Dwie pasje według Mateusza

Koszykarze Sokoła Łańcut notują najlepszą serię inauguracyjną (7-0) w trzynastosezonowej historii występów w I lidze, a dzisiaj pokonali Astorię Bydgoszcz, 84:69.

Swój nowy rekord zwycięstw z rzędu liczonych od startu rozgrywek ustanowili już przed tygodniem w Poznaniu. Wcześniej wynosił on pięć (uzyskane dwukrotnie, w sezonach 2005/06 i 2007/08). Siódme wcale nie przyszło im łatwo, choć wydawało się, że tak będzie, sądząc pod dotychczasowych osiągnięciach gości (1 wygrana) i wyglądzie wstępnych kilkunastu minut.
Wprawdzie bydgoszczanie po szybkich, dwójkowych akcjach, obcięciach na zasłonie, wyrównywali na 6:6 i 8:8, ale wówczas pałeczkę od najaktywniejszego dotąd Alana Czujkowskiego przejął Marcin Sroka. Trafił trzykrotnie za trzy, w tym raz z odchylenia, przez ręce obrońcy; z taką swobodą, jak zwykle rzuca się z trzech metrów, „pykając” sobie leniwie na rozruchu. Dla kontrastu wykonali z Jerzym Koszutą kontrę na pełnym gazie. „Jerry” wyrwał przeciwnikowi piłkę pod swoim koszem, po dwóch kozłach podał ją oburącz koledze, a ten uwolnił się od rywala już chwytając ją i zrobił dwutakt z biegu. Przy stanie 22:12 w pierwszej kwarcie miał na koncie 13 punktów.
Na początku drugiej odsłony dwie „trójki” dołożył Sebastian Szymański, po czym zainicjował najbardziej finezyjną sekwencję spotkania. Wjechał za tablicę, tam zawisnął w powietrzu i poczekał, aż w tempo nadbiegł z lewej strony wzdłuż linii końcowej Jacek Balawender i obsłużony przez partnera – trafił „kelnerem” z drugiej strony obręczy. Niedługo Bartosz Czerwonka też zatrzymał się na moment w locie, dzięki czemu przechytrzył defensora i mógł dopisać sobie dwa punkty po lay-up’ie. Dalej „Czerwony” wcelował o tablicę z lewego półskrzydła, z obwodu (38:24), a w następnej akcji przelicytował ich wszystkich Marek Zywert. Patrząc na Bartka stojącego znowu na tamtej pozycji i markując podanie doń – kozłem zagrał pod „dziurę” do Macieja Klimy, któremu pozostało dopełnić formalności. Jako że ten ostatni taśmowo rozdawał bloki, kibice mogli być ukontentowani widowiskowym aspektem konfrontacji.

Jeśli jednak ktoś zbytnio się rozmarzył, to tym bardziej przykre było zderzenie z rzeczywistością. Popisy gospodarzy nie wywierały bowiem większego wrażenia na przyjezdnych. Bez wzruszeń robili swoje i jeśli nawet dostarczali piłkę do kosza w prostszy sposób, to często – w bardziej pewny. Po dwóch wjazdach na lewą rękę Mateusza Bierwagena na tablicy zaświeciło się 40:36.
Miejscowi największe kłopoty mieli na linii osobistych. Do przerwy wykorzystali tylko trzy z dziesięciu, jeszcze po pół godzinie mieli w tym elemencie taki sam procent jak w „trójkach”, a już do finału skuteczność wolnych nie przewyższyła skuteczności w rzutach „za dwa”.
W trzeciej części stosowali jednak środki przynoszące im w sobotnie popołudnie sukcesy. Zza łuku otworzył ją Szymański (46:38), a zamknął Zywert (66:54). I choć identycznie odpowiedział Mikołaj Motel, to zyski wypracował Koszuta, wracający po spowodowanej kontuzją pauzie. Czasem penetrował, częściej rzucał z wysokiego wyskoku, w ciągu trzech minut gromadząc dziewięć „oczek”.

Problemem bydgoszczan były z kolei straty (a może raczej – presja i przechwyty łańcucian). Łącznie zanotowali ich 21, a po kilku kolejnych w czwartej odsłonie oraz indywidualnych wykończeniach Klimy (wsad) i Sroki rezultat brzmiał 73:56. Wszystko zostało rozstrzygnięte; po trzypunktowych zdobyczach  Zywerta i Patryka Buszty przewaga urosła nawet do 82:62, ale Motel trafiając przy akompaniamencie syreny zmniejszył ją do 84:69.
Jesteśmy drużyną, która zwyciężyła po raz siódmy, mniej ważne, czy jednym czy 30 punktami – przekonuje Sroka, który uzbieral ich 24 (jako jedyny w Sokole dwucyfrową ilość) i otrzymał nagrodę dla MVP meczu. – Nie ma u nas jednego lidera, w różnych momentach czy dniach, różnicę może zrobić ktoś inny. I to jest nasz atut.

Była to szczególna potyczka dla II trenera łańcuckiej ekipy, Mateusza Lei. W Sokole odpowiada za przygotowanie fizyczne, pomaga w opracowaniu skautingu i taktyki, ale też – jak podkreśla – ciągle uczy się od jego szkoleniowca, Dariusza Kaszowskiego. Kiedyś podpatrywał na campach Getbetter m.in. Konrada Kaźmierczyka, opiekuna Astorii. W tym roku został już zaproszony do prowadzenia zajęć przez niego i drugiego twórcę projektu, Artura Packa.
Jako nastolatek Leja ćwiczył z czołowym pierwszoligowym teamem, Zniczem Jarosław, który potem awansował do ekstraklasy. Tam jednak, gdzie zwykle zaczynają się marzenia – dla Mateusza się skończyły. Dolegliwości pleców przenosiły się na bóle nóg. Mając 19 lat już ostatecznie musiał powiedzieć „pas” poważnej koszykówce. – Jeden z lekarzy zagroził mi nawet, że jeśli nie odpuszczę, to mogę wylądować na wózku inwalidzkim – wspomina. – To była motywacja, aby poświęcić się treningowi motorycznemu. Mając dzisiejszą wiedzę, potrafiłbym sam siebie wyleczyć. W tym sensie, że wzmocniłbym i ustabilizowałbym sobie plecy, dzięki czemu mógłbym dalej grać.
Ma 26 lat, ale zaczął już szósty sezon pracy w jarosławskim baskecie. Zimą 2015 roku przyjechał do Łańcuta i poprosił Kaszowskiego, czy mógłby podpatrywać go na treningach. Tak upłynęły trzy miesiące, a na następne rozgrywki dostał już propozycję asystentury.
U Packa przeszedł kurs przygotowania motorycznego, potem uczył się na obozie Getbettera jako stażysta, w międzyczasie razem z Kaźmierczykiem uczestniczył w prestiżowej kursokonferencji organizowanej przez Euroligę podczas Final Four w Berlinie. Minionego lata był już na Getbetterze instruktorem techniki indywidualnej. I tak ścierają się u niego dwie pasje: do treningu fizycznego i czystej koszykówki, czy to w ujęciu technicznym, czy taktycznym. – Wiem, że przyjdzie taki piękny dzień, kiedy będę musiał wybrać, bo żeby coś robić naprawdę dobrze, trzeba się na tym skupić – kiwa głową. – Ale jestem jeszcze młody i mam na to czas. Na dzisiaj mogę to fajnie łączyć i ciągle zdobywać nowe umiejętności. Co wybiorę, kiedy będę musiał? Nie jestem pewny, ale lubię „szachy trenerskie”, czyli taktykę.
PAWEŁ FLESZAR

SOKÓŁ Łańcut – ASTORIA Bydgoszcz 84:69 (22:16, 21:22, 23:16, 18:15)
Sędziowali: Michał Kuzia, Grzegorz Szeremeta, Robert Rydz. Widzów: 800.
SOKÓŁ: Sroka 24 (3×3, 2 prz.), Koszuta 9 (2 prz.), Klima 8 (10 zb., 4 bl.), Czujkowski 8 (5 zb.), Zywert 8 (2×3, 4 prz.) oraz Szymański 9 (3×3, 4 as.), Czerwonka 7 (1×3), Balawender 6, Buszta 3 (1×3), Krajniewski 2, Kulikowski. Trener: Dariusz Kaszowski.
ASTORIA: Laydych 10 (4 zb.), Bierwagen 8 (4 zb.), Fatz 8 (6 zb.), Gospodarek 4 (5 as.), Barszczyk 4 oraz Motel 13 (3×3, 2 prz.), Krefft 7 (1×3, 5 zb.), Czyżnielewski 6 (5 zb.), Szyttenholm 5, Dabek 4. Trener: Konrad Kaźmierczyk.

Pozostałe wyniki i tabelę I ligi koszykarzy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.