Czynny wulkan nie zarasta trawą

Koszykarze AGH kontynuują weryfikację I-ligowych faworytów: po ubiegłotygodniowym zwycięstwie w Bydgoszczy, dzisiaj w Krakowie prowadzili z WKK Wrocław przez ponad 39 minut, nawet różnicą 32 punktów, a ostatecznie pokonali go 93:74.

Zespół ze stolicy Dolnego Śląska nie jest może kandydatem do podium tak jak wspomniana na wstępie Enea Astoria, ale na pewno ma aspiracje do występu w play off, uzasadniane przez pięciu zawodników, którzy trafili doń latem z ekstraklasy. Tyle że kompletnie nie było tego widać na parkiecie hali przy Piastowskiej. Starali się wywierać duży nacisk na obwodzie („Za łatwo!” – krzyczał ich trener Tomasz Niedbalski, gdy gospodarze wychodzili po piłkę na 7. metr), lecz nie radzili sobie z kombinacyjnymi akcjami rywali w dwójkach-trójkach (m.in. z Michałem Sadło rozdzielającym podania z obwodu), a w ataku pudłowali pod presją obrony. Po niespełna 4 minutach było 10:0, po dalszych dwóch – 15:2, a kilkadziesiąt sekund później – 18:3.
– Byli jak dzieci we mgle – potakuje rozgrywający AGH, Artur Włodarczyk. – Może gdyby trafili na początku kilka „trójek”, nawiązaliby wyrównaną walkę, a tak to mecz układał nam się tak dobrze, że sami nie mogliśmy później uwierzyć.
Wyglądało to tak, jakby każdy z kolejnych wchodzących krakowian przejmował fluidy sukcesu za pomocą rytualnego klepnięcia w dłonie podczas zmiany. Do przerwy punktowało ich aż dziesięciu, w całym spotkaniu jedenastu, a debiutanckie zdobycze na poziomie I ligi zaliczyli Patryk Kędel i Maksymilian Jakubek. Ten drugi już w pierwszej kwarcie wcelował za trzy (23:8), zaraz mądrze sfaulował w obronie, a trener Wojciech Bychawski klaskał przy linii: – Brawo, Maksiu! Brawo, brawo, brawo!
Po czym… ściągnął go z boiska.
Jedyną jaśniejszą postacią wśród gości był dynamiczny Jakub Patoka, jednak jego starania pozwoliły tylko na lifting wyniku do 23:14, a Bartosz Czerwonka przed syreną ustalił go strzałem zza łuku na 28:16.

Szkoleniowiec akademików stwierdził niedawno, że słowo „faworyt” uznaje tylko w sytuacji, gdy dziewczyna wybiera pomiędzy łysym a rudym: „Wiadomo, że wtedy zawsze faworytem jest łysy, chociaż rudzi to fajne chłopaki”. Nawet jeśli jest to metafora zbyt hermetyczna dla ogółu odbiorców, to zważywszy na obecną, aerodynamiczną fryzurę Bychawskiego brzmi zabawnie, a pocieszająco dla wszystkich z konieczności czeszących się gąbką.
No i przywodzi na myśl obronne hasło łysych: „Czynny wulkan nie zarasta trawą”, w innej sferze charakteryzujące też nieźle „Agiehowców”. Przed tygodniem wygrali zbiórki z drużyną posiadającą bodaj najlepszy i najszerszy zestaw zawodników podkoszowych. W dzisiejszej erupcji wymusili na wrocławianach do przerwy 14 strat, Maciej Koperski raz po raz wyłuskiwał im piłkę leżąc na ziemi, Konrad Mamcarczyk zaś zdobył ją klasycznym skokiem tygrysim. W kontynuacji przedarł się przez całą defensywę i zapakował oburącz. Przyjezdni tak już byli oszołomieni, że jeden z nich wybijając zza linii końcowej uderzył piłką w tył tablicy. 35:18, 42:21, 47:25.
– Dwa lata temu też miewaliśmy udane występy w I lidze, ale wtedy brakowało nam tak dobrych centrów, jakich mamy teraz. Możemy sobie ustawić grę, gdy nie układa się szybki atak – podkreśla Włodarczyk, który wraz z Tomaszem Zychem zanotował do przerwy po pięć asyst, a ich zespół przeważał w tym elemencie nad WKK 17-6.
Ukoronowaniem tego fragmentu była sekwencja, która przyniosła im 7 „oczek”: drybling Zycha pod samą „dziurę” z pomocą torującego mu drogę Bartłomieja Podworskiego, bilardowa wymiana: Zych-Podworski-Iwan Wasyl uwieńczona wsadem, plus „trójka” Koperskiego na 0,1 sekundy przed syreną. 56:27, w tym 28:11 w drugiej części.

– Przecież oni grają tak rewelacyjnie, że dzisiaj mogliby pokonać tutaj każdego! – entuzjazmował się w przerwie Jan Domański, współtwórca akademickiego zespołu. Po 22 minutach jego ulubieńcy wyszli nawet na 61:29. Damian Pieloch i Jakub Koelner paroma rzutami z dystansu nieco zredukowali różnicę, jednak później na krok nie ustępowała im niska piątka: Włodarczyk, Czerwonka, Mamcarczyk, Kędel, Michał Borówka. Ten ostatni przybił do „deski” Koelnera, a „Włodar” wyjechał na koźle z kontrą, w której Kędel włożył oburącz. 77:48, a po trzeciej odsłonie – 77:52.
W czwartej kwarcie na tablicy zaświeciło się jeszcze 84:54, ale przy rozstrzygniętym rezultacie, eksperymentów ze składem i luzu było coraz więcej. Narodził się chaos, w którym lepiej odnaleźli się goście. 84:63, 93:74.
W najbliższą środę, 17 października, na AGH czeka jeszcze wyżej ustawiona poprzeczka – o g. 18 zmierzą się w Łańcucie z najlepszą obecnie drużyną na zapleczu ekstraklasy, Rawlplug Sokołem. Natomiast w przyszłą sobotę, 20.10, podejmą o g. 19.30 Polfarmex Kutno.
PAWEŁ FLESZAR

AZS AGH Kraków  WKK Wrocław 93:74 (28:16, 28:11, 21:25, 16:22)
Sędziowali: Adam Krasuski, Rafał Zuchowicz i Paweł Pacek. Widzów: 270.
AGH: Wasyl 18 (1×3), Koperski 11 (3×3, 4 zb., 4 as., 4 prz.), Podworski 10 (4 zb.), Sadło 8 (7 zb.), Zych 2 (11 as., 4 prz.) oraz Czerwonka 13 (4×3, 4 zb.), Mamcarczyk 11 (1×3), Włodarczyk 7 (1×3, 7 as., 3 prz.), Borówka 5, Kedel 5, Jakubek 3 (1×3), Nowacki. Trener: Wojciech Bychawski.
WKK: Patoka 18 (8 zb., 5 prz.), Pieloch 15 (2×3, 5 zb.), Jędrzejewski 5 (3 prz.), Matusiak 2, Kroczak 2 oraz Koelner 14 (2×3, 6 zb., 2 prz.), Ciechociński 7 (4 zb.), Józefiak 4, Uberna 3 (1×3), Rutkowski 2, Lentka 2. Trener: Tomasz Niedbalski.

Pozostałe wyniki i tabelę I ligi koszykarzy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.