Derby Koelnera WKK zabiera

Wrocławscy koszykarze pokonali we własnej hali łańcucian, 93:90, psując jubileusz Maciejowi Klimie, który zdobył dzisiaj swój pierwszoligowy punkt nr 4000 w barwach Sokoła.

W tym sezonie na zapleczu ekstraklasy funkcjonuje współczesna odmiana „Festung Breslau”. Nikt obcy jeszcze tu nie wygrał, a Śląsk i WKK legitymowały się do dzisiaj bilansem po 5-0. Mogło się wydawać, że twierdza padnie w sobotni wieczór, bo ten drugi zespół przystąpił do meczu bez swojego najlepszego zawodnika, Jakuba Patoki, natomiast goście przyjechali podrażnieni po pierwszej jesienią porażce. Tyle że prowadzili na początku łącznie przez 12 sekund, po kilku minutach było jeszcze 13:13, a ich playmaker, Kamil Zywert miał na koncie 7 „oczek”.
Miejscowi coraz bardziej podkręcali tempo, rozprowadzali się podaniami w dwójkach. 19:13, 23:15 i 29:20 na koniec I kwarty, kiedy Damian Pieloch po gwałtownym zatrzymaniu trafił w ostatnich sekundach „trójkę”. Siedmiu z nich wpisało się w tym okresie na listę punktujących, notując ponad 90% skuteczności za dwa (10 z 11).
Na starcie drugiej części wyszli na 31:20.

W czasach peerelu jeśli ktoś słyszał o Łańcucie, to na ogół z jednego z trzech powodów: pałacu otoczonego pocztówkowo urokliwym parkiem, Polmosu lub Fabryki Śrub. Dzisiaj pałac stoi jak stał (choć park nieco przetrzebiło kilka epickich burz), wytwórnia wódek bardzo podupadła wraz ze zmianą alkoholowych obyczajów, a popularne „Śruby” przechodziły różne koleje losu, aż przejęła je firma Koelner. Obecnie funkcjonują pod szyldem Rawlplug i są sponsorem tytularnym Sokoła, który już wcześniej wskoczył na podium wśród wizytówek miasta.
Przedsiębiorstwo, które Krystyna Koelner założyła we Wrocławiu, gdy w stanie wojennym zwolniono ją z pracy, zaczynając od produkcji guzików w przydomowym garażu, obecnie jest notowanym na giełdzie potentatem w projektowaniu i produkcji najróżnorodniejszych mocowań. Jest pierwszą polską spółką, która wykupiła dużą firmę angielską – Rawlplug Ltd., przyjmując później jej nazwę. I sponsoruje również… WKK. Szef wrocławskiego klubu, Przemysław Koelner jest bratem prezesa Rawlplug S.A., Radosława Koelnera i synem Krystyny, pełniącej funkcję przewodniczącej Rady Nadzorczej.
Spotkanie miało więc dodatkowy smaczek jako swoiste „derby sponsora” i odpowiadającą derbom zaciętość. Łańcucianie ambitnie gonili, zbliżając się na 37:35, 40:39 i 45:42. Faule (już trzy w tamtym momencie) musiał przeliczyć na ławce rozgrywający WKK, Michał Jędrzejewski, więc nie miał kto naciskać na pedał gazu, w Sokole powoli otwierali się strzelcy.
Wrocławski klub od ponad dekady jest czołowym ośrodkiem szkolenia młodzieży, na ścianach WKK Sport Center wiszą flagi dokumentujące 14 tytułów mistrza Polski zdobytych w latach 2007-17 (co ciekawe, w dwóch z nich spory udział miał Mateusz Kaszowski, syn trenera Sokoła, Dariusza).
Pierwsze „złoto”, w kategorii U-14 zdobywał w 2007 r. Jakub Koelner, syn Przemysława, chrześniak Radosława, wnuk Krystyny, jeden z najsłynniejszych wychowanków WKK (wicemistrz świata U-17), a dzisiaj jego lider. Niedługo przed przerwą wcelował z obwodu na 51:42, tuż po niej na 54:44, co poprzedził „czapą”. Kolejny jego rzut zebrał i dobił Bartosz Ciechociński, który pod nieobecność Patoki dostał więcej niż zwykle minut i wykorzystał je skrupulatnie. Na tablicy świeciło się 56:44, a ta dwójka miała na koncie po 13 pkt.

Podczas „powodzi stulecia” w 1997 roku została zalana macierzysta, wrocławska wytwórnia Koelnerów. Pani Krystyna opowiadała kiedyś, jak jej synowie, Przemek i Radek, przedzierając się po szyję w wodzie, ocalili ważne dokumenty firmowe. Nie mogli już wrócić w ten sam sposób, więc wdrapali się na dach hali. Siedzieli tam przez 12 godzin, aż przypłynęła po nich motorówka.
Dla WKK taką szalupą, ratującą w każdych okolicznościach, były dzisiaj strzały zza linii 6,75 m. Goście mieli dobre chwile, kiedy Klima trafiał z półdystansu bądź z bliska, kiedy w pod obręczą odnajdywał się Rafał Kulikowski, kiedy efekty przynosiła dynamika Wiktora Sewioła. W ten sposób redukowali straty do 58:49, 60:54, 66:59, a w czwartej odsłonie zrobili run 11:0 i z 80:63 poprawili wynik na 80:74. Zawsze jednak w takich sytuacjach zza łuku kłuli: Koelner (4x), Pieloch (3x), Dominik Rutkowski (3x), Kamil Fiedukiewicz (3x) i Michał Kroczak (1x), osiągając w tym elemencie skuteczność ponad 48%.
Wreszcie łańcucianie zdołali wsiąść na tę motorówkę. Na „trójkę” Filipa Małgorzaciaka (88:82) odpowiedział jeszcze Rutkowski (91:82), ale potem w ciągu kilkunastu sekund – po ataku pozycyjnym i przechwycie – trafił Dawid Zaguła. 91:88 i na 14 sekund przed końcem Sokołowi zaświeciła nadzieja na zwycięstwo w konfrontacji, w której przez blisko 38 minut przeważał WKK. Przyjezdni musieli faulować dwukrotnie, żeby wymusić osobiste. Padło na Jędrzejewskiego, który wyegzekwował obydwa. 93:88, dziewięć sekund do końca, czas dla Kaszowskiego, po którym jego podopieczni wybijali piłkę zza linii bocznej. Ściśle kryci przez przeciwników nie wprowadzili jej jednak do gry przez pięć sekund i stracili. Wprawdzie odzyskali ją jeszcze po przechwycie na połowie wrocławian, a Bartłomiej Karolak na sekundę przed syreną wrzucił ją spod „dziury”, lecz wystarczyło to tylko do liftingu rezultatu na 93:90.

Jedna akcja zapisała się w annałach. W 28. minucie Karolak na prawym półskrzydle zrobił zasłonę w plecy na Rutkowskim, a Klima wjechał na koźle. Pod „deską” czekali na niego Ciechociński i Koelner, ale on uprzedził ich prawym półhakiem. W ten sposób zdobył punkt nr 4000 w historii swoich pierwszoligowych występów w Sokole. Przeniósł się do niego w 2005 roku (jego nietypową drogę opisywaliśmy TUTAJ) i pozostaje do tej pory, z dwuletnią przerwą na pobyt w Stali Stalowa Wola.
Nie mógł sobie jednak przypomnieć pierwszych punktów w I lidze („W tamtych czasach byłem takim >kasztanem<, że pewnie jakiś gość nabił piłkę o moje ręce i tak wpadła do kosza„), ani nie dał się namówić na rozważania o najważniejszych. – Powinienem dzisiaj wyraźniej przekroczyć tę granicę 4000, gdybym tyle nie pudłował – kręcił głową. – Muszę poszukać też winy u siebie, znaleźć sposób na odbudowanie formy koszykarskiej i fizycznej.
Tydzień temu łańcucianie ulegli u siebie Astorii Bydgoszcz, a za tydzień czeka ich w Lesznie kolejna ciężka przeprawa, z Jamalex Polonią. – Zawodzi u nas organizacja ataku, a o obronie nawet nie ma co mówić. Skoro po raz drugi tracimy ponad dziewięćdziesiąt punktów, to co by się nie działo w ataku, trudno o zwycięstwo. Bardzo szybko musimy poprawić zwłaszcza defensywę – podsumowuje kapitan Sokoła.
PAWEŁ FLESZAR

WKK Wrocław – RAWLPLUG SOKÓŁ Łańcut 93:90 (29:20, 22:24, 22:19, 20:27)
Sędziowali: Adam Krasuski, Maciej Krupiński i Rafał Zuchowicz. Widzów: 350.
WKK: Jędrzejewski 18 (4 as.), Koelner 16 (4×3, 7 zb., 5 as., 2 bl.), Ciechociński 13 (10 zb., 4 bl.), Rutkowski 11 (3×3, 6 as., 4 zb.), Malona 8 oraz Pieloch 15 (3×3, 4 zb., 2 prz.), Fiedukiewicz 9 (3×3), Kroczak 3 (1×3), Madejski. Trener: Tomasz Niedbalski.
SOKÓŁ: Klima 19 (6 zb.), Małgorzaciak 18 (4×3, 8 zb., 4 prz.), Kulikowski 13 (1×3, 7 zb., 5 prz.), Zywert 11 (1×3, 13 as.), Karolak 7 (1×3, 4 as.) oraz Zaguła 11 (3×3, 5 as., 3 prz.), Sewioł 9 (5 zb.), Fiszer 2. Trener: Dariusz Kaszowski.

Pozostałe wyniki i tabelę I ligi koszykarzy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.