Ekonomiczny wybór akcji

Eliteski AZS UEK w najlepszym w tym sezonie występie odniosły najcenniejsze zwycięstwo – z Chemikiem Police, 3:1. – To znaczy tyle, że dzisiaj byliśmy lepsi – odżegnuje się od triumfalistycznych tonów trener krakowianek, Jacek Skrok. – Ale też po trochę głupiej i trochę pechowej porażce w Policach wiemy, że można ich „ugryźć”.

MVP spotkania została – już drugi raz w ciągu 8 dni (poprzednio z KS Murowana Goślina, o czym można przeczytać TUTAJ) – Sandra Cabańska. Kawałkami statuetki mogłaby obdzielić kilka koleżanek (największy przypadłby Agacie Skibie), ale pierwszego seta zdominowała absolutnie. Kiedy po trzech asach wyprowadziła gospodynie na 21:16, miała na koncie już 9 punktów! Wcześniej atakowała skutecznie „pod łokciami” wysokiego bloku rywalek, a dwukrotnie skarciła je przebiciem oburącz. W tym raz, gdy oddawały piłkę „darmo”, a Sandra dopadła jej błyskawicznie i ta podstawową siatkarską techniką posłała na ósmy metr wolnego parkietu gości.
Natomiast wspomniane trzy serwisy spowodowały pierwszy przełom w wyrównanym wcześniej wyniku (1:0, 1:2, 3:4, 7:8, 8:9, 10:9, 13:11, 14:12, 14:15, 17:15, 17:16). Policzanki odrobiły jeszcze nieco strat dzięki Katarzynie Mróz (zagrywka), Magdalenie Soter i Izabeli Kowalińskiej (zachowania na siatce) – 21:19 – lecz końcówka należała do Skiby (podania), Katarzyny Wąsowskiej i Magdaleny Fedorów (kontry, ta druga – dwukrotnie z obejścia) – 24:19, 25:20.

Na widowni siedział Wiktor Krebok, utytułowany szkoleniowiec, który w 1996 roku, po długiej przerwie, awansował z reprezentacją na olimpiadę w Atlancie, co było jednym z impulsów dla rodzącej się w drugiej połowie lat 90. i panującej u nas do dzisiaj „volleymanii”. Jak zwykle, gdy Chemik gra w Krakowie lub na Śląsku, przyjechał zobaczyć się („Czy raczej, biorąc pod uwagę długość spotkania, zobaczyć go”) z synem Jakubem, II trenerem i statystykiem w tym klubie. – Nie można grać, nie chcąc grać – kwitował sentencjonalnie występ podopiecznych syna i swojego byłego zawodnika, Mariusza Wiktorowicza. – Po jednej stronie widziałem zmobilizowaną, walczącą drużynę, a po drugiej nie…
Wyłom w tej trafnej diagnozie stanowiła druga partia, w której policzanki były skonsolidowane i aktywne, co przejawiało się szczególnie w obronie. Dołożyły do tego szczelny blok i zabójcze kontry (zwłaszcza z bardzo wysokiej krótkiej, w wykonaniu Mróz), nakręcając przewagę – 4:2, 7:3, 9:6, 11:6, 14:7, 19:9, 20:12, 24:12, 25:14.
W następnej odsłonie zeszły na ziemię w sposób wstrząsowy. Po długiej sekwencji błędów wymuszonych (choćby przez Fedorów i Aleksandrę Król) lub nie (złe ustawienie, dotknięcie górnej taśmy) ulegały 1:10, a Wiktorowicz wykorzystał obie przerwy. Potem było 11:4, 15:6, 16:7, aż po serwisie Justyny Raczyńskiej i kontrach skróciły dystans (16:12, potem 18:15, 19:15). „Baby, spokojnie! Laski, mamy przewagę, jedziemy z nią do końca!” – nawoływała kapitan „Ekonomicznej”, Wąsowska. I dojechały na 25:20, poprzez 22:15 i 23:19, m.in. dzięki wejściom Skiby z szóstej strefy oraz równej (zresztą przez większość czasu) postawie w polu Moniki Srogi.

Niektóre z przyjezdnych w mijającym tygodniu borykały się z chorobami, zwłaszcza Joanna Mirek, która osowiała spędziła cały mecz w kwadracie. Zastąpiła ją reprezentantka Francji, Veronika Hudima, a że na rozegraniu zamiast Agnieszki Rabki stanęła Czeszka Lucie Muhlsteinova, zamknęło to drogę do składu serbskiej środkowej, Vesnie Jovanović (w I lidze mogą grać tylko dwie cudzoziemki na raz w szóstce). Wiktorowicz, wyraźnie roztrzęsiony, nie chciał bezpośrednio po konfrontacji komentować jej przebiegu, a o tych roszadach personalnych powiedział: – Akurat obie środkowe zagrały dzisiaj nieźle.
Trudno odmówić mu racji w odniesieniu do Mróz i Soter, ale paradoks polega na tym, że kiedy Jovanović pojawiła się na parkiecie w połowie czwartego seta – odwróciła wynik. Zrazu było 2:0, 2:3, 6:3, 9:6, 10:9, 12:10, a po jej kilku akcjach nad taśmą – wspartych przez partnerki – zrobiło się 12:16. Miejscowe znowu doskoczyły na 18:18 i 21:20 (punkty na równi ze Skibą, Wąsowską i Fedorów dostarczały same przeciwniczki), ale teraz to one popełniły kilka błędów, po ataku Raczyńskiej nie ruszyły do obrony i zarysowała się wyraźna perspektywa tie-breaka (22:24).

– Cenne były dobre wybory, przynoszące nam punkty. Najpierw Ola Król w trzecim secie, a potem Kaśka Wąsowska w czwartym poszły na czerwoną linię, zmieniając odległość i tempo serwisu. Właściwym rozwiązaniem było też na przykład ustawienie bloku na Kowalińską w ostatniej akcji – analizował później Skrok.
To Król „zaczapowała” Kowalińską na 26:24, natomiast wcześniej po kontrze Wąsowskiej było 23:24, po ścięciu Cabańskiej niemal w linię boczną – 24:24, a po asie Wąsowskiej w sam koniec boiska – 25:24 . – To była zagrywka „słoneczna” – śmiała się później kapitan gospodyń pokazując jak stromą parabolą leciała piłka (najpierw do słońca i od niego do ziemi…). – Ciężko mi oceniać, bo stałam na boisku i na dodatek jestem rozemocjonowana. Na pewno dzisiaj prezentowałyśmy się dobrze, ale za wyjątkiem spotkania z Wisłą tak jest od początku roku – twierdzi Katarzyna. Przyznaje jednak, podobnie jak jej szkoleniowiec, że najbardziej miarodajną weryfikację ich formy przeprowadzą zespoły czołówki: był Chemik, 9 lutego będzie (w Krakowie) Silesia Volley Mysłowice, a 23 lutego (też przy Rakowickiej) Jedynka Aleksandrów Łódzki. Już w najbliższą środę zaś, 6 lutego, o godz. 18, Eliteski zmierzą się z SMS Sosnowiec.
PAWEŁ FLESZAR

ELITESKI AZS UE Kraków – CHEMIK Police 3:1 (25:20, 14:25, 25:20, 26:24)
Sędziowali: Mirosław Pałka (Rzeszów) i Tomasz Zarzycki (Mielec). Widzów: 400.
ELITESKI: Matyjaszek-Matela, Wąsowska, Król, Cabańska, Skiba, Fedorów oraz Sroga (l), Urban, Sadowska, Wawrzyniak, Połeć. Trener: Jacek Skrok.
CHEMIK: Muhlsteinova, Raczyńska, Mróz, Kowalińska, Hudima, Soter oraz Krzos (l), Śliwa, Zielińska, Rabka, Jovanović. Trener: Mariusz Wiktorowicz.

Komentowanie zablokowane.