Festung Breslau

Piłkarze krakowskiej Wisły pozwolili kompletnie zdominować się rywalom w dzisiejszym spotkaniu T-Mobile Ektraklasy. W efekcie ulegli Śląskowi we Wrocławiu 0:3.

W ostatnim okresie stworzyła się sytuacja pozwalająca drużynie „Białej Gwiazdy” mieć nadzieję na trzecią lub czwartą pozycję, premiowaną udziałem w eliminacjach Ligi Europy. Zarysowała się również ewentualność startu w pucharach z jeszcze dalszej lokaty, wskutek kłopotu wyżej klasyfikowanych zespołów z uzyskaniem licencji na rozgrywki międzynarodowe.
Gospodarze jednak szybko ustawili sprawy w innym świetle, już po upływie minuty pokazując wiślakom, jak dalekie miejsce zajmują sportowo. Sebastian Mila znalazł na lewej stronie pola karnego Sylwestra Patejuka, a ten kopnął w krótki róg. Było 1:0, a dużą przewagę wrocławianie osiągali stosując pressing na połowie rywali, często już tam odbierając im piłkę. Oddali też salwę strzałów – w wykonaniu Piotra Ćwielonga, Marcina Kowalczyka, Mili i Łukasza Gikiewicza – w mniejszej lub większej odległości mijających poprzeczkę.
Goście zrewanżowali się niecelnym podobnymi do siebie – po „złamaniu” akcji od lewej do prawej i ładnym złożeniu – uderzeniami Daniela Sikorskiego i Kamila Kosowskiego.

Tymczasem tuż przed końcem pierwszej połowy miejscowi wsadzili ich na karuzelę, od której kompletnie stracili orientację. Ćwielong zaczął ruch ku lewej stronie pola karnego, ale płynnie wycofał się za jego granicę i ku środkowi, a zamarkowanym torem wypuścił Milę, który wyłożył „patelnię” Gikiewiczowi. Egzekucja z kilku metrów.
A przyjezdnym w trakcie przerwy nie przestało się kręcić w głowach. W 55. minucie – autentycznie reżyserujący dzisiaj grę – Mila uruchomił na prawym skrzydle Ćwielonga, a ten jednym podaniem oszukał obu stoperów Wisły, Osmana Chaveza i Alana Urygę, nabiegający zaś na pełnej szybkości Gikiewicz znowu z bliska wpakował piłkę do siatki.

Przy 3:0 było praktycznie po balu, twierdza Wrocław pozostawała niezdobyta od ośmiu ligowych konfrontacji. Krakowianie poniewczasie zaczęli atakować, jednak w wyrazisty sposób zrobił to tylko Kosowski. W 60. minucie dynamicznie szarżując od połowy (po odebraniu futbolówki przeciwnikowi) i uderzając z 25 metrów – piąstkował na róg Rafał Gikiewicz. On też stanął na drodze płaskiemu, precyzyjnemu kopnięciu „Kosy”, którego ładnie dostrzegł Cwetan Genkow. Golkiper Śląska obronił również, kiedy okazję w 84. minucie miał właśnie Bułgar.
Miejscowi bez trudu przebili te aktywa, choć tym razem bez wymiernego efektu. Ćwielong (po sprytnym podaniu Patejuka) i Kowalczyk mieli sytuacje sam na sam, ale za każdym razem stawał im na drodze odważnie wybiegający i rozcapierzający ręce Michał Miśkiewicz.
Kolejny mecz ligowy czeka wiślaków również w piątek, 24 maja – o g. 18 podejmą Ruch Chorzów.
PAWEŁ FLESZAR

ŚLĄSK Wrocław – WISŁA Kraków 3:0 (2:0)
Bramki: Patejuk 2, Ł. Gikiewicz 45, 55. Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń). Żółte kartki: Grodzicki, Socha – Chrapek, Burliga, Sikorski. Widzów: 14 942.
ŚLĄSK: Gikiewicz – Ostrowski (46. Socha), Grodzicki, Kokoszka, Pawelec – Kowalczyk, Stevanović – Ćwielong, Mila, Patejuk (90. Mouloungui) – Gikiewicz (86. Więzik). Trener: Stanislav Levy.
WISŁA: Miśkiewicz – Stolarski, Chávez, Uryga, Burliga – Sarki, Wilk, Chrapek (61. Garguła), Kosowski – Boguski (85. Iliev), Sikorski (61. Genkow). Trener: Tomasz Kulawik.

Pozostałe wyniki i tabelę T-Mobile Ekstraklasy można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.