Druga młodość Dziadka

Koszykarze Sokoła Łańcut pewnie pokonali AZS Politechnikę Poznań, 89:64, utrzymali się w ścisłej czołówce I ligi, i szykują do jednego z najważniejszych meczów rundy, jaki czeka ich w przyszłą sobotę.

Minutowy staż zawodników rozłożył się bardziej równomiernie, niż zazwyczaj, Karol Szpyrka, który ze względów zdrowotnych dużo odpoczywał w tym tygodniu, oszczędzony został również w sobotę, na ławce spotkanie zaczął inny lider gospodarzy, Maciej Klima. – Chciałem sprawdzić, jak wracający od paru tygodni po długiej kontuzji Tomek Pisarczyk będzie reagował na grę w podstawowym składzie – wyjaśniał później szkoleniowiec Sokoła, Dariusz Kaszowski.
Jego podopiecznym od startu dopisywał rzut z dystansu, a na 11:4 wyszli po bardzo zespołowej akcji, gdy Rafał Kulikowski uwieńczył czwarte podanie wsadem. Pod przeciwnym koszem jednak ambitnie walczył o pozycje Maciej Rostalski; w krótkim czasie zdobył 8 punktów, z czego 4 były owocem sekwencji: zbiórka, skuteczna dobitka z faulem, spudłowany osobisty, po którym jednak zbił piłkę do kolegi, a w kontynuacji – trafił z półdystansu.
Na tablicy zaświeciło się 13:12, poirytowany Kaszowski wymienił obu wysokich, a Klima wychłodził zapędy rywali. Tu piłkę zebrał, tam wytrącił im z rąk, jeszcze inną przechwycił, jedną kontrę sfinalizował „pakunkiem” oburącz, drugą – dwutaktem rozpoczętym za linią rzutów wolnych.
– Nie graliśmy tego, co chciałem, w obronie – trener łańcucian tłumaczy, dlaczego pokrzykiwał przez kilkanaście minut przy linii bocznej, nawet kiedy jego drużyna sprawowała kontrolę na przebiegiem zdarzeń. – Były bardzo fajne akcje w ataku, ale przegrywaliśmy za dużo pojedynków z tyłu.

W drugiej kwarcie miejscowi pozwolili przeciwnikom zdobyć tylko 7 „oczek”, a ich atak rozbujał Bartosz Czerwonka. Wcelował w kilku metrów, potem odnalazł na skrzydle Marcina Pławuckiego, który równo z syreną przymierzył za trzy przez ręce wyższego o głowę z szyją Rostalskiego. Wreszcie zanotował przechwyt, wykozłował, podał do Klimy, ten oddał mu – nie patrząc – hakiem, przez głowę, a Bartek zamknął sprawę spokojnym wjazdem.
30:17, po „trójce” Pławuckiego – 33:19, a po kolejnej, Tomasza Fortuny, dwukrotna przewaga, 38:19. 33-letni Tomek był dzisiaj autorem trafień z dystansu: dającego kolegom oddech w I kwarcie (z 13:12 na 16:12) i znaczącego najwyższą przewagę (54:24 w 23. minucie). A kiedy przy podobnej próbie na początku konfrontacji został sfaulowany – bezlitośnie wyegzekwował wszystkie trzy wolne. Biorąc pod uwagę, że obecnie legitymuje się najwyższym procentem skuteczności „za trzy” i najwyższym evalem w historii występów w Sokole (od 2009 r.) oraz średnią punktową najwyższą od czterech lat – jego ksywa, „Dziadek”, jest wybitnie nieadekwatna. Zresztą otrzymał ją grubo przed trzydziestką. – Przyszedłem do Łańcuta po pół roku przerwy, na zajęciach wszystko mnie bolało, narzekałem, więc Jacek Balawender nazwał mnie „Dziadkiem” – wspomina Fortuna z nieodłącznym uśmiechem.
Pseudonim się przyjął, a w tym sezonie Tomek po raz pierwszy jest najstarszy w zespole. Co jest tylko kolejną statystyką, skoro w październiku w Sosnowcu wcelował 5 z 7 rzutów trzypunktowych, a na środowym treningu zadziwił nawet Kaszowskiego.
– Rozgrywaliśmy przewagi „dwa na jeden”, partner rzucił mu podanie na alley oop’a, a on…
– Włożył?
– Włożył to mało powiedziane! Załadował z obu rąk, a przecież mierzy 186 cm! Pierwszy raz widziałem go w czymś takim!! – jeszcze wieczorem ekscytował się szkoleniowiec.

Dzisiejsze osiągnięcia Fortuna zapisał w ciągu 20 minut, po przerwie spędził na parkiecie tylko kilka. Drugą połowę, podobnie jak pierwszą, przywitał „trójką” Szymon Rduch, który później trzykrotnie odnalazł się w sytuacjach podkoszowych (po ostatniej zrobiło się 62:34).
Mecz od dawna był rozstrzygnięty, ale błysnęło kilka perełek:
– przechwyt Piotra Jegera i jego podanie za plecami uwieńczone wsadem przez Przemysława Wronę;
– trzy penetracje, Pławuckiego, Czerwonki i Rducha, każdą kończyło podanie do kolegi rozpoczynającego następną, a ten ostatni obsłużył Kulikowskiego na świetnej podkoszowej pozycji;
– dobitka spod samej tablicy najniższego na boisku Pławuckiego, który już po raz drugi wkręcił się tam i „skradł” piłkę.
Po drugiej stronie Tomasz Baszak był kolejnym – po Klimie i Fortunie – wodzącym rej zawodnikiem „z trójką z przodu”. Pracownik dydaktyczny studium WF Politechniki Poznańskiej udanie spisywał się na obwodzie, ale najefektowniejsze były jego rzuty z wyskoku. Zaliczył 22 „oczka”, z czego aż 14 w trzeciej odsłonie. To głównie dzięki niemu poznaniacy ustrzegli się większej różnicy niż 89:64.

W przyszły weekend Sokół wyrusza ich śladem, do Wielkopolski, aby zmierzyć się z niepokonaną w I lidze Stalą Ostrów Wlkp. – Czy dzisiaj można się było przygotować do tego spotkania? Nie traktowałem tego w ten sposób, raczej chodziło mi o to, żeby rezerwowi mogli sobie pograć jak najwięcej. I całkiem nieźle wypadli – mówi Dariusz Kaszowski.
W zależności od układu innych wyników, stawką konfrontacji w Ostrowie może być nawet fotel lidera. – Nie musimy wychodzić na pierwsze miejsce, będziemy szczęśliwi już ze zwycięstwa – zastrzega trener. – I tak pozycje przed play off rozstrzygną się w drugiej rundzie, kiedy najgroźniejszych przeciwników będziemy mieli u siebie.
PAWEŁ FLESZAR

SOKÓŁ Łańcut – AZS POLITECHNIKA Poznań 89:64 (23:17, 18:7, 25:21, 23:19)
Sędziowali: Marek Czernek, Piotr Stepaniuk, Michał Kuzia. Widzów: 550.
SOKÓŁ: Fortuna 14 (3×3, 4 zb.), Rduch 14 (2×3, 6 as., 2 prz.), Kulikowski 12 (1×3, 5 zb., 2 prz.), Pławucki 10 (2×3, 9 as.), Pisarczyk 9 (1×3, 4 zb.) oraz Klima 10 (4 zb., 2 bl.), Czerwonka 8 (2 prz.), Wrona 5 (7 zb., 2 prz.), Buszta 5 (1×3), Jeger 2, Inglot. Trener: Dariusz Kaszowski.
POLITECHNIKA: Baszak 22 (3×3, 2 prz.), Szydłowski 13 (5 zb.), Wielechowski 9 (2×3, 4 zb.), Rostalski 8 (6 zb., 3 prz.), Rutkowski 2 (4 zb.) oraz Pawełczyk 4 (4 zb.), Wiciak 4, Budnikowski 2, Janowski (4 zb.), Andrzejewski (2 prz.), Tyborowski. Trener: Waldemar Mendel.

Pozostałe wyniki i tabelę I ligi można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.