Dobry humor po pierwszej ćwiartce

Koszykarze AGH Kraków umocnili się na drugim miejscu w grupie C drugiej ligi, zwyciężając trzecią w tabeli Politechnikę Częstochowa, 97:70.
Spotkanie i jego wynik wyraźniej obnażyło widoczną już wcześniej wyrwę pomiędzy liderującą dwójką, a resztą stawki. Wszak akademików wyprzedza niepokonana Polonia Bytom, a za plecami mają drużyny, które odprawiali z różnicą kilkudziesięciu punktów. – Pan jest dziennikarzem, więc ma pan prawo pisać o różnicach w tej lidze, ale mnie jako trenerowi nie wypada o tym otwarcie mówić. Muszę raczej motywować zawodników – tłumaczy Wojciech Bychawski z AGH. – Stwarza nam to inny problem, bo gdy po siedmiu takich meczach przychodzi nam grać na równi z Polonią, to brakuje takiego otrzaskania w walce.

Dzisiaj jego podopieczni zaczęli od kwarty niemal idealnej. Stłamsili przeciwników siłowo, nie tylko w obronie, a naczelnym młotkującym był Bartłomiej Podworski. Już na dzień dobry Tomasz Zych odwrócił się w dwutakcie i wręczył mu piłkę, a biegnący po jego śladach „Potwór” z rozmachem włożył ją do kosza. Potem dobijał, trafiał hakiem, nie sposób go było przepchnąć, pozbierał tez prawie wszystko z własnej „deski”, a jeden z częstochowian po zderzeniu z nim popełnił błąd kroków.
Wraz z kolegami zaświecili na tablicy 14:0, potem 17:3, 20:5, 23:8, 30:11 i nie wiadomo tylko, która sytuacja lepiej oddaje ich fizyczną dominację. Może ta, kiedy niecelne podanie przyjezdnych zmierzało za linię boczną w strefie środkowej, a dwumetrowy Maciej Maj zamiast czekać na spokojne wybicie z autu i konstrukcję akcji, pobiegł za nim przez szerokość boiska, a potem przekozłował dogonioną piłkę przez pół jego długości, aż został sfaulowany. Albo ta, gdy Zych „prasnął” o podłoże piętnaście centymetrów wyższym rywalem, a dwadzieścia metrów dalej Robert Kolka podrzucał nad obręcz do Maja, który pakował z alley-oop’a.
Do motoryki dołożyli sporo ciekawego basketu i „trójki”: Michał Borówka dwie z prawego skrzydła, potem Kolka, a Leszek Kaczmarski zaliczył swoją równo z syreną, ustalając rezultat po 10 minutach na 33:13.

– Baliśmy się tego meczu i te obawy się wtedy potwierdziły. Początek ułożył wszystko – uważa szkoleniowiec gości, Dariusz Szynkiel.
Konfrontacja była miniaturą postawy jego drużyny w tym sezonie. Latem straciła wielu ważnych zawodników, z czego trzech na dwa tygodnie przed pierwszą kolejką. Była skazywana na pożarcie, a radzi sobie nadspodziewanie dobrze, przewodząc „reszcie grupy C”. – Sam jestem pozytywnie zaskoczony – zwierza się Szynkiel, niegdyś świetny strzelec. – W kuluarach zastanawiano się, czy jest sens startować przy takiej sytuacji kadrowej, ale najwyraźniej te wydarzenia zmobilizowały zespół. Drugoplanowi wcześniej zawodnicy poczuli odpowiedzialność i starają się pokazać, że mogą zagrać nie gorzej, niż lepiej opłacani koledzy. Panuje bardzo dobra atmosfera, która przekłada się na wyniki.
W drugiej odsłonie podnieśli się po demolce i wyszli ze strefy cienia. Odgryzał się punktowo zwłaszcza najbardziej poturbowany wcześniej Nikodem Kowalski. Z drugiej strony Jakub Krawczyk zaprezentował „no-look pass” – z 10 metrów pod samą „dziurę” do Tomasza Palmowskiego, lecz później natarcia miejscowych przygasały, rozpuszczały się w przepychankach, faulach, stratach, pudłach. 37:15, 37:19, 39:22, 45:22, 45:26, 47:33. – Nie zawsze da się utrzymać koncentrację po doskonałym fragmencie – skwitował Bychawski.

Niedługo po przerwie, po dryblingu Szymona Rynkiewicza oraz ataku 2 na 1 jego partnerów, goście zbliżyli się na 49:37, a dalej – po trafieniu Michała Orlikowskiego za trzy przez ręce obrońcy i następnej kontrze Tomasza Nogalskiego – na 56:44. Tomek Zych zmieniał już jednak przerzutkę, na siodełku usiadł Maj, a z dystansu kłuli Borówka, Kolka i Kaczmarski. 63:46, 67:50, 67:52, 76:52, 78:53.
W ostatniej części krakowianie trzykrotnie (83:53, 89:59, 91:61) odsadzali się na 30 „oczek’, ostatecznie aż jedenastu z nich zanotowało zdobycz punktową. Rynkiewicz i Orlikowski przypomnieli jednak, że nigdy zupełnie nie odpuszczają. 97:70.

– Mamy krótką ławkę, a sezon jest długi. Super byłoby załapać się do „ósemki” na play off, bo wtedy nie trzeba byłoby już martwić się o pozostanie w lidze – przedstawia cele Dariusz Szynkiel.
„Agiehowcy”, którzy w tymże play off chcieliby bić się o I ligę, szukają mocnych sparingpartnerów. Jest szansa, że porządne przetarcie da im Final Four, rozgrywanego podobnie jak w poprzednich latach w kadłubowej formule, Pucharu Polski. Wylosowali KKK MOSiR Krosno, czyli trzecioligowe rezerwy lidera zaplecza ekstraklasy, Miasta Szkła. Zmierzą się z nimi na wyjeździe 9 grudnia, awans powinien być formalnością. – Zapewniano mnie, że nikt z I ligi nie może wtedy wystąpić – wyjaśnia Wojciech Bychawski. – W ten sposób znaleźlibyśmy się w czwórce, która rozegra turniej finałowy między Świętami a Nowym Rokiem. Myślimy o organizacji tego turnieju; w klubie zyskaliśmy akceptację, zasygnalizowaliśmy to w PZKosz.
PAWEŁ FLESZAR

Galerię z meczu można obejrzeć TUTAJ.

AGH Kraków – AZS POLITECHNIKA Częstochowa 97:70 (33:13, 14:20, 31:20, 19:17)
Sędziowali: Krzysztof Krajewski i Rafał Bogdan. Widzów: 180.
AGH: Maj 17 (7 as., 2 prz.), Zych 14 (1×3, 8 zb., 4 as.), Borówka 11 (3×3, 4 zb.), Podworski 10 (7 zb.), Krawczyk 7 (1×3, 9 as.) oraz Kolka 12 (4×3, 4 zb., 3 prz.), Palmowski 7, Kalinowski 6 (4 zb.), Kaczmarski 6 (2×3, 2 prz.), Wasyl 4, Wojciechowski 3 (1×3). Trener: Wojciech Bychawski.
POLITECHNIKA: Kowalski 18 (4 zb.), Rynkiewicz 18 (1×3, 11 zb.), Nogalski 9 (1×3), Orlikowski 8 (2×3), Łaszewski 2 oraz Gazarkiewicz 11 (1×3, 7 zb., 2 prz.), Raszewski 4, Majcherek, Hajduś, Guidon, Gut, Mysłek. Trener: Dariusz Szynkiel.

Pozostałe wyniki i tabelę grupy C II ligi koszykarzy można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.