Departament Stanu wirtuozerii

Pełna wersja tekstu, który ukazał się w magazynie „Champion. Sport and more” w 2014 r.

– Jesteśmy w obecnym składzie najsilniejszą drużyną, na jaką stać Stany Zjednoczone – stwierdził po wylądowaniu na Okęciu, w maju 1964 roku, Bob Cousy. Genialny rozgrywający jedynej w historii reprezentacji NBA, jaka przyjechała do Polski, aby zmierzyć się z tutejszymi zespołami.

I właściwie nie wiadomo, co jest dziwniejsze. Czy fakt, że w całym okresie od założenia NBA w 1946 roku jej delegacja zjawiła się u nas akurat w ponurej epoce Gomułkowskiej. Czy to, jak wizytę ultraprofesjonalnych zawodników, symboli amerykańskiego kapitalizmu, opisywała „Trybuna Ludu”, organ KC PZPR, kierowany przez Leona Kasmana, jednego z najbardziej fanatycznych komunistycznych propagandystów.
Na szóstej stronie za winietą „Proletariusze wszystkich krajów łączcie się” dziennikarze nie ukrywali zachwytu: „Koncert wirtuozów koszykówki”, „Popis amerykańskich koszykarzy”, „Lepiej już grac nie można”. Kiedy ekipa All Stars przyjechała do Krakowa, porównywano ją do Haarlem Globetrotters, którzy zawitali tu kilka lat wcześniej: „Tam były cyrkowe sztuczki, a tu prawdziwa arcymistrzowska koszykówka”.
„Koszykówka w ich wydaniu to perfekcja, to piękno zespołowych i indywidualnych poczynań” – w dalszej perspektywie były wyniki, a przybysze z USA pokonali bez problemu pięć polskich klubów: Legię i AZS AWF Warszawa, Wisłę Kraków, Śląska Wrocław i Wybrzeże Gdańsk. Najniższy wymiar kary ponieśli legioniści (20 punktów straty), najgorzej została potraktowana Wisła (70:117).


Mecz gwiazd NBA z AZS AWF Warszawa w Hali Mirowskiej. Autor: Jan Rozmarynowski.

Przez Harvard na koszykarski uniwersytet

Są dwie wersje, dlaczego doszło do tego tournee: pomysł miał powstać w Departamencie Stanu lub też podsunął go sam prezydent Lyndon Johnson. Celem było poprawienie wizerunku amerykańskiego basketu, po tym jak rok wcześniej na mistrzostwach świata reprezentacja kraju, złożona z zawodników akademickich nie stanęła na podium, a szerzej – promocja USA. Wyprawa nosiła nazwę „1964 U.S. State Department European Tour”, a wbrew niej zespół poza Polską, Rumunią i Jugosławią odwiedził również Egipt. W ciągu pięciu tygodni zaliczył 21 meczów, wszystkie wygrał.
Geneza tej wyprawy ma też polskie wątki, gdyż na przełomie 1963 i 1964 roku trzy miesiące w Stanach Zjednoczonych spędził selekcjoner naszej reprezentacji, Witold Zagórski. Wyjazd był nagrodą za srebrny medal, jaki biało-czerwoni świeżo wywalczyli w mistrzostwach Europy. Pod jego wodzą reprezentacja przeżywała okres historycznej prosperity, poza wspomnianym, największym sukcesem, stawała na najniższym stopniu podium dwóch kolejnych ME, a w 1967 r. zajęła piąte miejsce w mistrzostwach świata.
Za oceanem Zagórski przyglądał się zajęciom drużyn uniwersyteckich, zawędrował też na prestiżowy uniwersytet Harvard, który koszykarsko był słaby, za to tamtejszy trener, Will Wilson dobrze znał prowadzącego Boston Celtics Arnolda „Reda” Auerbacha. I tak jednego z najbardziej utytułowanych szkoleniowców w dziejach poznał również Zagórski, a podczas jednej z wielu pogawędek miał rzucić: – A może byście się zebrali i przyjechali do nas na parę meczów?


Europejskie Tournee Departamentu Stanu z wizytą w Rumunii. Pierwszy z lewej kuca Red Auerbach. Stoją Bob Pettit (2. od lewej), Bob Cousy (4. od lewej), Tom Heinsohn (6 z. lewej), Jerry Lucas (najwyższy, na środku), Tom Gola (obok niego, pochylony), Oscar Robertson (po lewej ręce Goli), K.C. Jones (drugi z prawej). Zdjęcie ze zbiorów Tudora Costescu, zamieszczone na stronie theundefeated.com.

Ośmiu wspaniałych

Zebrali się w ósemkę, z której każdy trafił później do „Galerii Sławy”, a pięciu zostało wybranych do grona pięćdziesięciu najlepszych koszykarzy w historii NBA na jej półwiecze.
Reda Auerbacha w 1980 roku uznano najlepszym trenerem NBA wszech czasów. Z Celtami zdobył 9 tytułów mistrzowskich (w 1957 r. i latach 1959-1966). Jego rekord pobił dopiero Phil Jackson, który w 2010 r. uzbierał 11 tytułów.
Z Auerbachem przyjechało ośmiu wspaniałych:
* Bob Cousy, rozgrywający, sześciokrotny mistrz NBA w barwach Celtics. MVP sezonu 1956/57.
* Bill Russell, center, jedenastokrotny mistrz NBA w barwach Celtics, w tym dwukrotnie jako grający trener (był pierwszym czarnoskórym trenerem w historii ligi). Pięciokrotny MVP NBA. Drugi na liście rekordzistów w liczbie zbiórek w karierze. Dwukrotny mistrz NCAA, mistrz olimpijski w 1956 r.
* Oscar Robertson, rozgrywający, mistrz NBA w 1971 r. w barwach Milwaukee Bucks, MVP sezonu 1963/64. Jedyny zawodnik w historii ligi, który w całym sezonie (1961/62) zanotował średnie statystyki na poziomie triple-double: 30,8 punktów, 12,5 zbiórek i 11,4 asyst. Mistrz olimpijski w 1960 r., trzykrotny król strzelców NCAA (1958-60).
* Jerry Lucas, skrzydłowy lub center, mistrz NBA w 1973 r. w barwach New York Knicks. Zwycięzca klasyfikacji najskuteczniejszych w rzutach z gry w sezonie 1963/64. Mistrz olimpijski i mistrz NCAA w 1960 r.
* Bob Pettit, silny skrzydłowy, mistrz NBA w sezonie 1957/58 w barwach St. Louis Hawks. Trzykrotny finalista ligi, dwukrotny król strzelców (1956 i 1959 r.). Pierwszy zawodnik w historii ligi, który zdobył 20 000 punktów.
* Tom Heinsohn, skrzydłowy lub center, ośmiokrotny mistrz NBA jako zawodnik w barwach Boston Celtics. Później trener Celtów, zdobywca dwóch tytułów w latach 1974 i 1976, w 1973 r., wybrany najlepszym trenerem ligi.
* K.C. Jones, obrońca, ośmiokrotny mistrz NBA jako zawodnik w barwach Boston Celtics. Mistrz NCAA w latach 1955 i 1956, mistrz olimpijski 1956. Jako trener Celtów dwukrotny mistrz NBA w 1984 i 1986 r.
* Tom Gola, obrońca lub niski skrzydłowy, mistrz NBA w 1956 r. w barwach Philadelphia Warriors. Mistrz NCAA i najlepszy zawodnik roku rozgrywek akademickich w 1954 r.


Bob Pettit rzuca w wyskoku, wbiega Tom Heinsohn, z nr 14 Oscar Robertson. Zdjęcie ze zbiorów Tudora Costescu, zamieszczone na stronie theundefeated.com.

Pokazali, że rodzime hale są zbyt małe, że technika może iść w parze z siłą i sprawnością, że wysoki wzrost nie musi upośledzać tych cech, że piłkę do kosza można nie tylko wrzucać, ale i wkładać, że najefektowniejszą, bez straty skuteczności, formą obrony jest „czapa” (nie miała nawet u nas swojej nazwy, opisywano ją jako: „wychwytywanie tuż przed koszem strzelonej przez przeciwnika piłki”). Największy podziw budził Bill Russel, a najdokładniej poznał zagrania wirtuozów Jerzy Piskun, który wystąpił przeciwko nim w barwach Legii i AZS AWF. Paradoksalnie, na co dzień był związany z innym stołecznym zespołem Polonią, której nie opuścił mimo licznych ofert.
Instruktaż odbywał się również na pokazowych treningach. Jeden z nich prowadził Auerbach, a Zagórski tłumaczył, innym razem elementy taktyki prezentował polski selekcjoner, mając jako demonstratorów amerykańskich zawodników.
Trzy lata później ukazał się przetłumaczony przez niego fachowy poradnik „Koszykówka dla zawodnika, trenera i kibica” autorstwa Auerbacha, za który ten zrzekł się tantiem.


Okładka książki Reda Auerbacha wydanej w Polsce w tłumaczeniu Witolda Zagórskiego. 

Potańcówka za dwa funty

Amerykanie nie zetknęli się zbyt mocno z komunistyczną rzeczywistością, choć o niektórych jej aspektach musieli słyszeć. Inaczej Auerbach, jego asystent Buddy LeRoux i Cousy nie wymyśliliby żartu, jaki ten pierwszy opisywał później w swoich wspomnieniach, a Cousy – w wywiadzie dla gazety „Bennington Banner”.
Namówili polskiego trenera, aby wraz z kolegą ubrali prochowce i udali, że aresztują Toma Heinsohna. Dopadli go w pokoju Jerry Lucasa i Toma Goli, pokazali trefną odznakę i powiedzieli: – Heinsohn. Ty idziesz. Bierz paszport. Jesteś aresztowany. Mamy pytania.
Protestujący Heinsohn został poprowadzony korytarzem, następnie do restauracji i posadzony przy stole. – Czekaj tutaj – nakazali, gdy Heinsohn zapalał kolejnego papierosa. Zorientował się dopiero, gdy wyjrzał przez okno i zobaczył zwijających się ze śmiechu trzech dowcipnisiów.


Tom Heinsohn rzuca hakiem, pod koszem stoi Jerry Lucas. Zdjęcie ze zbiorów Tudora Costescu, zamieszczone na stronie theundefeated.com.

Znacznie przyjemniej jego koledzy spędzili czas w Krakowie, odwiedzając jedno z najbardziej kultowych miejsc tamtej epoki, studencki klub „Pod Jaszczurami”. Jest swoista ironia losu w tym, że wejście umożliwił im ówczesny student Wyższej Szkoły Rolniczej, Jerzy Kalinka, klubowy bramkarz, który nieco wcześniej omal nie wyleciał z uczelni wskutek podobnego zdarzenia. Nie rozpoznał i nie chciał wpuścić dobijającego się do „Jaszczurów” rektora Akademii Sztuk Pięknych, który spóźniony przyszedł na własną prelekcję, a pojawił się przy nieodpowiednim wejściu – od strony Pasażu Bielaka.
– To było ekskluzywne miejsce ze świetną muzyką na żywo – kilka lat temu wspominał zmarły niedawno Kalinka. – Kiedyś nawet wystąpili Niebiesko-Czarni z Czesławem Niemenem, praktycznie za darmo – wypili tylko butelkę wina i zjedli trochę szynki jako poczęstunek. Na co dzień grały zespoły big-beatowe, „Ametysty” albo „Szwagry”, przy których odbywały się potańcówki. Teksty dla tych drugich pisał Wiesław Dymny.
– Pewnego wieczoru zobaczyłem, że przed wejściem, wśród ludzi, dla których nie ma już biletów, wyróżniają się bardzo wysocy mężczyźni. Jeden to Jerry Lucas, drugiego nie pamiętam, był to bodaj Tom Gola. Dobrze mówiłem po angielsku, poszedłem spytać, co ich tu sprowadza. Chcieli kupić bilety, których już nie było – odpowiedziałem, że mogą wejść bez biletów, są mile widziani. Lucas próbował się jakoś odwdzięczyć i dał mi autografy na dwóch banknotach funtowych, którymi chciał płacić wcześniej za wejście. Koszykarze zostali rozpoznani, ludzie popatrywali na nich ciekawie, ale nie zrobiło się zbiegowisko. Posiedzieli dłuższą chwilę, wypili piwo, czy wino, posłuchali muzyki. A autografy się rozeszły „po cenie” banknotów, bo pojechałem po kilku latach na Zachód i wydałem te dwa funty. To była duża kwota, na wyjazd zagraniczny dostawało się pięć dolarów…
PAWEŁ FLESZAR

KALENDARIUM POBYTU GWIAZD NBA W POLSCE
5 maja 1964: NBA – Legia Warszawa 96:76
6 maja 1964: NBA – AZS AWF Warszawa 94:58
7 maja 1964: NBA – Śląsk Wrocław 110:68
9 maja 1964: NBA – Wisła Kraków 117:70
12 maja 1964: NBA – Wybrzeże Gdańsk 117:71

* Na 50-lecie tego wydarzenia w 2014 roku Krakowski  Nurt Basketu Amatorskiego zorganizował imprezę pamiątkową, która odbyla się w hali Wisly. Tym razem zamiast amerykańskiego Dream Teamu zagrała reprezentacja KNBA. Ale znowu Wisła przegrała wysoko…

Komentowanie zablokowane.