Ekstrim dojrzał do wyższej klasy

Gorlicki klub pozyskał miejsce w II lidze od Perły Złotokłos, ustalił też warunki kontraktowe z dwiema siatkarkami, które mają spełniać kluczowe role w przyszłym sezonie. Drużyna mocno związana będzie z Krakowem.

Działacze pierwotnie liczyli, że uda im się uzyskać awans wskutek przydziału „dzikiej karty” przez Polski Związek Piłki Siatkowej. Wszak Ekstrim zajął trzecie miejsce w turnieju finałowym w Gdańsku, był więc dość wysoko w klasyfikacji, a co rusz słychać o zespołach wycofujących się z rozgrywek. – Usłyszeliśmy jednak, że z drugiej strony jest sporo chętnych na miejsca w II lidze, składają podania do PZPS. Rozdział miejsc ma się odbyć po 10 lipca, do końca nie wiadomo według jakich reguł. Dlatego zdecydowaliśmy się na inne rozwiązanie – wyjaśnia Marek Wójtowicz, prezes gorlickiego klubu. – Teraz wiemy, na czym stoimy i wiedzą to nasi rozmówcy. Składając propozycje zawodniczkom czy sponsorom możemy mówić, że zapraszamy ich do drugiej ligi, ale nie do trzeciej, która prawdopodobnie za miesiąc będzie drugą.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Już wcześniej ustalili specyficzne zasady funkcjonowania w II lidze. Jako że ściągnięcie dobrych siatkarek na stałe do Gorlic byłoby zbyt kosztowne (zresztą grające na tym poziomie dziewczyny zwykle studiują bądź uczą się), trudne do zrealizowania są też dojazdy z odległych dużych ośrodków – Rzeszowa bądź Krakowa – postanowili stworzyć bazę tym drugim mieście.
Trenerem pozostał Grzegorz Silczuk, który jest również dyrektorem krakowskiej Wandy. Właśnie w jej hali przy ul. Odmogile drużyna ma ćwiczyć w „dni powszednie”, a w piątki przenosić na zajęcia do Gorlic, gdzie w sobotę rozegra mecz (przy spotkaniach wyjazdowych ten harmonogram będzie modyfikowany). Siłą rzeczy, skład zostanie oparty na zawodniczkach z miasta po Wawelem. Jest w nim jednak miejsce dla kilku gorliczanek, które we wtorki mają przyjeżdżać na Wandę. Zabraknie w tym gronie Magdaleny Dynarowicz i Karoliny Ochab, przechodzących do MKS San-Pajda Jarosław, ale pozostają inne zdolne wychowanki Ekstrimu, m.in. chwalona przez Silczuka Katarzyna Wierzba.

– Takie rozłożenie ciężaru na Kraków i Gorlice jest chyba najlepszym możliwym rozwiązaniem, bo zmniejszymy stratę czasu dla wielu osób, a jednocześnie będziemy mogli dużo pracować – mówi Silczuk. Już przed miesiącem zaczął rozmowy z rozgrywającą Joanną Mokrzycką, uznawaną od dawna za duży talent, dla której angaż w Ekstrimie byłby powrotem na ligowe parkiety po blisko trzech latach przerwy, odkąd odeszła z Wisły Kraków (trenowała i grała w tym czasie w reprezentacji AGH). Kolejną, którą starał się pozyskać jest Paulina Stojek, skrzydłowa, wychowanka Wisły, w minionym sezonie występująca w Sokole Katowice. – Ustaliliśmy z obiema warunki finansowe, mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu podpiszemy kontrakty – wyjaśnia Wójtowicz.
– Pierwszoplanowe dla mnie było ściągnięcie kierującej grą oraz filaru przyjęcia i ataku. I od początku miałem na myśli właśnie Aśkę i Paulinę – dodaje Silczuk. W kadrze znajdzie się także jego córka Patrycja Silczuk, 20-letnia rozgrywająca, wychowanka Wisły. Toczą się negocjacje z kilkoma innymi zawodniczkami, z których większość ma za sobą staż właśnie w klubie z ul. Reymonta.

– To bardziej kwestia dojrzewania do pomysłu. III liga przestała już cieszyć jak dawniej – Wójtowicz, pytany, czy wchodząc do wyższej klasy spełnia swoje marzenie. – Pociągnął mnie też Grzesiek Silczuk, bo widziałem, że będziemy mogli liczyć na niego jako trenera.
Wspomina, jak do Gorlic przyjechały ówczesne mistrzynie Polski, Grześki Kalisz i zagrały sparing z miejscowym zespołem chłopców, co stało się dla niego impulsem do założenia w Ekstrimie żeńskiej sekcji i drużyny ligowej. – Dawali nam wtedy kilka miesięcy istnienia, mówili, że robię to dla promocji na wybory samorządowe, a w kwietniu minęło właśnie siedem lat jak działamy! – triumfuje („Rzadko jestem obojętny wobec ludzi; często mam albo przyjaciół albo wrogów” – charakteryzuje siebie).
Jak dawniej większość papierkowej roboty klubu wykonuje jego żona, Jadwiga Wójtowicz, zasiadająca w radzie miasta. Jak zwykle największą uwagę przywiązuje do szkolenia dzieci i młodzieży. Prezes lubi opowiadać o wynikach w poszczególnych kategoriach wiekowych i turniejach, na które gorliczanki jeżdżą. Żałuje, że II ligi nie doczekał miejscowy dziennikarz, Stanisław Elmer, od początku pomagający mu i dopingujący przy budowaniu klubu. Każdej wiosny przypomina o nim siatkarskim memoriałem.
– Zawsze Kraków wyciągał z Gorlic młodzież, która po maturze wyjeżdżała tam na studia. A teraz my przyciągniemy trochę Kraków do Gorlic – kończy z uśmiechem.
PAWEŁ FLESZAR

Komentowanie zablokowane.