Eddie zwany Orłem

Większość kibiców z pokolenia 40+ powinna pamiętać tę zalęknioną minę, okularki, wąsy, upadki z progu, rozpaczliwe loty. A widza w każdym wieku musi poruszyć droga, która zawiodła Eddiego Edwardsa na belkę startową olimpijskiej skoczni w Calgary.

Niewiele wiecie o potędze marzeń, jeśli nie widzieliście tego filmu. Są ludzie, którzy nigdy nie odważą się zmierzyć z wyzwaniem, albo poddają się po pierwszym nieudanym podejściu. Są i beztalencia uważające się za nie-wiadomo-co i trąbiące o tym w narcystycznym upojeniu. Michael Thomas (to jego właściwe imiona) nie należał do żadnej z tych grup. W dzieciństwie spędził rok w szpitalu, miał krzywe kolana, cierpiał na dalekowzroczność. Marzył o występie na igrzyskach.
Jego starania są tyleż rozczulające, co humorystyczne: ćwiczenie gry w kulki, wstrzymywania oddechu (a nuż takie dyscypliny wprowadzą), różne konkurencje lekkoatletyczne uprawiane na ulicy, skutkujące tylko kolejnymi połamanymi okularami. Był też bramkarzem-kamikadze w drużynie piłkarskiej, czego w filmie nie ma, ale znowu poranił sobie kolana.

Nie był jak chłopcy z alpejskich, czy choćby tatrzańskich wiosek, rodzący się z nartami przypiętymi do nóg. Nieźle, choć bez upragnionego efektu szło mu w zjazdach. Pierwszy skok oddał w wieku 22 lat, z piętnastometrowej skoczni. Drugi – z czterdziestometrowej. Wywrócił się. A potem przewracał się raz za razem, złamał palec. Miał w sobie nie tylko mnóstwo determinacji i nieustępliwości, ale i odwagi, aby mierzyć się zarówno z niebezpieczeństwem, jak z szyderstwem i wzgardą.
Dalej jest sporo komizmu przygotowań z pomagającym mu niespełnionym amerykańskim skoczkiem, w przerwach od picia obsługującym ratrak w Garmisch Partenkirchen. Matczyna miłość, złośliwość Brytyjskiego Komitetu Olimpijskiego, uwielbienie kibiców, fetujących ostatniego zawodnika w konkursach, szczypta patosu. Wszystko do obejrzenia.

Film kończy się w lutym 1988 roku. Drugi można byłoby nakręcić o późniejszym okresie, zestawiając Edwardsa z Matti Nykaenenem. Tam gdzie Anglik był ostatni, Fin triumfował w imponującym stylu, do dzisiaj jest uważany za najbardziej utalentowanego i najlepszego skoczka w dziejach. A potem kompletnie nie potrafił ułożyć sobie życia: stracił wszystkie pieniądze, sprzedał zdobyte medale, próbował zamordować jedną z kilku żon, a w innych sytuacjach – dwóch przygodnie spotkanych mężczyzn. Trafił do więzienia, ale nigdy nie stracił popularności w swoim kraju. Jego autobiografia nosi tytuł: „Pozdrowienia z piekła”.
Na Eddiego, który nigdy nie wyglądał na wieszcza, czekała na lotnisku Heathrow gromada fanów i 50-osobowa ekipa telewizyjna. Jak stwierdziła zabezpieczająca to wydarzenie policja, tylko Madonna miała podobne powitanie. Zarobił trochę pieniędzy na biografii i sprzedaży praw do sfilmowania swojej historii, uzyskał dyplom z prawa, ale wracał do zajęcia sprzed lat – tynkowania domów.
Miewał (i realizował) szalone pomysły: kilka razy zapowiadał powrót na wyczynowe skocznie, bił rekordy w skokach kaskaderskich (przez samochody i autobusy), czy szybkości zjazdu na nartach. Na co dzień mieszka w małej angielskiej miejscowości, z żoną i dwiema córkami.
I ciągle ktoś mu na coś nie pozwala. Jak trzy sezony temu, gdy po „pięćdziesiątce” chciał zostać przedskoczkiem w Turnieju Czterech Skoczni.
PAWEŁ FLESZAR

EDDIE ZWANY ORŁEM. Tytuł oryginalny: Eddie the Eagle. Produkcja: Niemcy, USA, Wielka Brytania. Rok: 2016. Reżyseria: Dexter Fletcher. Scenariusz: Simon Kelton, Sean Macaulay. Zdjęcia: George Richmond. Muzyka: Matthew Margeson. Obsada: Taron Egerton, Hugh Jackman, Christopher Walken, Tom Costello, Tim McInnerny, Edvin Endre, Jo Hartley, Ania Sowinski.
*stopka na podstawie filmweb.pl

Komentowanie zablokowane.