Derby przez cały rok

Artykuł ukazał się w „Przeglądzie Sportowym” z 30 września 2004 roku

Można walczyć do upadłego na murawie, w barwach niezbyt przyjaznych sobie klubów, ale kumplować się poza boiskiem. Przed niedzielnymi derbami spotkali się piłkarze Cracovii i Wisły; wieczór upłynął wśród śmiechów i przyjacielskich docinków, na pogawędce dryfującej ku przeróżnym tematom.

Afrykańska restauracja jest neutralnym terenem w Krakowie podzielonym pomiędzy sympatyków „Białej Gwiazdy” i „Pasów”. Pierwszy zjawia się w niej Mirosław Szymkowiak („Ja się nigdy nie spóźniam!„). Kiedy wchodzą Piotr Bania i Marcin Bojarski, rzuca ze śmiechem do kelnerki: – To od razu cztery wódki poproszę.
I ogórki – podchwytuje dowcip Bania.
Napoje to jednak tylko soki, woda mineralna i herbata, do tego barszczyk z uszkami, pieczeń w borowikach.
Cześć „Blondino”! Uczesanie zmieniasz częściej niż klubyMarek Citko wita Szymkowiaka, z którym w Widzewie Łódź awansował do Ligi Mistrzów. – Słyszałem, że masz gdzieś wyjechać?
Coś się mówiło o jakiejś Turcji – bagatelizuje „Szymek”.
– No tak, w Turcji nie ma dobrych fryzjerów – kpi Marek.
Trzech na dwóch – Cracovia ma przewagę. – Oby tylko dzisiaj – wzdycha Tomasz Frankowski, który wraz z Citką tworzył niegdyś siłę rewelacyjnej drużyny juniorów Jagiellonii Białystok.
– „Święta wojna” już za kilka dni, a tu ostatnio Cracovia wyraźnie zagrała dla Wisły – pokonując Groclin dała jej niezagrożone miejsce na szczycie tabeli…
Szymkowiak: – Zgadza się, że dużo nam pomogła, jednak każdy zespól gra przede wszystkim dla siebie. Bardzo im były potrzebne te punkty – w większości spotkań są lepszą drużyną, ale często im nie idzie. Ten mecz chyba był przełomowy – wygrali z wiceliderem, a w dodatku należało im się to.
Citko: – Gramy ładnie, stwarzamy sytuacje, ale jeszcze brakuje skuteczności. Mam nadzieję, że w najbliższą niedzielę będzie lepsza? Na pewno czeka nas ciężki mecz, ale nie mamy kompleksów. Wisła natomiast jest bardzo skuteczna, wykorzystuje większość okazji. Już nie wspomnę o „Młodym” – co kopnie w lewy róg, to wpada mu w prawy.
Frankowski: – Akurat w Lubinie mierzyłem…
– Ale setną bramkę zostawił pan sobie na derby?
Frankowski: – Zwariowaliście?! Nie kalkuluję, choć nieźle byłoby wykorzystać w niedzielę jakieś prostopadłe podanie Mirka. O ile wystąpi, bo trener lubi rotować składem, więc może teraz odpocznie?
Citko: – Mam nadzieję, że „Szymek” zagra, bo będziemy mieli większe szanse…
– A panu uda się rzucić czterdziestometrowego loba za plecy Radka Majdana?
Citko: – Będę się starał.
Szymkowiak: – Ale „grzebią w trupach” z tym lobem – przecież to było osiem lat temu.
Bojarski: – I to przy przegranej 1:4 z Atletico Madryt.
Citko: – Zawsze trzeba próbować. Z każdej odległości.
Frankowski: – A nie mają wtedy do ciebie pretensji, że nie podajesz? Bo ja dwa razy spróbowałem i od razu się nasłuchałem: „Czemu nie wyprowadziłeś piłki?”
Citko: – Odważyłeś się?
Szymek: – Jak „Franek” nóżkę ułoży, to od razu wiadomo, że będzie walił.
Bojarski: – A mnie się podoba postawa „Franka” – to napastnik, który zawsze podejmuje ryzyko.
Szymkowiak: – Zdarzali się trenerzy karzący za niekonwencjonalne zagrania.
– Nazwiska trenerów i wymiary kar?
Szymkowiak: – Nazwisk na pewno nie podam.
Frankowski: – Generalnie jest tak: jeśli wykończysz akcję sprytną sztuczką i strzelisz gola, to cię poklepią po plecach, a jak zepsujesz – wysłuchujesz „ochrzan”.
Szymkowiak: – Na zachodzie piłkarze dostają chyba więcej swobody. Mieliśmy przykład z Figo w Krakowie. Pięć razy przegrał pojedynek z Nikolą, a mimo to szósty raz „pojechał na wydrę” – zupełnie tak samo. I tym razem go „skręcił”, i bramkę wypracował. A w Polsce, gdy dwa razy ci nie wyjdzie, trener krzyczy z boku: „Dziesięć minut ci zostało na pokazanie swojego oblicza!”.
– Co najgorsze, w Polsce już juniorom się mówi: „Graj prosto”. Jak mają później wyrosnąć nieszablonowi piłkarze?
Citko: – Okuka chciał mnie kiedyś wygonić z treningu, bo podałem piętą.
Frankowski: – Smuda też nie za bardzo lubił sztuczki techniczne.
Citko: – Mnie pozwalał!
Szymkowiak: – Piłka młodzieżowa wygląda w Polsce kiepsko, bo w tej kategorii gra się systemem 3-5-2, który już się przeżył. Boczny pomocnik ma po dwudziestu minutach taką „butlę”, że musi się dotlenić.
Bania: – A potem młody chłopiec wchodzi do pierwszej drużyny i musi się uczyć prawie od podstaw.
Citko: – W takiej Szwajcarii nie mają talentów, ale od trampkarza stosują jednolity system szkolenia. A potem dzięki konsekwencji i taktyce występują w wielkich imprezach.
Szymkowiak: – U nas Henryk Kasperczak wprowadził w całym klubie jednolite szkolenie, już dzieci uczą się grać w ustawieniu 4-4-2. I to jest dobre – tak działa system we Francji, który dał jej sukcesy.
Frankowski: – W poniedziałki są zebrania wszystkich trenerów Wisły i Kasperczak nadzoruje ich pracę.
– Cracovia stara się prezentować podobny styl do Wisły. Patrzycie na to z sympatią?
Frankowski: – Tak, a wiecie dlaczego? Cracovia jest jedną z tych drużyn, które nie boją się gry piłką i nie koncentrują na „wybijankach”.
Szymkowiak: – Wygodniej walczy się z zespołem, który też chętnie operuje piłką, gra otwarcie. Jest wtedy więcej miejsca do przeprowadzenia składnych akcji.
Citko: – Przeciwnicy się szanują; nikt nie „wali w pysk”, a kiedy się cofniesz, to nie kopią cię po nogach.
– Można postawić i obronić tezę, że Kraków ma dwie najładniej w Polsce grające drużyny?
Citko: – Jasne. W przypadku Wisły to oczywiste, Cracovia natomiast zaliczyła trzy spotkania na początku sezonu – w tym dwa przegrane – i już się mówiło o stylu. To o czymś świadczy. Gdyby nie uciekło nam pięć punktów na własnym stadionie – z Odrą Wodzisław i Górnikiem Zabrze – bylibyśmy na drugim miejscu w tabeli. To następny dowód.
Frankowski: – Cracovia przypomina Wisłę z czasu, kiedy zaczęła ją sponsorować Tele-Fonika i wszystko nagle poszło do góry.
Citko: – Nie graliście wtedy tak ładnie. Wiem, bo przecież trenowałem z wami parę tygodni.
Frankowski: – Jak to nie? Mieliśmy swój styl ofensywny, nie przegraliśmy trzynastu spotkań z rzędu.
Citko: – Uważam, że tak naprawdę ładna gra Wisły zaczęła się od meczów w pucharze UEFA przed dwoma laty. Wcześniej różnie to bywało.
Szymkowiak: – Eee, Marek!
Frankowski: – Wiesz co, „Citek”? Wcześniej, zanim zaczynaliśmy „łapać” zgranie – trener był zwalniany. Kasperczak jest najdłużej pracującym szkoleniowcem od czasu, kiedy trafiłem do Wisły. I to procentuje. Dawniej ciągle wszystko się zmieniało. Smuda preferował grę z jednym wysuniętym napastnikiem i wchodzącymi skrzydłowymi. Potem przyszedł Lenczyk, który hołdował zasadzie: „Nie przeszkadzać” – utrzymać dyspozycję fizyczną, a zawodnicy mają sami grać w piłkę.
Citko: – A składem mieszał? W Widzewie nie grało się u niego dwóch meczy z rzędu w tym samym zestawieniu. Nawet jak nie sadzał nikogo na ławce, to zmieniał ludziom pozycje.
– Wróćmy do derbów: zderzą się dwa ofensywne, efektowne style i będzie 6:6?
Frankowski: – Na pewno niemożliwy jest wynik 0:0.
– A może to być najładniejszy ligowy mecz roku?
Szymkowiak: – Przeważnie w prestiżowych konfrontacjach tak nie bywa. Zależy też, kiedy zaczną padać bramki, kto będzie musiał się osłonić i jeszcze mocniej zaatakować.
Bojarski: – Nawet jednak przegrywając z Wisłą trzeba atakować z głową. Niejedna drużyna źle skończyła próbując gorączkowo odrobić straty – w ciągu pięciu minut kończył się mecz.
Szymkowiak: – W takich spotkaniach początki zawsze są trudne: wszyscy są spięci i jest dużo walki. Z biegiem czasu jednak będzie coraz więcej sytuacji.
Bania: – Też mi się wydaje, że pod koniec meczu będzie więcej akcji ofensywnych, bo na pewno na początku obie drużyny podejdą z dużą determinacją i koncentracją na grze obronnej. Ciężko będzie dojść do strzału.
– Nie jest pan zdenerwowany? Ósmy mecz w ekstraklasie, niezwykła otoczka.
Bania: – Na razie nie. W pierwszych dwóch meczach sezonu byłem trochę spięty: zastanawiałem się jak pokaże to telewizja, jak ja wypadnę na boisku. Otrząsnąłem się jednak z szoku i teraz już nie mam żadnych problemów.
Bojarski: – Czego się zresztą bać? Gramy w piłkę, cieszymy się tym. A to, że jedno podanie czy drybling mi nie wyjdzie – nie oznacza, że muszę się załamywać.
Citko: – Mirek zawsze jest spięty.
Frankowski: – To zależy, czy mu sędzia zajdzie za skórę. Wiecie, w której minucie skoczył na Małka w Lubinie? W pierwszej!
Szymkowiak: – No, nie – w drugiej! Kurczę, pobrudziłem się.
Bania: – Nie przejmuj się, spodnie w plamy są teraz modne.
– Niekiedy przed wielkimi derbowymi pojedynkami, czy spotkaniami Real – Barcelona, w prasie trwa wojna piłkarzy na słowa, atmosfera jest podgrzewana. W  Krakowie tego nie ma.
Frankowski: – To zależy od dziennikarzy. Siedzimy tu sobie i rozmawiamy, a wy później podkreślicie dwa odpowiednie zdania – na przykład, że ja powiedziałem: „Citko to leser i nie atakuje wślizgiem” – i już jest.
Citko: – A „Szymek” co mecz powinien dostawać czerwoną kartkę.
Bojarski: – W tym spotkaniu w ogóle musimy uważać na słowa, zachowania, żeby nie wywołały burzy na trybunach.
– Na razie tylko Damian Gorawski powiedział kilka tygodni temu: „Nigdy nie zagram w Cracovii”.
Szymkowiak: – „Gora” to młody chłopak.
Bojarski: – Mój sąsiad – mieszkamy na tym samym piętrze. Wyżej Mariusz Kukiełka… I jeszcze bracia Brożkowie na dokładkę.
Frankowski: – I prezes Kapka.
Szymkowiak: – Oni tam mają derby przez cały rok. Teraz założyli się, że kto wygra, to stawia.
Citko: – Czynsz!
Szymkowiak: – Tak, czynsz. To naprawdę dobry blok. Sam tam kiedyś mieszkałem.
– Wspólne grille?
Szymkowiak: – Nie ma szans, tam są balkony metr na metr.
Bojarski: – Nie ma imprez, ale kiedy spotkam „Gorę” albo Mariusza na klatce, to zawsze sobie pogadamy o piłce.
Citko: – My z „Frankiem” częściej się widywaliśmy, gdy mieszkaliśmy dalej od siebie. Odkąd jestem w Krakowie, aż do dzisiaj nie mieliśmy czasu się spotkać.
Frankowski: – Czasu, czasu – napiszcie to słowo dużymi literami.
Citko: – Zawsze się tłumaczysz, że dom budujesz, ale teraz wieczorami jest już ciemno, chyba nic fachowcy tam nie robią?
Szymkowiak: – Są okresy, kiedy człowiek przez wyjazdy na mecze i zgrupowania ma trzy tygodnie wyjęte z życia. Jest pół dnia wolnego, kiedy trzeba pozałatwiać sprawy, resztę poświęca się rodzinie.
Citko: – A fryzjer?
Szymkowiak: – No, trzeba u niego trochę posiedzieć. Właśnie! Z Piotrkiem Banią spotykam się u fryzjera!
Frankowski: – Bo nie macie dzieci, tak?
Szymkowiak: – Zawsze wtedy pogawędzimy, parę razy umówiliśmy się na jakieś piwko wieczorem.
– A propos spotkań – kibice podchodzą i mówią: „Wszystko nieważne, musicie wygrać derby”?
Frankowski: – Miesiąc temu w cukierni zaczepił mnie jakiś facet: „Cześć, wszystkiego najlepszego. Na Cracovię już się szykujecie?” Myślałem, że to kibic Wisły, mówię: „Tak, pokonamy ich”, a on na to: „Ja ci pokonam!”.
Szymkowiak: – Ciesz się, że tylko tak to się skończyło. Co do meczu – będzie dreszczyk emocji. Z dnia na dzień coraz bardziej odczuwalny, ale my na razie o tym nie myślimy. Mamy bardzo ważne spotkanie w Tbilisi.
– Komu będą w nim kibicować piłkarze Cracovii?
Bojarski: – Jeśli o mnie chodzi, to Wiśle. Przecież ona gra dla całej polskiej piłki, zbiera punkty także dla innych klubów.
– Przydałyby się przy waszym ewentualnym starcie w europejskich pucharach? Prezes Filipiak coś wspominał o tym przed sezonem…
Bojarski: – Umówmy się: sportowo Cracovia może by i dała radę, ale pod względem infrastruktury nie jesteśmy na to gotowi.
Bania: – Czemu? Nasze szatnie w barakach są fajne…
Citko: – A wyobraźmy sobie jeszcze: w środę Barcelona przyjeżdża do Wisły, a w czwartek Real do Cracovii.
Frankowski: – To kibic, który chciałby obejrzeć oba te mecze, musiałby być z dobrego domu albo mieć popłatną pracę. Bilety nie są tanie.
– Jeszcze o Tbilisi: gdyby Dinamo wymęczyło Wisłę – nie wygrywając z nią, oczywiście – to Cracovii będzie w niedzielę łatwiej.
Bojarski: – Są doświadczeni, przyzwyczajeni do wysiłku, mają tak dobrą odnowę, że przez te trzy dni dojdą do siebie.
Szymkowiak: – Dwa dni.
Bojarski: – Jak wyjdziesz z tunelu i zobaczysz krzyczący tłum, to poczujesz taką adrenalinę, że wrócą ci wszystkie siły.
Szymkowiak: – Racja, ale to może mieć wpływ na końcówkę. Jeśli będziemy musieli was gonić – może się odbić czwartkowy mecz.
– Adrenalina skoczy z obu stron, ale chyba bardziej w Cracovii, która występuje z pozycji pretendenta? Kiedy Wisła ogrywała Parmę i Schalke, „Pasy” jeździły na trzecioligowe stadiony w Lubartowie czy Proszowicach.
Bania: – Rzeczywiście, czasami łatwiej jest być potencjalnie słabszym. Dlatego dobrze się gra na wyjazdach, kiedy mamy niewiele do stracenia. Poza tym, pomogła nam wygrana z Groclinem. Bardziej uwierzyliśmy we własne możliwości i w niedzielę wyjdziemy na boisko z nadzieją na sukces.
Frankowski: – Z flagami wychodzicie?
Bania: – Nic nie wiem.
Frankowski: – Legia zawsze z flagami wychodziła, co nas śmieszyło, a potem ich łoiliśmy.
Citko: – Wiara w sukces jest ważna, bo Wisła czasami wygrywa tym, że przeciwnik już w szatni się jej boi.
Frankowski: – Real na własnym stadionie ma to samo. Tak działa magia klubu.
Szymkowiak: – Dużo też zależy od trenera. Jeżeli on w szatni powie, że tam grają Maradona i Ronaldo…
Frankowski: – Henryk Kasperczak także stara się podkreślać zalety rywali.
Citko: – Musi tak mówić, bo byście wszystkich „olewali”.
– Zadowoliłby was przyjacielski remis?
Szymkowiak: – Każdy będzie chciał wygrać. To chyba normalne?
Citko: – Zależy też od przebiegu spotkania – można być złym albo zadowolonym z tego samego wyniku.
Szymkowiak: – Tak było z Amiką. Mecz się tak ułożył, że byliśmy zadowoleni z jednego punktu.
Citko: – Przypomniało mi się, jakiego wtedy „Franek” gola strzelił! Dwóch gości przepchał! Pewnie pozasuwał wcześniej z taczkami na budowie i siłę sobie wypracował.
– Mimo miłej dzisiejszej atmosfery, antagonizm międzyklubowy jest faktem. Ostatnio w niemądry sposób objawia się wśród działaczy. Cracovia mogłaby wziąć kilku młodych zawodników Wisły – z korzyścią dla wszystkich zainteresowanych – ale obowiązuje cichy zakaz.
Szymkowiak: – Tego by się nie przeskoczyło. Wystarczy, że taki chłopak miałby jeden słabszy mecz i życie w Krakowie stałoby się dla niego cięższe…
-Myślicie, że byłby to taki fanatyzm, jaki ciągnie się za Luisem Figo? Po tylu latach od jego odejścia z Barcelony, w trakcie mistrzostw Europy, kibic rzuca mu flagą „Barcy” w twarz.
Frankowski: – Figo musiał się liczyć z taką reakcją. To jeden z pięciu najlepszych piłkarzy świata, a gdy odchodził – Real wcale nie był mocniejszy od Barcelony. Ja na jego miejscu nie zdecydowałbym się na to.
Citko: – Phi, phi, Cupiał splajtuje i jeszcze będziesz do nas przychodził z torbą.
Szymkowiak: – „Franek” ma już „trójkę z przodu”, nie myśli o zmianach klubów.
– Na zakończenie – piłkarze często twierdzą: „Gramy dla kibiców”. A dla kibiców niedzielny mecz będzie najważniejszy w sezonie.
Citko: – Za zwycięstwo w derbach dają tyle samo punktów, co w innym spotkaniu, ale kibice na pewno to przeżywają. Dla nich zespół, który wygra, do rewanżu będzie „rządził” w Krakowie. Najważniejsze jednak, żeby na stadionie dopingowali po prostu swoje drużyny, a wieczorem nie urządzali sobie „dogrywek” na mieście.
Rozmawiali PAWEŁ FLESZAR i PRZEMYSŁAW FRANCZAK

Skomentuj

Adres e-mail nie zostanie opublikowany ani wykorzystany. Pola oznaczone gwiazdka sa wymagane.*

Skorzystaj z HTML oraz: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Connect with Facebook

*