Film porno z happyendem

Koszykarze AGH rozpoczęli II rundę play off od zwycięstwa 60:51, ale pokonanym ostrowianom należy się głęboki szacunek, nie tylko dlatego, że prowadzili w Krakowie przez ponad 3/4 meczu.

To nie emocje, radość zwycięstwa i odzwierciedlenie sumiennie wykonanej pracy w postaci wyniku są największymi atrakcjami sportu. Jak nigdzie indziej zdarzają się w nim historie krzepiące, tchnące optymizmem. W styczniu drużyna Stali Ostrów Wlkp. żegnała się z kibicami i II ligą. Samorząd przyznał klubowi dotację 15 tysięcy złotych, która miała starczyć na wszystko, a nie mogła starczyć na nic. Zawodnicy dostali wolną rękę do poszukiwania nowych zespołów. Odeszło pięciu, w tym trzech podstawowych: Wojciech Żurawski do Noteci Inowrocław, Krzysztof Spała do Górnika Wałbrzych, a Przemysław Galewski do KS Kosz Pleszew. Pozostali stwierdzili, że chcą dokończyć sezon, występując przez kilka miesięcy za darmo. – Nikt tu nie zarabia nawet pięćdziesięciu złotych! Jedyny zysk to taki, że na wyjazdach można dostać obiad gratis – z humorem przedstawia sytuację trener wielkopolan, Mikołaj Czaja.
Problemy tak scementowały i utwardziły jego podopiecznych, że w rewanżowej części sezonu zasadniczego z 6. miejsca wspięli się na czwarte, a zamiast 5 porażek zanotowali trzy. Do tego w pierwszej rundzie play off odprawili nowy team Galewskiego… – I tym zrobiliśmy sobie kolejny kłopot, bo nie mieliśmy środków na podróż do Krakowa. Udało się metodą „na pandę”; przez kilka dni chodziliśmy do potencjalnych sponsorów z prośbą: „Pan da na bilet” – opowiada szkoleniowiec, który trzy lata temu wprowadzał do ekstraklasy (obecną w niej do dziś) ekipę z Ostrowa. – Dowiedziałem się w życiu, że można osiągnąć sukces i zostać wykopanym, a można też stracić wszystko, ale trzymać wysoko głowę i przeżyć fajną przygodę – zwierza się.

Ostrowianie przypominają krokodyla, który przez tysiące lat adaptował się do każdych, nawet najtrudniejszych, warunków i nigdy nie stracił morderczego instynktu. Dzisiaj od 4:1 przekręcili licznik na 4:7. Wypuścili jeszcze inicjatywę pod koniec pierwszej odsłony (12:9), ale w drugiej – po strzale Szymona Rosika z ośmiu metrów – zrobiło się 14:22.
Osią przyjezdnego zespołu byli dwaj dwumetrowcy emanujący spokojem pod obydwoma tablicami, Tomasz Zyber i niespełna 39-letni Łukasz Olejnik, który jeszcze w połowie ubiegłej dekady reprezentował Grono Zielona Góra, protoplastę Stelmetu. Sporo wiatru robili Mikołaj Spała i Patryk Marek. Po akcji 2+1 tego drugiego goście w 24. minucie osiągnęli najwyższą dzisiaj przewagę 27:39.
Miejscowi długo ułatwiali im zadanie, prezentując grę slangowo określaną pornografią.
Z dystansu rzucali jak gorącym kartoflem. Ich skuteczność za trzy wynosiła: w I kwarcie – 1 z 13, w II – 0 z 6, w III – 1 z 7, w IV – 1 z 5. Łącznie 3 z 31, czyli 9,7%… W trzeciej części wiara w siebie opuściła już nawet Macieja Koperskiego, któremu nigdy jej nie brakowało – stojąc na otwartej pozycji puścił podanie dalej po obwodzie.
Do tego straty: piłki wypadające z rąk po zbiórkach, zepsute podania, wśród których jury przyznało grand prix trafieniu w stopę przebiegającego kolegi podczas konstruowania kontry.

Gwoli sprawiedliwości należy zaznaczyć, że z sobotnim filmem porno (rywale też nie grzeszyli starannością) kontrastowały urocze sceny; akcje lekkie i zwiewne jak letnia sukienka. I przyjemne dla oka jak ubrana w nią dziewczyna.
Michał Borówka obsługuje z daleka najpewniejszego dzisiaj w szeregach akademików, Bartłomieja Podworskiego, który po pewnym chwycie robi pivot przez lewe ramię i rzuca prawym hakiem. Zaraz potem Miguel Zamora wypuszcza Bartka kozłem, a ten pakuje oburącz.
Borówka wymierzonym lobem odnajduje pod deską Koperskiego wykańczającego sprawę alley oop’em.
Tomasz Radzik przejmując piłkę wykonuje taneczne pas i wieńczy całość lewym hakiem.

Jak na ironię, gospodarze złapali kontakt dzięki „trójkom”: Konrada Mamcarczyka na 34:39 i Podworskiego – w ostatniej sekundzie dozwolonego czasu akcji – na 42:44. Ogień rozpalił jednak Wiktor Majka, który po raz pierwszy pojawił się na placu w drugiej połowie i dwukrotnie sprowadził przeciwników do parteru, wyłuskując im piłki na leżąco. W czwartej „ćwiartce” już cała drużyna broniła tak jak on, pozwalając ostrowianom na zdobycie zaledwie 7 punktów (a pięciu do momentu praktycznego rozstrzygnięcia – 58:49).
W decydującym okresie z daleka, z odchylenia wcelował Rafał Zgłobicki, „Potwór” z półdystansu dał kolegom pierwsze od 25 minut prowadzenie (49:48), sam dowartościował je dwoma osobistymi. Kolejne ciosy zadali Zamora i Koperski.
– Mieliśmy coraz większe kłopoty kondycyjne, ale też zabrakło nam zmienników do rotacji, zwłaszcza Łukasza Wojciechowskiego, który musiał zdawać egzamin – tłumaczy Mikołaj Czaja. W trakcie meczu miał ogromne pretensje do sędziów („Niech pan nawet do mnie nie podchodzi” – krzyknął do jednego z nich), lecz później nie chciał komentować ich pracy.
Walka w play off toczy się do dwóch zwycięstw; drugie spotkanie zaplanowano na przyszłą sobotę w Ostrowie, ewentualne trzecie odbyłoby się w środę, 18 kwietnia, przy Piastowskiej. – Na dzisiaj nie mamy pieniędzy na ponowny przyjazd do Krakowa, ale bardzo chcemy tu wrócić i na pewno nie odpuścimy – deklaruje trener Stali.
PAWEŁ FLESZAR

AZS AGH Kraków – STAL KOSZ Ostrów Wlkp. 60:51 (12:11, 11:20, 16:13, 21:7)
Sędziowali: Mateusz Wawrzyński i Rafał Bogdan. Widzów: 190.
AGH: Podworski 17 (1×3, 9 zb., 4 as.), Borówka 12 (7 zb., 7 as.), Koperski 9 (1×3, 6 zb.), Zamora 6 (4 zb., 3 prz.), Czerwonka 4 (6 zb., 3 prz.) oraz Wasyl 5, Mamcarczyk 3 (1×3, 4 zb.), Zgłobicki 3 (1×3), Majka 1 (2 prz.), Dusiło (4 zb.). Trener: Wojciech Bychawski.
STAL: Zyber 12 (11 zb., 2 bl.), Marek 12 (11 zb., 5 as.), Spała 10 (5 zb.), Rosik 6 (1×3), Olejnik 5 (1×3, 5 zb., 2 prz.) oraz Radzik 4, Ziółkowski 2. Trener: Mikołaj Czaja.

Wyniki i terminarz play off II ligi koszykarzy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.