Dunajec zmywa wszelkie przeszkody

W ciągu minionego tygodnia siatkarze z Nowego Sącza triumfowali w mistrzostwach Małopolski kadetów i IV lidze seniorów. Obie drużyny łączą personalia i nietuzinkowy bilans.
W Anglii niepokonanym nadaje się przydomek „Invincibles”, dotychczas, przez stokilkadziesiąt lat, zasłużyły nań tylko dwie ekipy – Preston North End i Arsenal Londyn, które triumfowały w rodzimej ekstraklasie bez porażki w całym sezonie. Porównywanie najlepszej piłkarskiej ligi świata do lokalnych rozgrywek siatkarskich byłoby Himalajami przesady, ale i sądeczanie mają powody do dumy i satysfakcji. Seniorzy odnieśli 14 zwycięstw w 14 meczach (nie tracąc nawet punktu wskutek tie-breaka), a kadeci – 16 w 16. Ćwiczyli równolegle, na dwóch sektorach jednej hali, ale częściej razem. – Dzięki temu zawsze miałem dwie szóstki, które mogły tłuc się miedzy sobą. Przyniosło to pożytek jednym i drugim – uważa Łukasz Mężyk, który prowadził oba zespoły, a seniorski w razie potrzeby uzupełniał kadetami.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Rok temu przyszło do niego kilku znajomych z Nowego Sącza, z prośbą o radę, jakie wymogi muszą spełnić, żeby założyć klub i wystartować w lidze. Wszyscy grali kiedyś w siatkówkę, potem mieli po parę lat przerwy. Najbardziej popularny, Mateusz Mrozowski występował przez kilka sezonów w II lidze, a z Wandą Kraków spędził nawet rok na zapleczu ekstraklasy, gdzie wcześniej awansował.
– Mieli „na ręku” sponsora, który pokryłby im koszty udziału w rozgrywkach – opowiada Mężyk. – Mówię do nich: „po co macie załatwiać formalności, możecie się zgłosić jako Dunajec, przecież z niego się wywodzicie”. Spytali jeszcze, czy chciałbym być ich trenerem, więc zobowiązałem się, że przez pierwszy rok poprowadzę ich „promocyjnie”, za darmo.
Szkoleniowiec zwierza się, że z 14 spotkań najbardziej się stresował podczas pierwszego, choć nie ze względu na debiutancką tremę: – Graliśmy z Dalinem, przyszedł komplet kibiców i nie poznawałem zawodników w porównaniu, z tym co robili wcześniej na zajęciach. Myślałem, że zaczniemy od porażki, ale jakoś się pozbierali. Podobnie było w kadetach, w pierwszym meczu turnieju finałowego z Jedynką Biecz. Pokonaliśmy ich dwukrotnie w sezonie zasadniczym, teraz chłopcy zdobyli seta i stanęli, bo myśleli, że samo się wygra.
Generalnie jednak chwali 15-16-17-letnich podopiecznych za wyrastającą ponad wiek boiskową dojrzałość. – Dawniej mieliśmy indywidualności, które w pojedynkę rozstrzygały mecze, ale teraz naszym atutem był wyrównany skład i zespołowość – charakteryzuje.

Kadeci Dunajca triumfowali w Małopolsce po raz trzeci z rzędu, w poprzednich dwóch przypadkach docierali później do półfinałów mistrzostw Polski. Stawką ćwierćfinału, w którym wystartują w Kielcach 5-8 marca będzie jak zwykle awans, ale i sprawdzenie, jaką wagę miał komplet zwycięstw odniesionych w województwie. – Bardzo silny będzie MKS MDK Warszawa, ale pozostałe drużyny na pewno są w naszym zasięgu. Celem jest półfinał – mówi trener.
Do przyjścia do Dunajca namówił go Leszek Macheta, a jeszcze lepszym niż wyniki wykładnikiem ich pracy w ostatnich latach są nazwiska. Tutaj zaczynali Miłosz Hebda i Marcin Janusz, a teraz – jak wylicza Łukasz – aż ośmiu ich wychowanków przebywa na wypożyczeniu do drużyn Młodej Plus Ligi i II ligi. Liczy, że może niektórzy wrócą w tym roku, co wraz z obecnymi zawodnikami pozwoli stworzyć bardzo silny team III-ligowy. – Zostało to zauważone w mieście, możemy liczyć na dotację, poza tym zrobił się dobry klimat. Powstał nawet klub kibica, flagi mają nie flagi – opowiada.
W tym sezonie Dunajec wrócił do rozgrywek seniorskich po długiej przerwie („Chyba już osiem lat” – wspomina Łukasz, który występował w przeszłości w jego barwach), ale od jesieni 2012 roku jest nowym tworem pod starą nazwą. – Funkcjonowaliśmy w jednym klubie z piłkarzami i byliśmy niezadowoleni z podziału środków pomiędzy obie sekcje. Postanowiliśmy z Leszkiem założyć nowy klub, SKPS Dunajec i przenieść do niego wszystko – wyjaśnia. – Dzisiaj mamy 140 zawodników w różnym wieku i aż serce się raduje, jak to wszystko działa. Otworzyliśmy nawet program pilotażowy siatkarskiego przedszkola. Jedną grupę, w wieku 5-7 lat, prowadzi moja siostra Kinga, a drugą, I-III klasy podstawówki – Tadek Olszewski. I ma tam taką dwójeczkę z II klasy, która już wystartowała w Kinderze i rywalizując z dwa lata starszymi dziećmi co turniej była wyżej!

35-letni Mężyk z pasją opowiada o szkoleniu młodych siatkarzy, ale ma za sobą też intensywne doświadczenia z płcią przeciwną. Z Sandecją w latach 2011-13 awansował do II ligi, utrzymał się w niej, a z juniorkami zajął siódme miejsce w mistrzostwach Polski. – Z chłopakami jest spokojniej: co się zrobi na treningu, to potem prosto przekłada na mecz. U dziewczyn mają wpływ różne kwestie pozatreningowe, dużo rozgrywa się w emocjach. Ale jest ciekawie – porównuje.
Co roku jest trenerem wspomagającym w młodzieżowych kadrach narodowych, na najbliższe wakacje ma wyznaczony udział w dwóch obozach rocznika 1999. Lato zapowiada się wszechstronnie ekscytująco, bo w połowie lipca żona ma termin rozwiązania. – Namawiam ją, żeby urodziła wcześniej, siódmego. Piątego mamy rocznicę ślubu, szóstego są moje urodziny, więc wszystko będziemy w przyszłości załatwiać jedną, wielką imprezą – śmieje się.
Od pięciu lat jest już tatą Zuzi, która dawniej miała do niego pretensje o długie nieobecności w domu, ale teraz przymierza się do zabierania jej na obozy. – Złapała bakcyla – mówi.
Jeśli bakcyl się przyjmie, będzie to już czwarte pokolenie Mężyków na parkiecie. Seniorem jest dziadek Władysław, wychowawca m.in. Wacława Golca, ojciec Bogdan prowadził Dunajca (a w nim syna), ale też żeńską reprezentację PWSZ w Nowym Sączu, dalej idą Łukasz i od niedawna, po ukończeniu studiów na wrocławskiej AWF, Kinga. Poglądów na siatkówkę jest w takiej familii na pewno mnóstwo… – Każdego chętnie wysłucham; począwszy od rodziców, aż po kibiców – dyplomatycznie odpowiada na prowokacyjne żarty Łukasz.
PAWEŁ FLESZAR

Komentowanie zablokowane.