Czuj, czuj, Czujkowski

Koszykarze Sokoła Łańcut liderują w I lidze z kompletem zwycięstw. Piąte odnieśli dzisiaj, z AGH Kraków, 88:72, a mecz praktycznie został rozstrzygnięty do przerwy.
– Do przerwy? Został rozstrzygnięty lata temu, kiedy Sokół zaczął grać na tym poziomie duży basket. My do niego dopiero aplikujemy. Chcę pochwalić moich zawodników za walkę, a rezultatem się przesadnie nie zajmujmy. To jest inna kultura sportowa i organizacyjna funkcjonowania zespołu i klubu – uważa opiekun akademików, Wojciech Bychawski, który kilka dni temu zachwycał się taktyką obronną najbliższych przeciwników: – Darek Kaszowski potrafi tak oszukiwać, tak kombinować pomiędzy zoną, a kryciem swego… A nawet, gdy uda się z tym jakoś poradzić, to jakiś królik wyskakuje z kapelusza, albo ktoś się zsuwa na linie z sufitu.
Jego podopieczni trzymali dzisiaj kontakt do stanu 11:10, dzięki dwóm „trójkom” Bartosza Wróbla. Gospodarze jednak coraz mocniej bili się na desce (w pewnym momencie Rafał Kulikowski staranował nawet Marcina Srokę), a podania żwawo wędrowały pomiędzy nimi. 15:10, 19:12, 26:12.

Alan Czujkowski gnał na drugą połowę placu jak elektrowóz bez doczepionych wagonów. W jednej akcji był już przy łuku strefy AGH, kiedy Bartosz Czerwonka łapał piłkę w ręce, żeby pchnąć ją dalej do niego. W innej czekał w tym samym miejscu na samotne wykończenie ataku, ale sędzia pokrzyżował mu szyki, odgwizdując przewinienie w przeciwnym krańcu boiska.
– Trener kazał biegać do kontry, a jesteśmy tak dobrze przygotowani fizycznie, że możemy to wytrzymać – podkreśla. – Warto patrzeć do przodu, bo coś takiego, to najłatwiejsze dwa punkty, jakie mogą być.
Był tak silny i szybki, że jego szarpnięcia kończyły się wjazdami także w grze ustawianej. Przedarł się pod „dziurę”, ale obrócił i podał piłkę na dłoni Maciejowi Klimie, a ten zapakował ją oburącz. Przebił ich finezją Sebastian Szymański, który wbiegł z lewego skrzydła, a kiedy do bloku skoczył Maciej Maj – zawisnął w powietrzu, przeleciał pod krawędzią tablicy i rzucił z drugiej strony.
Przy 30:14 regres na chwilę powstrzymała grupa krakowskich dublerów, na czele z Jakubem Krawczykiem, Michałem Borówką i Bartłomiejem Podworskim, który zaliczył sekwencję: trafienie z półdystansu, zbiórka, przechwyt, inteligentna asysta kozłem. 30:20, lecz obroty miejscowych podkręcił Klima, notabene krakus i wieloletni przyjaciel trenera gości (o ich zażyłości pisaliśmy TUTAJ). Wraz z kolegami kroili przyjezdny zespół penetracjami jak nożem. Raz Maciek rozprowadził spod kosza Kulikowskiego do potężnego wsadu. 36:20 i 44:22 po 20 minutach.

Po przerwie tempo chwilami było niezłe, ale właściwie skończyła się walka o rezultat. Obaj szkoleniowcy stosowali szeroką rotację. – To była dobra okazja, żeby posprawdzać dużo rzeczy, „przewietrzyć” ławkę – mówi Dariusz Kaszowski z Sokoła. Chwali zmienników, ale gani drużynę za skuteczność na obwodzie i obronę, zwłaszcza przy ucieczkach rywali za plecy.
Najistotniejszym momentem było pojawienie się na parkiecie Krzysztofa Krajniewskiego, który zagrał w spotkaniu ligowym po raz pierwszy od 26 kwietnia 2015 roku. Wracał już we wrześniowych sparingach, ale potem kilka tygodni znowu zabrały mu perturbacje po kontuzji i operacji kręgosłupa.
W AGH coraz pewniej poczynał sobie Rafał Zgłobicki, za którego kciuki trzymał obecny w łańcuckiej hali wychowawca ze stalowowolskiej Kuźni Koszykówki, Roman Prawica (później razem z Bychawskim wyjechali do Cetniewa na zgrupowanie kadry narodowej U-14). Pierwszoligowy, dubeltowy debiut zaliczył Maciej Koperski, bo do pierwszego wejścia dołożył premierowe punkty. Wcelował za trzy, a był to jedyny element, w którym krakowianie pokonali gospodarzy, notując 40-procentową skuteczność.

AGH wystawił głównie skład (zwłaszcza podstawową piątkę), jaki wiosną wywalczył awans z II ligi. Marek Szumełda-Krzycki i Kamil Sulima pochorowali się po przyjeździe z Kołobrzegu, a gorączka przytrzymała ich w łóżku. – Jeden leczy się antybiotykami, drugi miał dzisiaj 40 stopni, więc trudno mi w tej chwili prorokować, czy zagrają przeciwko Prudnikowi – ucina Bychawski. Na domiar złego, paznokieć zszedł z palca stopy Tomaszowi Zychowi, który mimo to był dzisiaj najlepszy w szeregach krakowian. Podejmą oni Pogoń w najbliższą niedzielę, 23 października, o g. 19.
W Sokole zabrakło Jerzego Koszuty, pauzującego ze względu na dolegliwości barku. – Do Poznania jeszcze nie pojadę, ale jest coraz lepiej: jutro chyba wznowię zajęcia, tyle że bez kontaktu, a od przyszłego poniedziałku powinienem ćwiczyć z pełnymi obciążeniami – tłumaczy „Jerry”.
Nabawił się urazu po zderzeniu z Czujkowskim, ale ten drugi nie podchwytuje żartu, że w takim wypadku po prostu musiał zagrać za dwóch. – Szkoda Jurka, tym bardziej że stało się to w sytuacji, jakich wiele na każdym treningu. Kogoś takiego jak on zastąpić w pełni się nie da, można tylko próbować łatać lukę – przekonywał Alan. W ręku trzymał nagrodę dla MVP meczu. To był już czwarty jego udany występ w tym sezonie. – Ta statuetka nie jest ważna, indywidualne pochwały nie są ważne. Dla mnie liczy się tylko 5-0 w bilansie mojej drużyny – deklarował.
PAWEŁ FLESZAR

SOKÓŁ Łańcut – AGH Kraków 88:72 (26:14, 18:8, 21:21, 23:29)
Sędziowali: Jacek Litawa, Mateusz Tychowski, Maciej Krupiński. Widzów: 600.
SOKÓŁ: Czujkowski 20 (1×3, 7 zb.), Sroka 12 (6 zb.), Zywert 9 (1×3, 5 as., 5 zb., 2 prz., 2 bl.), Kulikowski 8 (11 zb., 2 bl.), Balawender 4 oraz Klima 12 (10 zb., 4 prz.), Szymański 11 (1×3), Czerwonka 5 (4 zb.), Krajniewski 4 (4 zb.), Buszta 3 (1×3), Inglot. Trener: Dariusz Kaszowski.
AGH: Wróbel 14 (4×3, 4 zb.), Maj 13 (7 zb.), Zych 12 (1×3, 5 as.), Wasyl 3 (1×3), Kalinowski 2 (2 prz.) oraz Krawczyk 13 (1×3), Zgłobicki 10 (2×3), Koperski 3 (1×3), Podworski 2, Borówka, Pawlak. Trener: Wojciech Bychawski.

Pozostałe wyniki i tabelę I ligi koszykarzy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.