim – futbolówkę.

Na powitanie drugiej połowy „centrostrzał” Golańskiego minął wszystkich i minimalnie słupek, ale kolejne aktywa notowali już goście. Po dynamicznym wejściu Garguły prawą flanką Stano w ostatniej chwili włożył nogę przed Genkova, nie dopuszczając do niego podania. W 62. minucie Genkow znalazł się w podobnej sytuacji jak na początku, ale tym razem zachował się jeszcze gorzej, bo nie uderzał, a do Boguskiego podawał bardzo niecelnie. Niedługo później Michał Chrapek przymierzył tuż obok okienka bramki Korony.
Jej zawodników – zdeprymowanych faktem, że nie mają w tej konfrontacji żadnych atutów – stać było tylko na dalszą eskalację gry faul. Już w 27. minucie Michał Janota zobaczył czerwoną kartkę za atak „nakładką” w nogi Chrapka. W 83. minucie zostali w dziewięciu, bo Vlastimir Jovanović wyleciał z boiska za drugie „żółtko”.

I od tego momentu krakowianie zaczęli pracować na niefortunny finał, bo nie zrobili praktycznie nic dla podwyższenia wyniku i zapewnienia sobie spokojnych chwil przed ostatnim gwizdkiem. Mało tego, rzadkim wyczynem popisał się Michał Szewczyk, który w ciągu bodaj sześciu minut dostał dwa żółte kartoniki i zmniejszył przewagę liczebną swojej drużyny. A reszta należała już do Stano i Korzyma.
W najbliższym spotkaniu T-Mobile Ekstraklasy – w niedzielę, 18 listopada, o godz. 17 – Wisła podejmie Śląska Wrocław.
PAWEŁ FLESZAR

KORONA Kielce – WISŁA Kraków 1:1 (0:1)
Bramki: Korzym 90 – Genkow 26. Sędziował: Sebastian Jarzębak (Bytom). Żółte kartki: Jovanović, Malarczyk, Korzym – Frederiksen, Wilk, Szewczyk. Czerwone: Janota (27. – brutalny faul), Jovanović (83. – za drugą żółtą) – Szewczyk (90. – za drugą żółtą). Widzów: 8643.
KORONA: Małkowski – Golański, Malarczyk (88. Żewłakow), Staňo, Lisowski – Janota, Lenartowski, Jovanović, Lech (46. Zieliński), Foszmańczyk (46. Sierpina) – Korzym. Trener: Leszek Ojrzyński.
WISŁA: Pareiko – Jaliens, Chávez, Bunoza, Frederiksen – Wilk – Boguski (90. Quioto), Garguła, Chrapek (84. Szewczyk) – Sikorski (78. Sobolewski), Genkow. Trener: Tomasz Kulawik.

Pozostałe wyniki i tabelę T-Mobile Ekstraklasy można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.