Drugi Pazdan z Nowej Huty

W kłodzkiej hali, gdzie w ubiegłym roku zostali rozstrzelani, koszykarze AGH Kraków odnieśli cenne i najwyższe zwycięstwo I-ligowe, 84:64 z Doral Zetkamą Nysa.

Jednym z rytuałów akademickiej drużyny jest wysyłanie przed meczami wyjazdowym anglojęzycznych sms-ów do zawodników przez Jana Domańskiego, współtwórcę klubu, wcześniej II trenera, a od lat opiekuna uczelnianej reprezentacji. Zwykle to jakieś krótkie, bojowe hasło, w stylu „Kill the Beast” albo cytat z piosenki. 2 maja 2015 r., podczas postoju za Niemodlinem, motywował ich tytułem przeboju ABBY: „The Winner Takes It All”. Gdyby wiedział, jakimi talentami profetycznymi się wykaże, pewnie zostawiłby komórkę w domu, w najgłębszej szufladzie. W barażu o awans na zaplecze ekstraklasy jego pupile zostali bowiem zbici jak kotlety i choć przewidziany był rewanż w Krakowie, prawie nikt nie łudził się, że promocję wzięli już gospodarze, którzy zwyciężyli różnicą 34 punktów.
Od tamtej pory nieco zmienił zwyczaje, śle „eski” tylko przed spotkaniami, na których go nie ma. Dzisiaj wspierał „Agiehowców” z ławki. Gdyby nie przyjechał i gdyby doznał podobnej iluminacji, jak kilkanaście miesięcy temu, być może wstukałby w klawiaturę telefonu: „One must cut, one’s coat according to one’s cloth”.
Czyli angielską wersję rodzimego przysłowia: „Tak krawiec kraje, jak mu materii staje”.

Konfrontacja zaczęła się nerwowo z obu stron, wieloma fatalnymi pudłami, na dodatek goście złapali dwa przewinienia ofensywne. Przy stanie 7:4 pojawił się Jakub Krawczyk, poprzycinał parę rzeczy na nowo i sfastrygował wszystko równym ściegiem. Pierwszą „trójkę” zaliczył w pierwszym dotknięciu piłki, drugą po tym, gdy sam ją zebrał i wycofał się kozłem na obwód. Potem trącił czubkami palców podanie rywali, wybiegł za nim sprintem, aż do samotnego dwutaktu. Przy 12:17 miał 8 punktów na koncie, a przechwyty za jego przykładem zaliczyli Marek Szumełda-Krzycki i Tomasz Zych.
– Wcześnie wszedłem, bo tak akurat wypadło. Trener mi ufa i daje wolną rękę w ataku, a chłopaki mnie szukali – skromnie skwitował swoją postawę.
Kilka razy mądrze odnalazł się w polu AGH Mateusz Kasiński, dzięki czemu na koniec pierwszej kwarty zniwelował straty swojego zespołu do 17:20, a swój dorobek powiększył do 7 „oczek” i 4 zbiórek.

Po własnych doświadczeniach, czy obserwacji ubiegłosezonowej postawy Doral Zetkamy Nysy w I lidze, krakowianie mogli mieć obawy przed dzisiejszym występem, przed specyficznymi, miękkimi tablicami, szarżami rywali, żywiołową publicznością.
Żadne jednak się nie sprawdziły. Kamil Sulima w pierwszej, drugiej i czwartej odsłonie mierzył z powodzeniem za trzy właśnie o „deskę”. Podobnie egzekwowało osobiste kilku jego partnerów; do przerwy wykorzystali wszystkie 11, a po ostatnim gwizdku siedmiu z nich miało w tym elemencie 100% skuteczności.
W 15. minucie, po strzale Artura Grygiela z 6,75 m, z lewego skrzydła, miejscowi zbliżyli się na 28:30 (do tamtego momentu było już 17:25, 19:28 i 23:30). I na tym zamknęły się ich aktywa do przerwy. Strefa 3-2 przyjezdnych zmroziła ich do tego stopnia, że dwukrotnie nie zdołali oddać rzutu, za trzecim razem musieli próbować w 24. sekundzie, bez pozycji, potem jeszcze zgubili piłkę na 15 sekund przed syreną. Wojciech Bychawski wziął czas; po nim trzej snajperzy – Sulima, Krawczyk i Bartosz Wróbel – porozstawiali się w rogach boiska i po prawej stronie jego osi, a Zych… spenetrował, wymusił faul i uwieńczył sprawę wolnymi. 28:40.
Na trybunach też brakło dawnego ognia, w trzeciej i czwartej części trochę osób wyszło z hali. Nie zawiodła natomiast grupka wyspecjalizowana w prowokowaniu przeciwników. Krzyczeli na Krawczyka „Łysy”, ale ten – rządząc na placu – pokazywał im, że czynny wulkan nie zarasta trawą. – Takie teksty tylko mnie śmieszą, napędzają do lepszej gry – komentował to.
Potem kibice wpadli na bardziej finezyjny koncept i przechrzcili go na „Pazdana„. Co jest o tyle do rzeczy, że obaj noszą najwydajniejsze aerodynamicznie fryzury, obaj urodzili się w Nowej Hucie i obaj mają typowy dla wielu pochodzących stamtąd ludzi charakter do walki. Różni ich natomiast fakt, że wychowali się na różnych osiedlach, a Jakub, inaczej niż Michał, nigdy nie opuścił na stałe swojej małej ojczyzny, dojeżdża tylko do Krakowa do pracy.

Jeśli istnieje coś takiego, jak lustrzane odbicie deja vu, to zdarzyło się w sobotnie popołudnie na obiekcie KCKSiR, przy ul. Sportowej. Jak wyglądał pierwowzór, opisywaliśmy ponad półtora roku temu, TUTAJ. Dzisiaj w trzeciej kwarcie zrobiło się cicho, słychać było tylko komendy szkoleniowców AGH, Bychawskiego i Andrzeja Urbana. A ich podopieczni ładowali z dystansu jak na ćwiczeniach. Wróbel, Zych, znowu Wróbel, który otrzymał podanie prawie na 9. metrze, bez tempa, ale nikt do niego nie podchodził, więc ukucnął lekko i wcelował stamtąd, z miejsca.
Wszystko, już na elegancko, zszywał „Krawcu”, to zza łuku, to dobijając spod obręczy. Nawet kiedy w jednej akcji dostał blok, to w następnej go oddał i wypuścił Macieja Maja na drugi już wsad. Miał niemal perfekcyjne statystyki (do widocznych poniżej dochodzą trzy asysty), zepsuło mu je tylko wejście w końcówce, po sesji chichrania się na ławce, kiedy zdekoncentrowany zrobił kroki (była to jedyna jego strata) i spudłował dwa osobiste.
A kumple dostarczyli tyle materiału, że w 34. minucie wynik brzmiał nawet 49:80. Potem na parkiecie zapanowało trochę bałaganu, a od rezerwowych sypały się dowcipy. Bartłomiej Podworski zaprezentował dynamiczny, siedmiometrowy wjazd pod „dziurę”, a kiedy później z podobnego miejsca tylko podawał – koledzy śmiali się, że lepszej okazji do zaliczenia „trójki” miał już nie będzie. Maj tytułował Kubę Pazdanem, a Szumełda-Krzycki dopingował: „Łysy, weź się za obronę”.

Krawczyk i Bychawski twierdzą, że wprawdzie każdy miał z „tyłu głowy” wspomniane spotkanie, lecz rewanż nie był ich istotną motywacją. – Mamy inne cele i teraz Kłodzko nie jest już naszym problemem. Stać nas było nawet, żeby poluzować w czwartej kwarcie i odpuścić zupełnie ostatnie 18 sekund – przekonuje ten drugi. – Choćby przez szacunek dla ich trenera, który jest bardzo sympatycznym, pracowitym człowiekiem. Zresztą zdaję sobie sprawę, że ciężko dzisiaj im było, bo dwóch rozgrywających, Lipińskiego i Kowalskiego, wyłączyły kontuzje. A my zaczęliśmy szybko trafiać, więc wiedziałem, że wszystko nam się ułoży, bo „fizyką” od początku ich przewyższaliśmy.
W tym roku, do końca pierwszej rundy, akademików czekają jeszcze cztery potyczki, najbliższa w przyszłą niedzielę, w Lesznie. – Dzisiaj mieliśmy potwierdzić dobrą dyspozycję z meczu z Tychami, a dalej chcielibyśmy uzbierać jak najwięcej punktów – mówi Jakub. – Prezentujemy się lepiej niż na początku sezonu, wszystko zaczęło się kleić; gramy mądrze, dłużej, cierpliwiej. Poza tym, jeśli danego dnia ktoś „nie zapali” to znajdzie się kolega, który go zastąpi.
PAWEŁ FLESZAR

DORAL ZETKAMA NYSA Kłodzko – AGH Kraków 64:84 (17:20, 11:20, 15:27, 21:17)
Sędziowali: Marek Januszonek, Tomasz Konopacki i Marcin Olejnik. Widzów: 300.
NYSA: Kasiński 11 (7 zb., 2 bl.), Weiss 9 (1×3, 6 as.), Leńczuk 6, Bluma 4, Sanny 4 oraz Muskała 9 (1×3, 4 zb.), Wojciechowski 8, Kliniewski 7 (5 zb.), Grygiel 6 (2×3). Trener: Marcin Radomski.
AGH: Maj 10 (1×3, 6 zb.), Kalinowski 10, Wróbel 8 (2×3), Zych 7 (1×3, 4 as., 4 zb.), Borówka 3 oraz Krawczyk 19 (5×3, 8 zb., 2 prz.), Sulima 11 (3×3), Szumełda-Krzycki 7 (4 as.), Podworski 6 (6 zb.), Zgłobicki 3 (1×3), Pawlak. Trener: Wojciech Bychawski.

Pozostałe wyniki i tabelę I ligi koszykarzy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.