Drużyny bidne, jeszcze solidne

W spotkaniu ciekawym tyleż sportowo, co jako lekcja poglądowa na kondycję I ligi siatkarek, Wisła Kraków uległa Silesii Volley Mysłowice, 1:3.

Przez pewien czas zapowiadało się na odwrotny wynik, bo Lucyna Borek perfekcyjnie spisywała się na libero, kryjąc ogromną połać pola w przyjęciu, większość serwisów biorąc na palce, a Magda Żochowska kończyła prawie wszystko co trzeba z prawego skrzydła. Po falstarcie (0:4) było 5:6, 7:8, 11:8, 15:12, 16:13, 16:15, 19:15, 23:17. Wymienionej dwójce pomagały – zwłaszcza w obronie i bloku – koleżanki, choćby Edyta Rzenno, która nie mogła wystąpić w poprzednim meczu ligowym w Ostrowcu, pięć dni w sprawach prywatnych spędziła za granicą i wyglądało jakby przywiozła stamtąd zagrywkę z wyskoku, bo dawno jej nie stosowała.
– Dosłownie na ostatnim treningu kilka razy sobie „podrzuciła”. Może będzie to niezła broń w przyszłości – zastanawia się szkoleniowiec „Białej Gwiazdy”, Tomasz Klocek.
Ślązaczki próbowały gonić, kilka razy środkiem przedarła się Patrycja Ząbek, Klocek brał czas przy stanie 23:19 i 24:21. Po każdej z przerw jego podopieczne atakowały skutecznie – najpierw „Żocho”, potem Magdalena Tyrańska (zresztą serdeczna przyjaciółka Ząbek).

W drugiej partii losy się wahały – 1:2, 3:2, 4:6, 7:6, 10:8, 10:10, 13:12 – aż ekipa gości zaczęła przechylać szalę, dzięki modyfikacji ofensywy. – Dziewczyny były pierwotnie „napalone” na bicie z całej siły. Chwała im za zrozumienie, że nie przyniesie to skutków przy takiej grze Wisły w obronie. Zaczęły realizować postawione wtedy zadania: kiwać i uderzać po prostej – wyjaśnia prowadzący mysłowiczanki Sebastian Michalak. Jego podopieczne odskoczyły na 16:14, 21:15, 21:17, 24:17, 25:19, skuteczna była Barbara Susek, wszechstronna (nawet zaatakowała z II linii po swoim podaniu) – środkowa Iwona Kandora, a krakowianki ułatwiały im sprawę, myląc się lub serwując na dobrze spisującą się libero, Joannę Nickowską. Udaną zmianę zaliczyła Sylwia Andrysiak.
Trzecia odsłona zaczęła się od 3:0 i 5:1 dla gospodyń (trzy ścięcia Żochowskiej, as Anny Mysiak), ale przewaga szybko rozpadła się pod ciosami Dominiki Najmrockiej i wracającej na stare śmieci byłej wiślaczki, Małgorzaty Plebanek (5:5, 8:8, 10:12). Kiedy Najmrocka i Izabela Soja dołożyły asy (ta druga w każdym secie przeżywała taką satysfakcję) zrobiło się 15:11 i 17:12, a zaraz 19:12. Na finiszu pokazała się jeszcze za linią końcową najlepsza zagrywająca tegorocznych mistrzostw Polski juniorek, Majka Szczepańska (16:23), a całość zamknęły Plebanek i Najmrocka.

– Czy wysiadłyśmy kondycyjnie? Nie, czasami brakuje oddechu, ale to nie jest główna przyczyna okresów naszej słabszej gry – uważa Magda Żochowska. – Nasza postawa jest spójna z tym co robią rywalki – rozkręciły się i pozwoliły nam na mniej, a u nas siadły kolejne elementy: przyjęcie, serwis i atak. Ale miałyśmy dzisiaj naprawdę udane fragmenty i mam nadzieję, że w każdym meczu będzie ich coraz więcej.
W czwartej części taką chwilą stała się pogoń – od 13:18 i 15:19 do 18:19 i 20:21. Przyjezdne, które prowadziły wcześniej prawie bez przerwy (0:2, 4:6, 6:9, 8:11), nie dały sobie wyrwać tego także na ostatnich metrach. Ciągnąca je dotąd, Susek zbiła i teraz (20:22), as Szczepańskiej zaświecił na tablicy 21:24, a nieporozumienie po stronie miejscowych – 22:25.
– Trochę w pewnym momencie „zapaliło się” moim zawodniczkom w głowach. Widzę ich postępy na treningach, ale nie mogą się wszystkie na raz w trakcie jednego meczu spotkać z formą – analizuje Tomasz Klocek.

Niedzielna konfrontacja była o tyle symptomatyczna, że stanęły naprzeciwko siebie jedne z najuboższych (a może i najuboższe) ekip pierwszoligowych. Szczególnie w przypadku Wisły bezprzedmiotowe stają się wszelkie tradycyjne kryteria oceny poziomu sportowego. Byt drużyny został uratowany w ostatniej chwili (tydzień później miała nastąpić rezygnacja z występów w lidze) przez firmę Proxima-Service. Kilka stypendiów dokłada do tego Akademia Górniczo-Hutnicza.
Budżet można oszacować na około ćwierć miliona, co jest najprawdopodobniej rekordem oszczędności na zapleczu ekstraklasy w ciągu wielu poprzednich sezonów. Poza 4-osobowym, doświadczonym trzonem (z którego tuż przed sezonem kontuzja wykluczyła podstawową przyjmującą, Sandrę Biernatek), kadra została pozbierana we wrześniu z dziewcząt, które zagrać w Wiśle mogły/chciały/nie bały się podjąć wyzwania (kilka innych, z różnych powodów, wtedy odmówiło). Znalazły się w niej:
– 19-letnia Magda Tyrańska, która przez dwa ostatnie sezony w MKS MOS Wieliczka broniła się w play out przed spadkiem z II ligi, a wcześniej występowała w III lidze;
– 19-letnia Patrycja Gądek, która do końca września pracowała w Irlandii, w ostatnim sezonie wraz z Sandecją Nowy Sącz zajęła 7. miejsce w II lidze, a wcześniej występowała w różnych klubach w III lidze;
– 20-letnia Anna Postrożny, która w ostatnimi sezonie występowała z Patrycją w Sandecji, a wcześniej na przemian spadała z II ligi bądź awansowała z III w barwach Sandecji albo Popradu Stary Sącz
– 20-letnia Ania Mysiak, która w ostatnim sezonie występowała w III lidze w Bronowiance Kraków, a przez kilka wcześniejszych w II-ligowej Siarce Tarnobrzeg
– 22-letnia Alicja Nabielec, która przez wiele sezonów występowała w III-ligowej Armaturze Kraków, a przez pół ostatniego w II-ligowym MKS MOS Wieliczka, póki nie wyłączyła jej kontuzja kręgosłupa (dzisiaj też nie została wpuszczona na boisko ze względów ostrożnościowych – plecy znowu dały znać o sobie)
– Edyta Rzenno, która ma 30 lat, ale trzy ostatnie zabrała jej poważna kontuzja kolana – w tym okresie zaliczyła nie więcej niż kilkanaście meczów w ekstraklasie i I lidze
– kilka 16- i 17-letnich dziewcząt z grup młodzieżowych Wisły
Jesienią są już w zupełnie innym miejscu niż w lecie; nie tylko przez fakt przynależności, ale i postępy – w sparingach ogrywają lokalnych II-ligowców, podejmują walkę w I lidze, momentami prezentują się widowiskowo (np. z Karpatami Krosno), lecz przykładanie do nich takiej samej miary jak do klasycznie selekcjonowanych i przygotowywanych drużyn jest mało sensowne. One zwyczajnie muszą przegrać swoje, żeby przejść kolejny etap nauki, a po momentach euforii będą jeszcze nie raz wychodzić z nich – jak to nazywa trener – atawizmy: np. serwisy w dolną taśmę, czy ataki w pół siatki.

Silesia Volley również jest po poważnych przejściach, począwszy od odłączenia się wiosną ośrodka chorzowskiego (pisaliśmy o tym TUTAJ). Sebastian Michalak mógł wprawdzie nieco więcej wybierać w kwestiach personalnych, ale w ramach ograniczonych funduszy. – My też mamy skromny budżet, pewnie tylko jakieś 20-30 procent więcej niż Wisła – mówi.
W tym tygodniu doszło do kolejnej nieoczekiwanej zmiany; rozwiązano umowę z Elżbietą Zając, dyrektor Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, jedną z głównych animatorek mysłowickiej siatkówki – zarówno halowej jak plażowej. – Stało się to w czwartek. Dostaliśmy zapewnienie, że sezon zakończymy normalnie, ale w tej chwili nikt nic nie wie, co się będzie dalej działo. MOSiR, gdzie jesteśmy zatrudnieni, miał być przekształcany, ale od tego odstąpiono – opowiada Michalak. – Wracając do siatkówki, staram się być dobrej myśli, bo dzisiaj okresami gra wyglądała przyzwoicie. Wydaje mi się, że mamy szanse na wejście do „szóstki”, dającej spokój już po rundzie zasadniczej.
PAWEŁ FLESZAR

WISŁA Kraków – SILESIA VOLLEY MOSiR Mysłowice 1:3 (25:21, 18:25, 18:25, 22:25)
Sędziowały: Luiza Szymańczak i Magdalena Niewiarowska (Warszawa). Widzów: 250.
WISŁA: Kuskowska, Gądek, Mysiak, Żochowska, Tyrańska, Rzenno oraz Borek (l), Postrożny, Wąsik. Trener: Tomasz Klocek.
SV: Soja, Najmrocka, Ząbek, Susek, Plebanek, Kandora oraz Nickowska (l), Wieczorek, Szczepańska, Andrysiak, Szostok. Trener: Sebastian Michalak.

Komentowanie zablokowane.