Docieranie się z „Broziem”

Piłkarze Wisły pozostają bez porażki w T-Mobile Ekstraklasie. Wywieźli cenny remis z Wrocławia, a w ich szeregi po 32 miesiącach przerwy zawitał Paweł Brożek.

Zarówno Śląsk jak i „Biała Gwiazda” zanotowały ostatnio dobre – każdy we własnej skali – występy. Dzisiaj jednak w postawie gospodarzy nie było zbyt wielu śladów z ich czwartkowej konfrontacji z FC Brugge, krakowianie też zaprezentowali się gorzej niż w wyjazdowym spotkaniu z Koroną Kielce, przed tygodniem (można o nim przeczytać TUTAJ).
Pierwsza połowa była zupełnie bezbarwna, tyle że „wojskowi” urządzili sobie kanonadę, noszącą jednak cechy nieobowiązkowych zajęć na strzelnicy. W ciągu 45 minut mierzyli 10 razy (najczęściej Tomasz Hołota), z czego połowę celnie, ale na ogół bez zaciętości, determinacji. Poza tym dobrze dysponowany był Michał Miśkiewicz.
Goście (Rafał Boguski) zanotowali ładne uderzenie już w 2. minucie – Rafał Gikiewicz obronił je paradą – i to była… ich ostatnia próba do przerwy.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Najważniejszym wydarzeniem miał być powrót do Wisły Pawła Brożka, który odszedł z niej do Trabzonsporu po rundzie jesiennej sezonu 2010/11. Na stadionie we Wrocławiu nie działo się wiele, więc nic tego faktu nie przyćmiło, sam „Brozio” też nie zapisał się niczym znaczącym.
Pokazał, że jest dobrze przygotowany motorycznie, dysponuje gamą nawyków napastnika wybitnego jak na rodzimą ligę, ale chyba jeszcze krakowska drużyna nie do końca jest przygotowana na grę z nim. Nie udawały się akcje, kiedy przyjmując piłkę (często jednym kontaktem) oddawał ją koledze, a sam błyskawicznie zmieniał pozycję. Raz też niedokładne przyjęcie uniemożliwiło mu strzał, a w drugiej połowie po niezłym rajdzie lewą stroną, podał nieprecyzyjnie. Swoje możliwości zaprezentował również główką w 67. minucie, która po koźle przeszła tuż obok słupka.
Sześć minut później powędrował już na ławkę, a następną szansę na docieranie się z kolegami i przypomnienie kibicom, jak zdobywa gole, dostanie zapewne już w najbliższy piątek, 9 sierpnia, kiedy „Biała Gwiazda” zmierzy się przy Reymonta z Jagiellonią Białystok.

Generalnie, po przerwie przyjezdni byli aktywniejsi, atakowali z większym rozmachem, często z wykorzystaniem bocznych obrońców. W 57. minucie zaowocowało to świetną okazją, kiedy Patryk Małecki wypuścił lewą Gordana Bunozę, ten instruktażowo dośrodkował po ziemi, a Boguski kopnął na bramkę według wszelkich reguł – w kierunku powrotnym do podania. Idący za podaniem Gikiewicz zostawił jednak prawą rękę i rewelacyjnie odbił piłkę z napisem „0:1”.
W ostatnich dwudziestu minutach znowu inicjatywę przejęli miejscowi; m.in. świetną kontrę przeprowadzili Marco Paixao i Waldemar Sobota – po uderzeniu tego drugiego Miśkiewicz sparował futbolówkę przed siebie, ale Marko Jovanović przytomnie ją zaasekurował. Golkiper zachował się już bezbłędnie broniąc rzut wolny Sebastiana Mili, a w sumie zasłużył na dyplom dla zawodnika Wisły numer dwa. Palmę pierwszeństwa bezapelacyjnie dzierży Arkadiusz Głowacki, który wiele razy skutecznie i z wyczuciem przerywał akcje rywali.
PAWEŁ FLESZAR

ŚLĄSK Wrocław – WISŁA Kraków 0:0
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock). Żółte kartki: Socha, Ostrowski, Hołota – Stjepanović, Burliga, Bunoza, Chrapek. Widzów: 13 422.
ŚLĄSK: Gikiewicz – Ostrowski, Gavish, Kokoszka, Spahić (64. Paraiba) – Socha (67. Sobota), Stevanović, Hołota, Mila, Patejuk – Paixao (86. Plaku). Trener: Stanislav Levy.
WISŁA: Miśkiewicz – Burliga, Głowacki, Jovanović, Bunoza – Garguła, Stjepanović (46. Małecki), Nalepa (85. Wilk), Chrapek – Boguski – Brożek (73. Sarki). Trener: Franciszek Smuda.

Pozostałe wyniki i tabelę T-Mobile Ekstraklasy można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.