Dreszcze przy jedzeniu miodku

194. Wielkie Derby Krakowa przyniosły umiarkowaną ilość ładnej gry, za to nielimitowaną dawkę walki oraz emocji. Wisła pokonała na własnym stadionie długo prowadzącą Cracovię, 2:1, i została liderem Lotto Ekstraklasy.

W jednej z najwspanialszych książeczek dla dzieci: „Im bardziej Puchatek zaglądał do chatki, tym bardziej Prosiaczka w niej nie było”. Im dalej w sezon, tym mniej widać zapowiadaną odnowę drużyny „Pasów”. Po pięciu kolejkach ma cztery punkty i zajmuje 14. miejsce, na którym kończyła poprzednie, fatalne rozgrywki. Ta porażka jest trzecią z rzędu w lidze, a pierwszą w derbach od 21 marca 2015 r.
Choć gdyby w sporcie decydował aspekt humanistyczny, młodzi zawodnicy gości powinni otrzymać przy Reymonta jakieś punkty: w uznaniu za odwagę i determinację, z jaką przeciwstawili się wiślakom, a przede wszystkim – 25 tysiącom kibiców. – Nie ma litości i ci, co przegrywają, nie liczą się – stwierdził trener Cracovii, Michał Probierz, który przez większość spotkania pieklił się przy linii bocznej, ale na konferencji był stoicko spokojny. Zaskakująco spokojny, biorąc pod uwagę, jak dużo utracił. Dzisiejsze zdobycze utwardziłyby zespół, dodałyby mu pewności siebie, a jemu samemu zwiększyłyby kredyt zaufania władz klubu i fanów. Ile to znaczy, pokazały losy Jacka Zielińskiego, cieszącego się nim bardzo długo – niezależnie, czy wiodło mu się dobrze, czy kiepsko – bo z Wisłą radził sobie czterokrotnie.

W sobotni wieczór z oczekiwanej zajmującej gry zrazu można było oglądać tylko kawałek mokrej szmatki, jak ta, pozostała z pękniętego balonika, jaki Prosiaczek miał ofiarować Kłapouchemu na urodziny. Obustronny popis indolencji technicznej, mnóstwo niedokładnych przyjęć i podań oraz strat (bo przechwytami rywala nie da się tego nazwać). „Craxie” trzeba oddać, że była nieco lepiej zorganizowana w tyłach i pressingu, a także częściej starała się popychać swoje akcje do przodu, za co została nagrodzona w 26. minucie, kiedy gospodarze zgubili piłkę wyprowadzając ją z własnej połowy, Szymon Drewniak inteligentnym, prostopadłym podaniem obsłużył Krzysztofa Piątka, a ten uderzył celnie w długi róg. Krzysiek jeszcze długo stwarzał zagrożenie, wymieniając łokcie z Arkadiuszem Głowackim i Ivanem Gonzalezem, przytrzymując futbolówkę, dzięki czemu koledzy mogli podłączyć się do ataku.
Wiślacy aż do przerwy zbyt często zachowywali się jak Kłapouchy ścigający własny ogon – np. dwóch z nich minęło się w polu karnym z dobrą centrą Petara Brleka – nie nacierali zresztą zbyt zdecydowanie i gremialnie.
Małe Conieco to próby z dystansu Brleka, a po drugiej stronie Jaroslava Michalika i Mateusza Szczepaniaka.
Ten ostatni mógł podwyższyć w 47. minucie, kiedy nawinął obrońcę i kopnął lewą nogą z ośmiu metrów, jednak wysoko nad poprzeczką. Tak jak Puchatek pisał dobrze, tylko koślawo, tak sporo innych piłkarzy strzelało ładnie, lecz nieskutecznie. Jeszcze raz Szczepaniak, dwukrotnie Piątek, Carlitos, Gonzalez i Siergiej Zenjov robili to zbyt lekko albo niecelnie.

,,I gdy Królik zapytał: >Co wolisz, miód czy marmoladę do chleba?<, Puchatek był tak wzruszony, że powiedział: >Jedno i drugie<. I zaraz potem, żeby nie wydać się żarłokiem, dodał: >Ale po co jeszcze chleb, Króliku? Nie rób sobie za wiele kłopotu<„.
Trudno zgadnąć, czy mogąc wybierać ekipa „Białej Gwiazdy” wolałaby wykluczenie kapitana i ostoi linii pomocy Cracovii, czy liczebne osłabienie przeciwników. Przydarzyły się obie te sytuacje. Najpierw zszedł Miroslav Covilo, który boryka się z kontuzją już od poprzedniej konfrontacji i na derby został wstawiony nieco „awaryjnie” (osobna sprawa, że jeszcze większe problemy z urazami miała Wisła i kilku graczy nie mogło wystąpić nawet w takim wymiarze jak „Miro”). Potem za drugą żółtą kartkę, otrzymaną po ewidentnie spóźnionej interwencji i faulu na Patryku Małeckim, wyleciał z boiska Kamil Pestka. – Brakło nam minuty, bo Pestka prosił o zmianę i mieliśmy ją zaraz robić – opowiada Probierz. – Poza tym, jak na derby, te kartki były pokazywane za łatwo.
Już w tym pierwszym przypadku wiślacy przejęli środek pola, potem powiększyli przewagę, ale niezbyt zachłannie dążyli do wyrównania, chłodno konstruując ataki.

W bestsellerach Alana Alexandra Milne’a pod pozorami literatury dziecięcej skrywa się mądrość i filozofia. Bodaj najgłębsza i pozwalająca na wielorakie interpretacje jest sentencja: „Bo chociaż Jedzenie Miodu było bardzo miłym zajęciem, była taka chwila, tuż zanim zacznie się jeść, kiedy było przyjemniej, niż kiedy się już jadło”.
Zanim Tibor Halilović wkrótce po wejściu na murawę przedstawił się pięknym uderzeniem, odbitym nie mniej efektowną paradą przez Grzegorza Sandomierskiego. Zanim Carlitos po wrzutce Macieja Sadloka z lewej flanki strącił piłkę do siatki o słupek, ustalając w 89. minucie wynik na 2:1 i detonując trybuny. Zanim po zakończeniu dreszczowca na stadionie rozbłysły setki światełek i zabrzmiało „Time to say goodbay”, a Andrea Bocelli i Sarah Brightman przypomnieli złośliwość urządzoną przez Wisłę Cracovii w maju 2012 r., kiedy po porażce przy Reymonta spadała ona do II ligi. Zanim Kiko Ramirez powiedział: – To był fantastyczny wieczór. Dedykuję zwycięstwo moim piłkarzom, którzy przetrwali dzisiaj ciężkie chwile…
…Przed tym wszystkim Carlitos zaprezentował taniec, w którym ożenił fantazję ze szczęściem („przebitki” od nóg), minął czterech przeciwników i z precyzją chirurga trafił tuż przy słupku, wyrównując. Po pięciu kolejkach ma 4 gole i asystę, a jego zespół znalazł się na szczycie Lotto Ekstraklasy. – Tranquillo, spokojnie – prowokowany pytaniami o liderowanie Ramirez kilkakrotnie przeplata to samo słowo po polsku i hiszpańsku.
PAWEŁ FLESZAR

WISŁA Kraków – CRACOVIA 2:1 (0:1)
Bramki: Carlitos 80, 89 – Krzysztof Piątek 26. Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz). Żółte kartki: Ze Manuel – Covilo, Pestka. Czerwona: Pestka (74. – za drugą żółtą). Widzów: 25 523.
WISŁA: Buchalik – Cywka, Głowacki, Gonzalez, Sadlok – Bartosz (61. Ze Manuel), Velez (76. Halilović), Llonch (46. Brożek), Brlek, Małecki – Carlitos. Trener: Kiko Ramirez.
CRACOVIA: Sandomierski – Wójcicki, Dytiatjew, Malarczyk, Pestka – Covilo (54. Deja), Drewniak – Zenjov (72. Wdowiak), Mihalik, Szczepaniak (76. Deleu) – Piątek. Trener: Michał Probierz.

Pozostałe wyniki i tabelę Lotto Ekstraklasy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.