Dr Jekyll i Mr Hyde grają razem

Koszykarze AZS AGH Alstom Kraków mieli duży deficyt w konfrontacji z MKS Skierniewice, ale ostatecznie zwyciężyli 81:68 i pozostają wiceliderem grupy B drugiej ligi.

Inna sprawa, że sami pozwolili skierniewiczanom na ustawienie wygodnej dla nich gry, bez forsowania tempa, biegania, szarpaniny, na czym kapitał z tym samym przeciwnikiem zbiła Wisła (opisywaliśmy tamten mecz TUTAJ). Teraz jeszcze dołączył do MKS rozgrywający Bartłomiej Szczepaniak z Księżaka Łowicz, który jednak w tamtym zespole w tym sezonie nie wystąpił. – Był dopiero z nami na dwóch zajęciach, ale liczę, że nam pomoże w przyszłości, jest bardzo doświadczony, ma za sobą tyle lat w I lidze – mówi grający trener MKS, Łukasz Mąkolski.
Jego ekipa poza wstępnym 3:0, 4:2 i 4:4 oraz epizodem w drugiej kwarcie prowadziła przez ponad 20 minut. Żniwo zbierały jej cwaniactwo i spokój – goście oddawali swoje rzuty bez szczególnej ekscytacji, dzięki czemu rzadko pudłowali. Przodował Mariusz Łapiński, który na dodatek tak nabrał na zwód „Agiehowców”, że przez jego plecy jeden wpadł na drugiego. Było 3:8, 7:8, 7:11, 9:11, 12:14, 16:18, 17:22, 19:26.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Nie przypadkiem najlepszy wówczas fragment akademików stał się udziałem rezerwowych – Michała Borówki, Grzegorza Dudzika, Bartłomieja Podworskiego – pod przewodnictwem Roberta Kolki, a ze wsparciem Andrzeja Urbana lub Damiana Kalinowskiego, którym piłka pod tablicami notorycznie wpadała w sobotę w ręce. Każdy z dublerów dołożył coś od siebie, najwięcej Kolka, po którego „trójce” na tablicy zaświeciło się 26:26, a po błyskotliwej dwójkowej akcji z Podworskim – 28:28.
Potem jednak do głosu ponownie doszli rywale. Jeszcze Kolka i Borówka strzałami z dystansu trzymali wynik (31:34, 34:36), lecz za chwilę i tego zabrakło, a Jacek Zieliński zaprezentował szeroki wachlarz rzutów z bliska. Prawy hak z boku kosza, prawy półhak zza kosza, lewy półhak z boku po oddaniu piłki bezpośrednio z powietrza, po ofensywnej zbiórce, przez Łapińskiego – zaowocowały przewagą 45:35. Tuż po przerwie Marcin Krajewski zamienił na punkty podanie kozłem Szczepaniaka , co wyśrubowało ją do 47:35.

– Może to nie tyle my im pozwoliliśmy na ich grę, co oni nam nie pozwolili na naszą. Przecież my prawie wszystko ciągniemy z kontry, a jak oni trafiali – to kontr nie było. Później faktycznie nakręciliśmy atak większą agresywnością w obronie – analizuje Tomasz Orlicki, który stanął w trzeciej kwarcie na czele runu krakowian. Ustawili aktywną strefę, kilka razy podwoili przy linii. – Wydostawali się z tego, ale tracili siły – uważa „Orlik”. Ukąsił przyjezdnych „trójką”, potem trzema wjazdami, z czego jednym penetrującym niemal całą defensywę przeciwników. Trochę dołożył Kamil Kamecki, a potem pałeczkę przejął Tomasz Zych. Krakowianie wyszli na 53:49, a kwartę kończyli rezultatem 60:57 i przebojowym wejściem Orlickiego na lewą rękę, zniweczonym jednak przez odgwizdanie błędu kroków. Werdykt nie wywołał u niego zbyt dużego poruszenia, co jest kolejnym dowodem przemiany, jaka zaszła w nim w bieżącym sezonie.
Dotąd był jak literacki Dr Jekyll i Mr Hyde: uprzejmy i sympatyczny w kontaktach, ceniony i lubiany jako trener młodzieży w Radwansporcie i nauczyciel studentów w Studium WFiS AGH. Na parkiecie wstępował w niego diabeł, pozytywnie skutkując walecznością, ale negatywnie wybuchami, pyskówkami. Z przeciwnikami, a zwłaszcza z sędziami. Nierzadko irracjonalnymi, a prawie zawsze szkodzącymi jemu, bo lądował na ławce, często bez prawa powrotu na plac.
– W tym sezonie nie dostałem ani jednego technicznego, do czego ludzie nie mogą się przyzwyczaić. Nawet dzisiaj trener się dziwił; wydawało mu się, że jakiegoś „dacha” mam – uśmiecha się Tomek, który w minionym tygodniu skończył 25 lat. – Starość nie radość. Może wiek się przyczynił do tego, że złagodniałem, a może to wynika stąd, jak funkcjonuje nasza drużyna. Bardziej dbamy o siebie w trakcie meczu, chłopaki potrafią mnie uspokoić. Przecież zawsze moje zachowanie brało się tylko z chęci zwycięstwa.

Klimaty z noweli Roberta Louisa Stevensona odchodzą w niepamięć, a owa chęć kanalizuje się prawie wyłącznie sportowo; zanotował jesienią kilka dobrych występów, a teraz – po przerwie – kolejny. Kiedy skierniewiczanie, mający ewidentne problemy wydolnościowe i nagminnie pudłujący, zdobyli się na jeszcze jeden zryw, Łapiński dwukrotnie dobijał z wyskoku, a różnica zmalała do dwóch „oczek” – Orlicki odebrał im złudzenia jeszcze jednym ciosem za trzy. Reszta upłynęła na linii rzutów wolnych, gdzie najczęściej stawał Zych, który w trakcie całej konfrontacji wykorzystał 12 z 13 takich prób.
– Cóż, brakło kondycji i to przełożyło się na skuteczność – kręcił głową Mąkolski, do tego dwaj jego koledzy kończyli spotkanie leżąc przy drabinkach: Krajewskiemu dolegały plecy, a Zielińskiemu kostka. – Mamy pięć porażek z rzędu, ale teraz trzy razy gramy u siebie, więc liczę, że bilans i humory się na Święta się poprawią.
Dla AZS AGH Alstom był to natomiast szósty kolejny sukces, licząc ligę i Puchar Polski. W tych drugich rozgrywkach czeka ich bardzo ciekawy mecz z SKK Siedlce. Team zaplecza ekstraklasy podejmą przy Piastowskiej w środę, 3 grudnia, o g. 19.30.
PAWEŁ FLESZAR

AZS AGH ALSTOM Kraków – MKS Skierniewice 81:68 (17:22, 18:23, 25:12, 21:11)
Sędziowali: Michał Szybisty i Mariusz Godek. Widzów: 120.
AGH: Zych 22 (2 prz.), Orlicki 15 (2×3), Kalinowski 5 (14 zb., 3 prz.), Kamecki 5 (7 zb.), Urban 2 (13 zb.) oraz Borówka 13 (3×3), Kolka 10 (2×3, 4 as.), Dudzik 5 (1×3, 4 prz.), Podworski 4, Wasyl. Trener: Wojciech Bychawski.
MKS: Łapiński 29 (1×3, 9 zb., 2 prz.), Zieliński 12, Krajewski 12 (3 prz.), Wójcik 4 (1×3, 7 zb., 6 as., 3 prz., 2 bl.), Lewandowski oraz Szczepaniak 7 (1×3, 4 zb., 2 prz.), Mąkolski 4 (5 zb., 4 as.), Nowicki, Jaskuła, Dominiak. Trener: Łukasz Mąkolski.

Pozostałe wyniki i tabelę grupy B II ligi można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.