Dzień debiutanta

Piłkarze Cracovii po raz pierwszy od 2,5 miesiąca wygrali na własnym boisku w T-Mobile Ekstraklasie. Po ciężkiej przeprawie pokonali Podbeskidzie Bielsko-Biała 4:2.

Poprzednie zwycięstwo na stadionie przy ul. Kałuży zanotowali jeszcze 2 sierpnia, 2:1 z Ruchem Chorzów. Potem wiodło im się tutaj fatalnie, a dzisiaj nie było zbyt wielu przesłanek wskazujących na przełamanie passy.
Wprawdzie po niecelnych wprawkach Błażeja Telichowskiego, Antona Slobody i Saidiego Ntibazonkizy oraz strzale Sebastiana Stebleckiego obronionym nogami przez Ladislava Rybansky’ego, krakowianie uzyskali prowadzenie z karnego. Sędzia odgwizdał go w 15. minucie za to, że Tomasz Górkiewicz pociągnął za koszulkę Marcina Budzińskiego, a Milos Kosanović pewnie wyegzekwował.
Szybko jednak Sebastian Bartlewski wymanewrował na skrzydle Sławomira Szelige, w „szesnastce” poradził sobie z Mateuszem Żytko, podał na środek, gdzie Sloboda wyprzedził Kosanovicia, samym przyjęciem piłki minął Krzysztofa Pilarza i wpakował ją do siatki.
Do końca pierwszej części inicjatywę mieli raczej bielszczanie, ale teraz już defensorzy „Pasów” interweniowali skuteczniej.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Ich trener Wojciech Stawowy mówił później, że w przerwie zastosował z drużyną specjalną strategię, przez co omal nie spóźniła się ona na II połowę. Realizacje tejże strategii też zaczęła opieszale, bo od razu straciła gola. Do wrzutki Bartlewskiego z wolnego skoczyła grupa zawodników, futbolówka odbiła się od Stebleckiego i spadła pod nogi Rudolfa Urbana, który z kilku metrów kopnął celnie obok Pilarza. 1:2, a znaczny udział w obu zdobyczach miał 19-letni Sebastian, debiutujący dzisiaj w ekstraklasie, a potwierdzony przez bielski klub do rozgrywek dopiero dzięki piątkowej decyzji PZPN.
– Spotykałem w tym tygodniu ludzi, którzy mówili, że z ostatnim w tabeli Podbeskidziem pójdzie nam łatwo, lekko i przyjemnie. Tłumaczyłem, że nie należy się tego spodziewać. Nie pomyliłem się, ale też sami graliśmy zbyt anemicznie, jak nie Cracovia – charakteryzował Stawowy.
Fakt, że nie musiał narzekać po porażce jest częściowo zasługą przeciwników, którzy zmarnowali kilka okazji na podwyższenie wyniku. Najpierw nieprecyzyjna centra do kolegi stojącego samotnie na środku pola karnego, dalej pudło Bartlewskiego, potem Frank Adu kopał dwukrotnie, ale tyleż razy sparował Pilarz.

Po drugiej stronie tylko Steblecki stworzył zagrożenie, które zażegnał Rybansky. Na murawie jednak był już wtedy Vladimir Boljević, którego szkoleniowiec komplementował za poukładanie gry zespołu w środku pola. Nadto w 66. minucie „Władek” bez rozbiegu z 25 metrów przyłożył tak, że piłka wpadła tuż przy słupku, obok interweniującego bramkarza. Ledwo go koledzy porządnie wyściskali, a Ntibazonkiza szarpnął krótko i sprzed „szesnastki” przymierzył lewą nogą, a Rybansky również na drugą stronę nie zdążył z paradą.
Przy stanie 3:2 były sposobności do zwiększenia prowadzenia, ale golkiper Podbeskidzia tym razem trzykrotnie stanął na wysokości zadania (dwukrotnie przy próbach Boljevicia i raz Saidiego), a Burundyjczyk jedną futbolówkę posłał nad poprzeczkę.
Przyjezdni znowu ich przelicytowali, lecz najwyższy układ kart miał szczęśliwie dla kolegów Pilarz: jak złapał główkę Dariusza Pietrasiaka mniej więcej wiadomo, bo nie była silna, ale jak odbił bombę Marcina Wodeckiego oddaną z biegu, z ośmiu metrów – trudno zrozumieć.

Szczęśliwy dzień debiutantów ukoronował za to tuż przed ostatnim gwizdkiem Przemysław Kita. 20-letni napastnik ma trzy występy w najwyższej lidze (z ŁKS Łódź, sprzed półtora roku), ale w oficjalnym meczu Cracovii wystąpił po raz pierwszy. I od razu wniósł sporo ożywienia, a na finał przytomnie dobił głową uderzenie Dawida Nowaka obronione przez bramkarza.
– Przegrywamy po niezłym występie, w którym realizowaliśmy założenia – kręcił głową opiekun gości, Czesław Michniewicz. – Nasza psychika legła w gruzach po pięknym strzale Boljevicia.
Po raz drugi spotkanie odbyło się bez udziału publiczności, a następne u siebie krakowianie mają dopiero 2 listopada (z Koroną Kielce). – Było nam przykro bez naszych kibiców, mam nadzieję, że znowu stanie się tutaj głośno i kolorowo – podsumowuje Stawowy.
PAWEŁ FLESZAR

CRACOVIA – PODBESKIDZIE Bielsko-Biała 4:2 (1:1)
Bramki: Kosanović 15 k, Boljević 66, Ntibazonkiza 68, Kita 90 – Sloboda 23, Urban 46. Sedziował: Marcin Borski (Warszawa). Żółte kartki: Nowak – Górkiewicz, Konieczny. Widzów: mecz bez udziału publiczności.
CRACOVIA: Pilarz – Szeliga, Żytko, Kosanović, Marciniak – Dąbrowski – Steblecki, Budziński (53. Boljević), Straus (60. Kita), Ntibazonkiza (90. Dudzic) – Nowak. Trener: Wojciech Stawowy.
PODBESKIDZIE: Rybańsky – Górkiewicz, Pietrasiak, Konieczny, Telichowski – Łatka – Jagiełło (74. Wodecki), Sloboda, Urban (74. Chrapek), Adu – Bartlewski (65. Malinowski). Trener: Czesław Michniewicz.

Pozostałe wyniki i tabelę T-Mobile Ekstraklasy można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.