Dziewczyna zyskała przy poznaniu

Koszykarze AGH Kraków mieli w sobotni wieczór długie okresy absolutnej dominacji i krótkie chwile zagubienia, co razem złożyło się na wygraną z SKK Siedlce, 94:72.

Na boisko przy Piastowskiej wyszła bardzo defensywna – w teorii – piątka akademików, z Michałem Borówką oraz odkryciem ostatniego tygodnia, Konradem Mamcarczykiem. I perfekcyjnie wypełniła swoje zadania, bo dwaj wybitni strzelcy, Rafał Sobiło i zajmujący drugie miejsce w pierwszoligowym rankingu najskuteczniejszych Bartosz Wróbel do przerwy zdobyli na spółkę trzy punkty… – Nie wolno zdradzać tajników – uśmiecha się szelmowsko „Mamcar”, pytany jak tego dokonali. – Mieliśmy przebijać się za nimi na zasłonach, pozwalać raczej na wejścia czy rzuty z bliższa, niż za trzy, wypychać na 9.-10. metr – ujmuje jednak w kanony taktyczne coś, co wyglądało na uganianie się za rywalami na podobieństwo wściekłych psów, okraszane turlaniem się po parkiecie.
Wraz z kolegami świetnie jednak spisywał się również w ataku. Po wstępnych zmianach prowadzenia – 1:0, 1:2, 3:2, 3:5 – odskoczyli na 15:5. Bartłomiej Podworski używał wszystkich swoich kilogramów w starciach z Maciejem Strzeleckim; zabrał lub zgarnął mu sprzed nosa parę piłek na swojej połowie, parę innych wrzucił do „dziury” po drugiej stronie. Mamcarczyk, Maciej Koperski i Borówka zameldowali się strzałami zza łuku, a ten pierwszy dodatkowo wykorzystał wszystkie sześć osobistych za faule przy dwóch innych takich próbach. Kiedy Michał Sadło trafił plastycznym, kilkumetrowym hakiem, na tablicy świeciło się 30:10, a po pierwszej kwarcie – 32:14.
Tyle że na początku drugiej odsłony gospodarze trochę zgłupieli w obliczu strefy 2-3, rozkręcał się Rafał Król, bardzo udaną zmianę dał Roman Janik, a przewaga zmalała do 36:25.

Konrad Mamcarczyk zaczął spełniać chłopięce marzenia w wieku 24 lat, kiedy już wydawało się, że nic go w poważnej koszykówce nie czeka. Za młodu był uważany za talent. Dobrą rekomendacją jest fakt, że Rafał Knap wyciągnął go ze Skawy Wadowice do tworzonej w Wieliczce drużyny, jeszcze lepszą – że potem zwerbowano go do jednego z najlepszych koszykarskich ośrodków młodzieżowych w kraju: Rosy Radom. Z kariery nic jednak nie wyszło („Jakoś to się przepaliło” – kiwa głową); kończąc wiek juniora U-20 „zjechał do bazy” w Wadowicach, a potem na pół roku przerwał uprawianie basketu i wyemigrował do pracy do Anglii (opisywaliśmy to TUTAJ). Bywał królem strzelców III ligi (2014/15), pomógł awansować z niej R8 Basket Politechnice (2016), ale w II lidze znacząco zaistniał dopiero w ubiegłym sezonie, w AGH.
Przydatny był również w tym, już na zapleczu ekstraklasy. W minioną niedzielę po raz pierwszy znalazł się w podstawowym składzie – w konfrontacji ze Śląskiem Wrocław zaprezentował się rewelacyjnie, przyczyniając do największej sensacji dotychczasowych rozgrywek. Dzisiaj, w drugiej części, znowu strzelił z siedmiu metrów, a później z 6,5 m, kiedy jego zespołowi pozostały trzy sekundy akcji po wyrzucie z autu, a na twarzy miał rękę obrońcy. Gdy ekspresowo wybiegł z kontrą i sfinalizował ją lay-up’em, zrobiło się 47:30.
– Przychodzę do domu i jestem zadowolony, że pomogłem chłopakom – kwituje pytanie, czy zaskakuje sam siebie, pełniąc aż tak ważną rolę w I lidze.
Tuż przed przerwą Tomasz Zych opiekował się piłką przez kilkanaście sekund, po czym wypuścił na czystą pozycję Koperskiego. Tak zaliczył jedną ze swoich 14 sobotnich asyst, Maciek – drugą „trójkę”, a rezultat został ustalony na 50:34.

Konrad jest po trochu jak dziewczyna, która w bolesny sposób „wystawiła” chłopaka. W AGH miał pojawić się już latem 2015 r., wszystko było ustalone. On tymczasem nie przyszedł na randkę, wyjechał na Wyspy. Co ciekawe, pamiętliwy nierzadko trener akademików, Wojciech Bychawski wybaczył mu i dwa lata później zaprosił do siebie znowu. – Wyciągnął do mnie rękę. To złożona sprawa, wyjaśniliśmy ją sobie w cztery oczy i niech już to pozostanie między nami – mówi lekko zmieszany „Mamcar”.
Jego pobyt przy Piastowskiej przywodzi natomiast skojarzenie z dziewczyną bardzo zyskującą przy bliższym poznaniu. Nie imponował warunkami fizycznymi, ani wcześniejszym dorobkiem, lecz ciągle objawiały się nowe jego zalety albo znane zalety potrafił utrzymać w konfrontacji z rosnącymi wymaganiami. Dzisiaj w trzeciej kwarcie znowu ostudził przyjezdnych strzałem za trzy (55:39).
I ciągle jest to dziewczyna irytująco przekorna. Chwalony za rzuty w ważnych momentach, twierdzi, że to zasługa dobrych podań kolegów. Słysząc argument, iż niektóre podania należałoby nazwać raczej oddawaniem, pozbywaniem się piłki w trudnej sytuacji, wysyła rozmówcę do arkusza statystycznego, aby sprawdził, czy została zapisana asysta, bo skoro tak, to podanie jednak było istotne.
Gdyby jednak nie miał twardego charakteru, może dzisiaj nie grałby w kosza. Wiosną zmagał się z poważną kontuzją stawu skokowego, miał ponadrywane więzadła, ustalono nawet termin operacji. Postanowił jednak, że wytrwa jak najdłużej się da, aż więzadła zerwą się dokumentnie. Ostatecznie wystąpił nawet w czerwcowych finałach AMP, gdzie jego team zdobył „złoto”, latem kostka się zaleczyła bez konieczności zabiegu i obecnie już mu nie dolega. Wprawdzie utykał opuszczając plac, ale to dlatego, że złapały go skurcze, bo biegał najdłużej z krakowian, ponad 27 minut.

Wśród siedlczan największe zagrożenie stwarzali trafiający z daleka i bliska Król oraz odważnie penetrujący Marcin Pławucki, lecz wszelkie ich nadzieje rozwiał Koperski, który ma trwale wgraną funkcję „rzut z dystansu”. Swoimi „trójkami” nr 3, 4, 5 i 6 zamordował strefę SKK w trzeciej odsłonie, na starcie czwartej dołożył siódmą.
Podworski ciągle rządził pod „deskami”, a Zych w polu. Wynik brzmiał nawet 90:61, trener gości, Michał Spychała postawił podopiecznym za cel zmniejszenie różnicy do 20 „oczek”. I to by się nawet udało, gdyby Iwan Wasyl nie uciekł im z obwodu i nie zapakował oburącz. 94:72.
Niewykluczone, że ekipa AGH w listopadzie jeszcze dwukrotnie pokaże się przy Piastowskiej. Na pewno 24.11, o g. 19.30, kiedy podejmie Jamalex Polonię Leszno. Być może również 17.11, jeśli mecz z Księżakiem zostanie przeniesiony z Łowicza do Krakowa. Decyzja zapadnie na początku tego tygodnia.
PAWEŁ FLESZAR

AZS AGH Kraków – SKK Siedlce 94:72 (32:14, 18:20, 26:18, 18:20)
Sędziowali: Damian Kuziora, Wojciech Majcherowicz i Jakub Adameczek. Widzów: 200.
AGH: Mamcarczyk 21 (3×3, 6 zb., 3 prz.), Podworski 18 (7 zb.), Borówka 10 (1×3, 5 zb., 4 as.), Wasyl 9 (2 prz.), Zych 5 (14 as., 5 zb.) oraz Koperski 21 (7×3, 4 zb.), Sadło 8, Czerwonka 2 (5 zb.), Włodarczyk, Kędel, Pachołek, Jakubek. Trener: Wojciech Bychawski.
SKK: Król 17 (2×3, 6 zb., 5 as., 2 prz.), Pławucki 15 (1×3, 8 zb., 8 as.), Wróbel 7 (4 zb., 2 prz.), Strzelecki 5, Sobiło 2 (5 as., 4 zb.) oraz Janik 16 (2×3, 4 zb., 2 prz.), Nędzi 7, Kołodziński 2, Sirijatowicz 1, Pabianek. Trener: Michał Spychała.

Pozostałe wyniki i tabelę I ligi koszykarzy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.