Dwanaście godzin Kęczanina

Kęccy gospodarze Turnieju Mistrzów Grup II ligi zwyciężyli dzisiaj w dreszczowcu AZS UAM Poznań, 3:2. W niedzielę czeka ich trudne, ale proste zadanie – muszą pokonać AKS Rzeszów, a wtedy dostaną się na zaplecze ekstraklasy. Rzeszowianie, także w tie-breaku, ulegli w sobotę Czarnym Radom, którzy zapewnili już sobie awans.

Poirytowany porażkami podopiecznych w II i III secie opiekun Kęczanina, Marek Błasiak wpuścił na boisko dwóch mało dotąd wykorzystywanych zawodników: 21-letnich Jakuba Gawła (na skrzydło) i Bartosza Glinieckiego (środek). I w tym szaleństwie znalazła się metoda; w decydującej fazie czwartej partii blok z Glinieckim w roli głównej zatrzymał obu najgroźniejszych dotąd skrzydłowych AZS – Łukasza Murdzię i Bartłomieja Wojnowskiego – 22:18. Po krótkiej Glinieckiego zrobiło się 23:19, a sprawę zamknął Gaweł obijając ręce rywali – 25:22.
W tie-breaku nad siatką po stronie Kęczanina wyrosła ściana, której ważnym elementem był znowu Gliniecki – od stanu 7:8 (wcześniej było 3:5 i 4:7), gospodarze zdobyli w ten sposób sześć punktów z rzędu: pięć bezpośrednimi „czapami”, a jeden po wybloku i kontrze Jonasza Bieguna. Potem wynik na 14:10 zmienił Gaweł uderzeniem w linię, a 15:11 to krótka Dariusza Kubicy.

Ten thriller w prlogu miał spacerek, bo w pierwszej partii kęczanie zniszczyli ekipę z Wielkopolski serwisem, dobijając na siatce. Po serii Bieguna (w tym dwa asy) było 13:4, po dwóch asach Marcina Kapuśniaka – 19:8, potem 22:11, 24:12 i 25:15.
Później jednak zaczęły się schody: miejscowi zaczynali odsłony od straty kilku „oczek”, walka była coraz bardziej nerwowa, oba zespoły oprotestowywały decyzje sędziów, którzy z kolei dwie z nich zmienili, co wzmogło tylko napięcie. Przez cały mecz wszędobylski był Mateusz Błasiak, „fruwający” za linią końcową, w szóstej strefie i na skrzydle, precyzyjnie przyjmujący i ofiarnie broniący. To ostatnie cechowało zresztą właściwie wszystkich zawodników Kęczanina, ze szczególnym uhonorowaniem libero Michała Cymermana, który w ubiegłym sezonie reprezentował AZS UAM (do tego stopnia kipiał ambicją, że kiedy nie powiodła mu się interwencja w tie-breaku – przebiegł wszerz halę, błyskawicznie wspiął się na drabinki, aby oburącz uderzyć ze złością w ścianę, po czym już spokojniej wrócił na boisko).
W drugim secie jednak, ilekroć dogonili przeciwników (3:7 i 5:9 do 9:9; 10:13 do 13:14 i 17:17, 18:21 do 20:21 i 22:23) zawsze przytrafiał się jakiś głupi błąd. W końcówce Michał Bukowski wszedł środkiem, a Kubica nie zdołał tego powielić (23:25).

W trzeciej partii najpierw przeważali przyjezdni (0:3, 2:5, 4:7), następnie gospodarzy wyprowadził z krzaków serwujący w zmiennym tempie Błasiak (9:7, 13:11, 15:13), a później długo utrzymywał się remis (16:16, 18:16 i 18:18, 21:21, 22:22). Odtąd jednak skuteczniejsi byli Wojnowski (trzy z pięciu punktów, w tym ostatni po podbiciu przez kolegów kiwki kęczan), Murdzia i Piotr Janiak.
Aż doszło do opisywanych na wstępie wypadków, które postawiły siatkarzy Kęczanina przed życiową okazją. Zmierzą się z AKS Rzeszów, który ma tak jak oni jedno zwycięstwo (Czarni mają dwa i już awansowali, a AZS UAM – zero: wygranych i szans). Jednak gospodarzy czeka nietuzinkowe wyzwanie w sferze psychofizycznej. Pięciosetowy bój z poznaniakami skończyli niedługo po godz. 21 w sobotę, a już po dwunastu godzinach muszą wyjść na rozgrzewkę przed konfrontacją z rzeszowianami, która rozpocznie się o godz. 10 (o jej rozstrzygnięciu można będzie przeczytać na fejsbukowym profilu sportkrakowski.pl).

Jak bardzo może być ciężka pokazało spotkanie ekipy znad Wisłoka z Czarnymi Radom. Ich kibice wywiesili transparent z żartobliwym napisem: „Radom żąda dostępu do morza i… I ligi dla Czarnych”. Niebawem okazało się, że łatwiej – nawet przy kiepskiej rodzimej infrastrukturze kolejowo-drogowej – dostać się nad Bałtyk niż pokonać rzeszowian.
Ci prowadzili przez prawie całą pierwszą partię (3:1, 8:4, 12:9, 13:10, 16:15, 20:15, 23:21) – taktycznie zagrywali i biegali nawet potrójnym blokiem na skrzydło. Rywale odrobili w końcówce straty (23:23), lecz sami sobie odebrali szanse na zwycięstwo, bo zepsuli aż cztery serwisy i z pięciu ostatnich „oczek” dla AKS to oni zdobyli cztery…
W drugiej odsłonie rzeszowianie odjechali od 12:12 na 17:12 – Kamil Długosz podawał (robiąc m.in. asa na Marcinie Kociku), a koledzy kontrowali. Następnie zawodnicy Czarnych wyrzucili trzy piłki w aut (21:14) i nie można było dojrzeć po ich stronie żadnych przesłanek sukcesu.

Dostarczył ich jednak w trzecim i czwartym secie Robert Prygiel. W piątek, przeciw Kęczaninowi, kręcił ręką szukając dziur między blokiem a antenką, ale dzisiaj zaczął przełamywać impas w myśl zasady „siła razy ramię”. Krzyczał rozgłośnie „Aaa!!” przy każdym uderzeniu obijającym lub przełamującym ręce rywali. Czarni sprawowali pełną kontrolę – 3:0, 5:1, 10:7, 15:11, 18:14, 21:16, 25:20. Tylko na moment stracili ją na początku kolejnej partii (3:5), ale szybko odezwał się Prygiel: atak, przejście w pole serwisowe, kontra z II linii i 11:5. Dalej było: 13:9, 15:10, 18:11, 19:15, 20:17, 24:19, 25:21.
Co najbardziej zadziwiające, w tie-breaku radomianie ruszyli… do tyłu – ulegali 0:4, 1:6, 2:7, robili błędy, nadziewali się na blok, dwoma kontrami użądlił ich Jakub Peszko. Przeorientowali kierunek po zbiciach po prostej Prygla (II linia, prawa flanka) i Kocika (lewa) – 9:9. Na finiszu było jeszcze 11:12, ale reszta należała do Wiktora Skwarka (zagrywki plus jedna obrona), Prygla (atak na 14:12) i – przede wszystkim – Kamila Gutkowskiego, który dwukrotnie wyblokował Peszkę i zdobył dwa punkty (na 13:12 i 15:12) kontrami.
W niedzielę, o godz. 13, Czarni zmierzą się w meczu „towarzyskim” z AZS UAM. Relację z I dnia turnieju można przeczytać TUTAJ.
PAWEŁ FLESZAR

KĘCZANIN Kęty – AZS UAM Poznań 3:2 (25:15, 22:25, 25:27, 25:22, 15:11)
Sędziowali: Bogdan Nowak (Bielsko-Biała) i Grzegorz Kaczmarczyk (Częstochowa). Widzów: 400.
KĘCZANIN: Kapuśniak, Raniszewski, Faron, Biegun, Błasiak, Kubica oraz Cymerman (l), Muchewicz, Mamica, Gliniecki, Gaweł. Trener: Marek Błasiak.
UAM: Radomski, Janiak, Górski, Wojnowski, Murdzia, Bukowski oraz Pachliński (l), Zapaśnik, Piórkowski, Józefczak. Trener: Damian Lisiecki.

CZARNI Radom – AKS Rzeszów 3:2 (23:25, 17:25, 25:20, 25:21, 15:13)
Sędziowali: Kaczmarczyk i Nowak. Widzów: 150.
CZARNI: Gonciarz, Kocik, Staniec, Prygiel, Gutkowski, Ostrowski oraz Biliński (l), Filipowicz (l), Górski, Kleczaj, Szumielewicz, Skwarek. Trener: Wojciech Stępień.
AKS: Durski, Peszko, Nożewski, Pszonka, Długosz, Dryja oraz Głód (l), Kowalski, Pałka, Świst. Trener: Artur Łoza.

Skomentuj